Ponad rok temu Rada Gospodarcza, do której należę, zaproponowała szereg działań na rzecz poprawy zarządzania w spółkach Skarbu Państwa...

REKLAMA
Ponad rok temu Rada Gospodarcza, do której należę, zaproponowała szereg działań na rzecz poprawy zarządzania w spółkach Skarbu Państwa. Najważniejszym pomysłem (zresztą nawiązującym do najlepszych rozwiązań norweskich) było odcięcie polityków od nominacji członków rad nadzorczych i zarządów. Miał ich wybierać nieodwoływalny Komitet Nominacyjny (trochę odpowiednik Rady Polityki Pieniężnej, złożony z ludzi z doświadczeniem z biznesu - a nie polityków). Potem rady nadzorcze (niezwiązane "długami wdzięczności" wobec polityków) miały wybierać zarządy.
Czy to wystarczyłoby dla znacznej poprawy sytuacji? Oczywiście nie wiem, wiele zależałoby od praktyki działania Komitetu, ale mogę zapewnić, że wówczas znaczna część osób o których czytamy dziś w mediach nie dostałoby swoich synekur.
Pomysł spotkał się z godziwym, zażartym odporem. W ponadpolitycznym porozumieniu odrzucili go zarówno politycy z partii rządzących, jak z opozycji (również z ironicznymi komentarzami na temat bałaganu, jaki spowodowałoby powołanie nieodpowiadającego przed wybrańcami narodu Komitetu Nominacyjnego).
Równie gromko odrzucili go moi koledzy-ekonomiści, szczególnie ci najbardziej liberalni, mówiąc że zamiast tego należy sprywatyzowaćspółki. Oczywiście, że należy. Ale póki co, wiadomo że tak szybko to nie nastąpi, więc warto zastanowić się nad tym, jak choć doraźnie zapewnić poprawę ich funkcjonowania.
Projekt udało się więc wspólnymi siłami zablokować. A chóry serafinów patrzą na to z góry i się śmieją.