Sytuacja w USA wzbudza dziś powszechne zainteresowanie... Po chwilowej przerwie, kilka moich uwag na ten temat napisanych w ciągu minionych 2 miesięcy. Najpierw o tym, co z dolarem...

REKLAMA
Z cyklu informacji o zmianach personalnych na stanowiskach menedżerskich: największa drukarnia świata ma nowego szefa – i starą strategię działania. Najważniejsza zmiana polega na tym, że zamiast brodatego mężczyzny stanowisko to objęła kobieta, dotąd jego zastępczyni. Jest to ważna wiadomość dla biznesu i konsumentów na całym świecie, bowiem mówimy o wielkim kombinacie drukarskim, którego produkty używane są na wszystkich kontynentach. Zlokalizowany jest w Waszyngtonie, przy Alei Konstytucji, a znany jest pod nazwą Systemu Rezerwy Federalnej USA (w żargonowym skrócie Fed).
Dlaczego zastąpienie na stanowisku szefa amerykańskiego banku centralnego Bena Bernanke przez Janet Yellen to wiadomość stosunowo mało ważna – i jednocześnie niesłychanie ważna? Mało ważna jest dlatego, że niewątpliwie oznacza kontynuację tej polityki pieniężnej, którą Fed prowadził od chwili wybuchu globalnego kryzysu finansowego. Była to polityka, w której za priorytet uznano konieczność sfinansowania wielkich wydatków walczącego z kryzysem państwa. Państwo amerykańskie musiało znaleźć biliony dolarów (według słownictwa amerykańskiego: tryliony dolarów) najpierw na ratowanie przed bankructwem banków, a następnie na zasilanie tanim kredytem gospodarki, wypłacanie zasiłków bezrobotnym, finansowanie inwestycji które miały pobudzić wzrost. W tym celu o blisko 4 biliony dolarów zwiększyło swoje zadłużenie, głównie poprzez sprzedaż obligacji. Zgodnie z prawem, Fed nie mógł bezpośrednio nabyć tych obligacji od rządu. Pracując jednak z nim ręka w rękę, wypuścił na rynek dodatkowo około 3 biliony dolarów, po to by banki i prywatni inwestorzy mieli za co owe obligacje zakupić. Amerykanie eufemistycznie określili ten zabieg mianem „luzowania ilościowego”, choć zwyczajowo działanie takie nazywamy w ekonomii „drukiem pustego pieniądza”. Na marginesie tylko warto dodać, że dzięki postępowi technicznemu dziś już nie trzeba w tym celu wcale używać drukarek (większość wypuszczonych na rynek pieniędzy to wirtualne zapisy na dyskach komputerów).
Wiadomość o kontynuacji dotychczasowej polityki Fed jest z kolei niezwykle ważna dlatego, że chodzi o politykę bardzo kontrowersyjną, której rzeczywiste skutki są dla nas wielką niewiadomą. Wtłoczone na rynek pieniądze uratowały przed bankructwem banki i zapewniły nieco spekulacyjny boom na nowojorskiej giełdzie i rynkach surowcowych, ale jak dotąd nie zdołały trafić do realnej gospodarki i trwale pobudzić amerykańskiego wzrostu. Poza tym wielką zagadką jest to, jaki będzie długookresowy efekt tego działania. Zgodnie z całą klasyczną wiedzą ekonomiczną, wypuszczenie na rynek bilionów pustych dolarów powinno kiedyś doprowadzić do znacznego wzrostu inflacji. Tyle, że póki co jej nie widać – a nikt nie wie, kiedy może się ona pojawić. Co nie zmienia faktu, że gigantyczny dodruk pieniądza jest rodzajem hazardowej zagrywki w prawdziwie amerykańskim stylu: dziś robimy co można by wreszcie pobudzić wzrost, konsekwencjami ubocznymi (ryzykiem inflacji i spekulacyjnych baniek) będziemy się martwić jutro.
Czy strategia działania Fed jest właściwa, okaże się dopiero za kilka lat. Jedni ją wspierają, inni krytykują. Ale że decyzje zapadające na Alei Konstytucji w Waszyngtonie są dziś kluczowe dla światowej gospodarki, nie wątpi nikt.
Opublikowane w Rzeczpospolitej, 11.10.2013