Koniec roku 2012 skłania do refleksji. A jeszcze bardziej skłania do tego nowy rok 2013

REKLAMA
Co najważniejszego stało się w gospodarce Polski, Europy i świata w ciągu minionych 12 miesięcy?
W Polsce w sumie nic wielkiego. Najważniejszym wydarzeniem z początku roku było podniesienie wieku emerytalnego – działanie niezbędne, ale przez lata odkładane w czasie. Nic dziwnego. Jeśli wierzyć przeciwnikom reformy, jakakolwiek próba zmian wieku emerytalnego miała doprowadzić w Polsce do rewolucji. Związki zawodowe jawnie twierdziły, że kraj zostanie sparaliżowany strajkami, a rozwścieczeni ludzie wyjdą na ulicę i obalą rząd, który odważy się to zrobić. I co? I nic. Reformy dokonano, a dzisiaj tak jakby nikt już o tym nie pamiętał. Może to jest właśnie najważniejsza rzecz, która się stała? Może nie należy ulegać strajkowym groźbom kolejarzy, pracowników linii lotniczych, nauczycieli? Może polskie społeczeństwo, choć niechętne bolesnym reformom, jest w stanie zaakceptować je znacznie łatwiej, niż się powszechnie twierdzi? Bo chyba większość Polaków w gruncie rzeczy rozumie, że przecież nie mamy innego wyjścia.
W Europie też nie było wielkiego przełomu. Ale coś się jednak stało. Kryzys zadłużenia Południa strefy euro wcale się nie zakończył, Hiszpania sięgnęła po pomoc dla banków, Grecja nadal nie jest w stanie nie tylko spłacać długów, ale nawet utrzymać się z bieżących dochodów. Ale mam wrażenie, że siła oporu przeciwko oszczędnościom słabnie, a między broniącymi twardego pieniądza Niemcami a rozrzutnymi Południowcami zaczyna się nieśmiało rysować coś w rodzaju kompromisu. Na ulicach Hiszpanii nadal rządzą Oburzeni, ale wydaje się że radykalizm jest po trochu zastępowany przez smutną rezygnację.
No i w USA też nic się wielkiego nie stało. To znaczy – nie nastąpiła żadna wielka zmiana. Większość Amerykanów (inna rzecz, że nieznaczna) dała Barackowi Obamie mandat na następne 4 lata. A tym samym dała mu mandat na kontynuację strategii walki z kryzysem, w uproszczeniu polegającą na zwiększeniu roli państwa w gospodarce. Nie mogąc podnieść podatków – bo temu przeciwna jest zdecydowana większość Amerykanów – próbował on dotąd ożywić gospodarkę finansując zwiększone wydatki państwa poprzez wzrost zadłużenia. I próbuje to robić nadal, mimo bardzo umiarkowanych sukcesów.
Co więc nas czeka w roku 2013? W Polsce pewnie nic wielkiego. Czeka nas trudny gospodarczo rok, który jednak przetrwamy – bo przecież nie mamy innego wyjścia.
W Europie czeka nas kontynuacja sporów wewnątrz strefy euro, które przerzucają się jednak na całą Unię (między innymi zaostrzając spór o wieloletni budżet). Ale sądzę, że mimo kolejnych parkosyzmów i przesileń – sytuacja będzie się raczej uspokajać, niż zaostrzać.
Najciekawsze zdarzenia czekają nas chyba za Atlantykiem. Bo dzielący Amerykanów spór o to, czy kontynuować strategię Obamy, czy też szukać zupełnie innej drogi pokonania kryzysu, dojrzewa do ostrego starcia. A zakładnikiem tego sporu jest cała globalna gospodarka.
Opublikowane w Rzeczpospolitej, 28.12.2012