Wreszcie doczekaliśmy się czegoś niewiarygodnego – nasz gazowy monopolista zwrócił się do regulatora rynku o zgodę na skromną obniżkę cen paliwa. Czy to początek nowych czasów?

REKLAMA
Sensacja! Cud! Wreszcie doczekaliśmy się czegoś niewiarygodnego – nasz gazowy monopolista zwrócił się do regulatora rynku o zgodę na skromną obniżkę cen paliwa. Ciekawe, czy tę zgodę otrzyma…
Jeszcze kilka lat temu panowało na świecie głębokie przekonanie, że ceny energii mogą zmierzać tylko w jednym kierunku – do góry. Składało się na to kilka czynników. Po pierwsze, spodziewano się że światowy popyt na energię będzie wzrastać w sposób całkowicie niekontrolowany, głównie skutkiem bogacenia się mieszkańców Azji. Po drugie, uważano że dostępne na kuli ziemskiej zasoby podstawowych surowców energetycznych (zwłaszcza gazu ziemnego i ropy naftowej) są na tyle ograniczone, że w najbliższych latach ich ceny muszą iść ostro do góry. Oczywiście, że nowe poszukiwania i odwierty mogą z czasem zwiększyć dostępną pulę. Ale i tak podaż nie będzie nadążała za popytem, więc będziemy mieli do czynienia z rynkiem, na którym ceny dyktują producenci. Po trzecie, z niejakim smutkiem stwierdzano że z sobie tylko znanych powodów Pan Bóg zdecydował, by przygniatającą większość ziemskich zasobów ropy i gazu rozmieścić na terenach niespokojnych, niestabilnych, rządzonych przez dyktatorów albo nieprzewidywalnych przywódców o imperialnych aspiracjach. Na tlącym się jak bomba Bliskim Wschodzie, w Iranie, Algierii, Wenezueli, na bezkresnych obszarach Syberii. A to wydawało się gwarancją zwiększenia cen ropy i gazu o bardzo wysoką premię za ryzyko. No i wreszcie po czwarte, powszechnie oczekiwano że Europa – nawet wbrew reszcie świata – będzie kontynuować swój niezwykle kosztowny program walki z ociepleniem klimatu, przekładający się na wyższy koszt energii, za który musi płacić unijny konsument.
Dziś wiele elementów tej układanki wygląda nieco inaczej. Najważniejszą zmianą było rewolucja, która dokonała się w USA w technikach wydobycia gazu i ropy z łupków. O tym, że owe surowce tam są, wiedziano od dziesięcioleci. Przez długie lata wydawało się jednak, że nie da się ich w ekonomicznie racjonalny sposób wydobywać. Opanowanie nowych technik eksploatacyjnych spowodowało, że raptem ich podaż zaczęła gwałtownie wzrastać, a cena spadać. Jak dotąd głównie na rynku amerykańskim, bo USA zadbały o to, by w pierwszej kolejności wzmocnić własną konkurencyjność i zaspokoić swoje własne potrzeby za pomocą gazu trzykrotnie tańszego od tego, którego używa Europa. Teraz jednak presja na spadek cen zaczyna rozlewać się po calym świecie, docierając i do nas. Niecałe 5 lat temu prezes Gazpromu z niezachwianą pewnością twierdził, że już wkrótce ceny gazu i ropy kilkukrotnie wzrosną. Teraz godzi się na obniżki nawet dla Polski, obawiając się długofalowych perspektyw konkurencji ze strony taniego, amerykańskiego gazu z łupków.
Co to może oznaczać dla przyszłych cen gazu w Polsce? Jeszcze za wcześnie na kategoryczne oceny, ale z pewnością siła oddziaływania dwóch czynników najsilniej pchających w górę ceny gazu i ropy (ograniczonej podaży i ryzyka politycznego) znacznie osłabła. Nie ma też wcale pewności co do szybkiego wzrostu popytu na globalnym rynku, bo Chiny również intensywnie zaczęły poszukiwać własnego gazu z łupków, zamiast go importować. To wszystko może stworzyć presję na dalsze obniżki cen, zwłaszcza gdyby się okazało, że również eksploatacja naszego gazu z łupków jest ekonomicznie uzasadniona.
A wtedy ceny energii pchałaby w górę już tylko polityka klimatyczna Unii.

Opublikowane w Rzeczpospolitej, 30.11.2012