W sprawie zatrudnienia na podstawie umów, powszechnie acz nie zawsze słusznie zwanych „śmieciowymi”, ideologia przeważa nad zdrowym rozsądkiem. Z jednej strony mamy twardych wrogów „kapitalistycznego wyzysku”, pragnących go całkowicie zakazać w imię prawa każdego pracownika do minimum zabezpieczenia socjalnego. Z drugiej strony mamy równie twardych obrońców wolności gospodarczej, twierdzących że bez tych umów ludzie stracą pracę, a gospodarka część możliwej do wytworzenia wartości.
REKLAMA
A tymczasem problem jest dość oczywisty.
To jasne, że gospodarka potrzebuje różnych form zatrudnienia, a formy bardziej elastyczne są czasem wygodniejsze i dla pracodawców, i dla pracowników. Jeśli ochrona pracujących na etacie jest zbyt rozbudowana, zniechęca to do zatrudniania. A formy elastyczne pozwalają owe sztywności obejść, w dodatku bez rewolucji. Utrudnianie elastycznego zatrudniania, w imię obrony egoistycznego interesu grupy etatowych pracowników (zwłaszcza dużych firm państwowych), jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.
Po drugie jednak, formy elastyczne są uzasadnione tylko wtedy, kiedy rzeczywiście służą interesom obu stron. Jeśli więc ludzie są zmuszani do pracy na umowy o fikcyjne dzieło, jest to skandalem, którego zwalczaniem powinno skuteczniej zająć się państwo.
Ale po trzecie i najważniejsze, elastyczne formy zatrudnienia nie mogą być wytrychem, służącym do wymuszenia subsydiowania ze strony reszty obywateli. Każdy pracujący będzie kiedyś potrzebować emerytury, każdy ma prawo do wsparcia z tytułu zabezpieczenia społecznego. Jeśli nie ma odprowadzanych choć minimalnych składek na ten cel, kosztami po prostu obciąża się innych. Dlatego wszystkie formy świadczenia pracy powinny być obciążone w zbliżony sposób - po to, by nie zachęcać do kombinowania.
A co z interesem firm? Kilka miesięcy temu uczestniczyłem w spotkaniu z przedsiębiorcami, dotyczącymi funduszy unijnych. Na stwierdzenie, że coraz większa część tej pomocy powinna być udzielana na preferencyjnych warunkach, ale w formie zwrotnej, usłyszałem od jednego z przedsiębiorców, że wtedy korzystanie z niej „nie będzie się opłacać”. Szanowny panie, odpowiedziałem, jeśli pana biznes wygląda tak, że przy zerowym koszcie kapitału „się nie opłaca”, to nie jest to żaden biznes, tylko marnowanie pieniędzy. I podobnie jest z przedsiębiorcami, twierdzącymi że w przypadku obciążenia pracy nawet minimalnymi składkami, zatrudnianie ludzi „przestanie się opłacać”. Bo jeśli zatrudnianie ma sens tylko wtedy, kiedy jest subsydiowane przez innych - to nie jest biznes, tylko ekonomia społeczna. Dla ekonomii społecznej jest oczywiście miejsce. Ale nie w normalnym, nastawionym na zysk biznesie.
Opublikowane w Rzeczpospolitej, 24.07.2015
