Muszę jeszcze coś dodać w odpowiedzi na komentarze...
REKLAMA
Po pierwsze, wzrost PKB oczywiście nie jest jedyną rzeczą, która się liczy. Ale mówiąc w skrócie, PKB oznacza sumę wszystkich dochodów w gospodarce. Więc chyba raczej lepiej, jak dochody rosną, a nie spadają, zwłaszcza że z czasem wpływa to i na inne wskaźniki. Wzrost PKB nie jest „bożkiem”, ale jest najważniejszym wskaźnikiem opisującym stan gospodarki. Chociaż daleko mu do ideału.
Po drugie, ze wzrostu między 0 a 1% rzeczywiście nie ma co być dumnym. To w praktyce oznacza stagnację (zwłaszcza, że pomiar PKB to tylko pewien szacunek – lekko licząc, wzrost PKB może się o plus/minus 1% różnić od danych GUS; więc np. +0,5% może również oznaczać niewielki spadek). Zresztą przy takim ledwie zauważalnym wzroście zwiększa się zazwyczaj bezrobocie, więc powodów do zadowolenia ludzie nie mają.
Po trzecie jednak, mimo wszystko lepiej mieć stagnację niż recesję, zwłaszcza wtedy gdy dotknęła ona naszych najważniejszych partnerów handlowych i ogromną część Europy. Pobiliśmy niedawno rekord krajów OECD – ponad 20 lat bez pojedynczego kwartału spadku PKB. Dla naszego wizerunku np. wśród inwestorów to ma znaczenie, więc osobiście będę się cieszyć jeśli się rzeczywiście okaże że nadal nie zaznamy spadku. Mimo że oczywiście rozumiem, że taki odnotowany na papierze wzrost nikogo nie satysfakcjonuje.
