Przyczynek do odwiecznego obgadywania się prawników i ekonomistów... Na kanwie wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie kwoty wolnej

REKLAMA
Prawnicy i ekonomiści stale się o siebie ocierają. Muszą ze sobą często współpracować. Ale po cichu zawsze mają też o sobie coś złośliwego do powiedzenia. Prawnicy twierdzą, że ekonomiści są dyletantami, którzy są zdolni tylko do ogólnych ocen i tak naprawdę na niczym się nie znają. A ekonomiści odpłacają się oceną, że prawnicy doskonale znają wszystkie szczegóły, tyle że w gąszczu prawniczych kruczków w ogóle nie zauważają ekonomicznej istoty spraw.
Nowy impuls do odwiecznego sporu dał wyrok Trybunału Konstytucyjnego dotyczący kwoty wolnej od opodatkowania. TK (złożony z prawników) poparł wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich (też prawnika), że kwota ta musi odpowiadać co najmniej minimum egzystencji. Sędziowie uznali, że państwo nie ma prawa opodatkowywać dochodów nie zapewniających takiego minimum. Oczywiście, po opodatkowaniu można niby uzupełnić dochody poprzez różne zasiłki. Ale (zdaniem RPO i TK) czyni to pobierających zasiłki „obywatelami drugiej kategorii”, bo zależnymi od pomocy państwa. A na to nie ma zgody, więc kwota wolna musi być radykalnie zwiększona. Cokolwiek to oznacza dla budżetu.
Wszystko to brzmi całkiem rozsądnie. Co więcej, z wyrokami sądu nie należy polemizować. Ale skoro prawnicy są tak dumni z żelaznej logiki swoich wywodów (której oczywiście odmawiają ekonomistom), zastanówmy się chwilę nad konsekwencjami.
Skoro w naszym państwie nie wolno opodatkowywać dochodów poniżej minimum egzystencji, to oczywiście oznacza że - zdaniem TK i RPO - nie wolno też rozważać wprowadzenia czystego podatku liniowego (bo on opodatkowuje każdy dochód). A co z innymi daninami publicznymi? A składki na ZUS zbierać to wolno? A zmuszać do płacenia w sklepie VAT i akcyzy to wolno?
No i mamy też wielką zmianę w odniesieniu do praw i obowiązków obywateli. PIT wprowadzano w Polsce w przekonaniu, że ważny jest właśnie powszechny udział w płaceniu podatków (po to, by obywatele wiedzieli, że utrzymują państwo). Dziś okazuje się jednak, że pobieranie zasiłków czyni z nich „obywateli drugiej kategorii”. Biedne matki na urlopach, biedni bezrobotni, biedni emeryci i renciści. Logicznie należałoby całe to upokarzające dla nich wsparcie zlikwidować, podwyższając odpowiednio kwotę wolną w PIT.
A propos, złośliwa uwaga ekonomisty: po to, by skierować dodatkową złotówkę do 10% najuboższych podatników poprzez nakazany przez TK wzrost kwoty wolnej, trzeba równocześnie 9 złotych zostawić w kieszeni wszystkich zamożniejszych (niezbyt efektywne finansowo, prawda?). Chyba, że kwota wolna nie będzie im przysługiwać. Ale to już nie jest wtedy kwota wolna, tylko specyficzne umorzenie opodatkowania dla części podatników.
PS. Piszę to w środę 6 listopada rano - z ciekawością czekam na wyrok TK w sprawie OFE (żaden mnie nie zdziwi).

Opublikowane w Rzeczpospolitej, 6.11.2015