Nieco ponad tydzień temu euro było po ponad 4,20 - dzis po 4,06. Giełda też wzrosła w ciągu minionego tygodnia o blisko 5%. Koniec kłopotów? Niekoniecznie, raczej złudna ulga.
REKLAMA
Nieco ponad tydzień temu euro było po ponad 4,20 - dzis po 4,06. Giełda też wzrosła w ciągu minionego tygodnia o blisko 5%. Koniec kłopotów? Niekoniecznie, raczej złudna ulga.
W ciągu minionego tygodnia miało miejsce wiele ważnych zdarzeń, które generalnie wprawiły rynki w nastrój optymistyczny. Fed ogłosił rozpoczęcie kolejnej operacji dodruku pieniądza, eufemistycznie zwanej "luzowaniem ilościowym". Jednoczesnie EBC zadeklarował – jak można sądzić, z niechętną zgodą rządu Niemiec, choć z werbalnym protestem ze strony przegłosowanego Bundesbanku – że będzie bez ograniczeń skupywać obligacje zadłużonych krajów Południa (co na dłuższą metę może - choć teoretycznie nie musi - również oznaczać dodruk pieniądza). Jednocześnie ruszyły prace nad unią bankową, a decyzja Trybunału Konstytucyjnego rozwiązała ręce rządowi niemieckiemu w kwestii doraźnego wspierania zagrożonych krajów, przy jednoczesnej próbie zmuszenia ich do realizacji programów oszczędnościowych. Zagrożenie niekontrolowanymi bankructwami w Europie spadło, pojawiły się też nadzieje na poprawę koniunktury dzięki dodrukowanym w USA pieniądzom.
W sumie wiadomości te mogą być odczytane jako krok w stronę rozwiązania obecnego kryzysu finansowego, w tym zwłaszcza jego odsłony europejskiej. A co najmniej jako nadzieja na poprawę sytuacji rynkowej, nawet jeśli kryzys pozostawałby nierozwiązany. Nic dziwnego, że inwestorom giełdowym to się spodobało.
Jednak z ocenami długookresowymi należałoby być ostrożnym – po pierwsze, wcale nie wiadomo czy ogłoszone środki będą konsekwentnie wdrożone (zwłaszcza w Europie). Po drugie, nie wiadomo czy okażą się naprawdę skuteczne. I po trzecie, nie wiadomo jakie będą ich uboczne długookresowe konsekwencje: dodruk pustego pieniądza doraźnie cieszy rynki finansowe, ale nie wiadomo czy w przyszłości nie doprowadzi do wybuchu inflacji.
