Próbowałem ostatnio o tym opowiedzieć grupie młodych prawników. Byli nieprzejednani. Kontestując sens prawa autorskiego tłumaczyli mi, że prawo autorskie zdegenerowało się, że jest ono karykaturą prawa, zamachem na wolność słowa, narzędziem cenzury. Zdecydowanym tonem wyjaśniali, że prawo autorskie służy złej sprawie, ogranicza prawo do twórczości i uniemożliwia wymianę informacji. Mam poważne wątpliwości w tej sprawie.
REKLAMA
Odpowiadam im, że twórca jest beneficjentem prawa do swojego utworu. Autor słusznie oczekuje zapłaty za wykorzystanie dzieła, które jest efektem jego mozolnej pracy, skupienia, namysłu. Autor często podejmuje ryzyko twórcze i ma prawo czerpać z tego korzyści. Jest oczywistym dla wszystkich, że prawo autorskie jest niedookreślone. Jest jak słabo wyczuwalny puls. Nie może być inaczej, skoro prawo to odnosi się do utworu. Utwór jest pochodną talentu. Talent? Co to jest talent? Stan ducha? Może tak, może nie. Stąd też – czy tego chcemy czy nie - prawo autorskie musi dotykać rzeczy trudno uchwytnych, w swej istocie abstrakcyjnych.
Bardzo często, my prawnicy, stawiamy przed sądami pytanie o granice prawa autorskiego: czy trasa maratonu jest chroniona prawem autorskim? A może droga wspinaczkowa jest utworem? A czy tatuaż wykonany na twarzy może być plagiatem? A czy prawo autorskie chroni sposób ułożenia makaronu na dnie miski? Z takich spraw powstają precedensy. A tam gdzie są precedensy jest ciekawe orzecznictwo. Z orzecznictwa tworzy się praktyka. I znów po jakimś czasie pojawia się nowa próba wytyczenia granicy prawa autorskiego. I znów wątpliwości i znów sąd musi zmierzyć się z trudnym pytaniem.
Odpowiedzią jest wyrok sądowy. To wyroki sądowe określają granicę prawa autorskiego i dozwolonego użytku w konkretnych sprawach. Wyroki są oceniane przez wszystkie strony procesu, komentatorów, dziennikarzy. Jest jednak zawsze grupa prawników którzy nie mają wątpliwości: dla nich rozwiązanie jest zawsze kreślone równą kreską. I to jest niepokojące. Prawnik bez wątpliwości nie jest prawnikiem. A co do tego, nie mam wątpliwości, ale mogę się mylić.
