Polskiej gospodarce najłatwiej pomóc ograniczając biurokrację. Dla polityków jest to jednak głównie szansa na lansowanie się w mediach, a nie rzeczywisty cel zgłaszanych inicjatyw.
REKLAMA
To, że polskiej gospodarce najłatwiej pomóc ograniczając biurokrację, wiedzą teoretycznie wszyscy. Mieliśmy już kilka odtrąbionych „krucjat” (np. wieloletnia epopeja komisji Przyjazne Państwo, której główne aktywności miały charakter medialny), niezliczone wywiady w prasie, zażartych ideologów walki z nieudolnością i wszechwładzą urzędów. I co? I nic. A dlaczego? Dobre pytanie.
Ostatnio Ministerstwo Gospodarki ogłosiło kolejny pakiet uelastyczniający gospodarkę. Jest w nim w gruncie rzeczy jeden naprawdę ważny element – ułatwienie przejścia małym firmom na rozliczenie kasowe VAT (innymi słowy, płacenie VAT wtedy, kiedy rzeczywiście wpłynie zapłata, a nie wtedy gdy firma wystawia fakturę). Nie mam wątpliwości, że takie uelastycznienie jest konieczne i je w pełni popieram. Ale sądzę też, że akurat w tym roku prawdopodobnie sprzeciwi mu się minister finansów, bo dla niego oznacza to obniżenie wpływów budżetowych (jednorazowe, ale jednak).
I znowu mamy na dłoni cały mechanizm tzw. „walki z biurokracją” à la polonaise. W tej dziedzinie można podjąć 100 różnych działań, nie wiążących się z kosztami budżetowymi, ale w ten czy inny sposób godzących w spokojne życie urzędników. Zamiast tego formułuje się propozycję dość kosztowną, ale nie przeszkadzającą urzędnikom, którą prawdopodobnie zawetuje za to minister finansów. Wilk jest syty i owca cała. Propozycja jest złożona, spokój urzędników niezakłócony, koniec końców prawdopodobnie nic z tego nie będzie. Ale w mediach mamy zaliczony punkt za walkę z biurokracją!
PS. Byłbym oczywiście bardzo zadowolony, gdyby rzeczywiście dało się coś zrobić w sprawie kasowego rozliczania VAT. Ale tak czy owak to raczej problem na linii firmy – Ministerstwo Finansów, a nie element odbiurokratyzowania gospodarki.
