W toczonej ponoć obecnie przez Zachód z Rosją nowej wojnie krymskiej (ekonomicznej) padają wprawdzie mocne słowa, ale armaty (te gospodarcze) jak dotąd milczą. Nic dziwnego, słowa potępienia to jedno, a bolesne dla własnego biznesu sankcje to cos całkiem innego. Chwilowo toczy się więco "dziwna wojna", w której słów jest znacznie więcej niż czynów. I tak pewnie pozostanie, co nie oznacza, że dla Rosji to co się stało nie będzie miało konsekwencji.

REKLAMA
Na aneksję Krymu Unia Europejska zareagowała ciężkimi i niezwykle dolegliwymi dla Rosji sankcjami. Aż 21 osób (!) – wśród nich kilku bliskich doradców i przyjaciół prezydenta Putina – nie będzie mogło wjechać na jej terytorium. USA były nieco bardziej ostrożne, bo sankcje wizowe dotknęły tylko 12 osób. Tak czy owak musi to jednak być potężny wstrząs dla wszystkich obywateli Rosji, których jest 142 miliony – więc sankcje dotkną aż 0,00001% całej ludności! Nie koniec na tym – Unia zapowiedziała, że może zwiększyć listę osób objętych sankcjami o kolejne 12 nazwisk – a to by oznaczało zaostrzenie sankcji o ponad połowę, a odczułoby je (po zaokrągleniu) niemal 0,00002% ludności Rosji. Żegnajcie (przynajmniej na jakiś czas) zakupy w Paryżu, zimowe wakacje na Florydzie i mecze w Londynie! Grupie tej może grozić blokada kont bankowych na Zachodzie (chyba mało dolegliwa, zważywszy że bliskim sobie osobom prezydent Putin już dawno temu kazał przenieść aktywa do kraju). Ostro po łapach dostał również rosyjski sektor bankowy – USA utrudniły działalność jednego banku (lokującego się na 19 miejscu wśród banków tego kraju, dysponującego poniżej 0,9% całości aktywów bankowych).
Unijne i amerykańskie sankcje musiały głęboko przestraszyć Kreml – podobnie jak wcześniej ukrainskie groźby, że mogą być odcięte dostawy prądu i wody na Krym (nie ma wątpliwości, że Władimir Putin nie mógł spać po nocach na myśl o tym, że jego ukochani Krymianie będą musieli spędzić wieczory przy świecach). Nic dziwnego, że i reakcja Moskwy była odpowiednio ostra – zakaz wjazdu do Rosji dostał senator McCain, o którym powszechnie wiadomo że poza Syberią życia sobie nie wyobraża. No i oczywiście dostaje się nadal eksportowi naszych świń, chociaż już austriackich nie.
Teatr? Nie, zimna kalkulacja. Zdaje się, że nie tylko nikt na Zachodzie nie ma ochoty umierać za Krym – ale nawet nikt nie ma ochoty z powodu odległego Krymu tracić swoich pieniędzy. Zwłaszcza wobec przekonania, że nawet bolesne sankcje nie zmuszą Rosji do oddania półwyspu, skądinąd zresztą zdominowanego przez Rosjan (czego nikt nie neguje).
Czy oznacza to, że agresywna polityka Kremla nie będzie miała żadnych konsekwencji? Też pewnie nie. Zachód mógłby oczywiście wydać Rosji otwartą wojne gospodarczą – ale jedynym skutecznym narzędziem musiałoby być ograniczenie importu gazu i ropy. A to działania, które dla Rosji byłoby wprawdzie rujnujące, ale dla uzależnionej od tego importu Europy niezwykle bolesne – o czym Kreml dobrze wie.
Prawdziwa cena jest gdzie indziej. Rosja może prężyć muskuły, ale ma gospodarkę fundamentalnie słabą, bo uzależnioną od eksportu surowców. Tego eksportu nie da się zwiększyć, jeśli Zachód nie dostarczy kapitału, technologii i rynków zbytu, godząc się na dalszą rozbudowę gazociągów. Wystarczy, że Rosja utraci wizerunek wiarygodnego dostawcy i partnera, którym cieszyła się dotąd w Zachodniej Europie, a nowe gazociągi nie powstaną. A wówczas perspektywy rozwoju Rosji uległyby drastycznemu pogorszeniu.
Opublikowane w Rzeczpospolitej, 24.03.2014