Czy wino za 10 zł to obciach? Niektórzy tak myślą. Moim zdaniem to normalność.
REKLAMA
Czy wino za 10 zł to obciach? Wczoraj na Winicjatywie podsumowałem wrażenia z degustacji win dostępnych za ten właśnie najniższy nominał. Znalazłem nawet parę niezłych. Wcześniej omawiałem butelki po 15 zł w Biedronce (z Hiszpanii i Portugalii), po 20 parę z Leclerka i po 30 zł ze sklepów winiarskich. Wydawało się, że przegląd oferty w tym przedziale cenowym nie będzie budził oporów, po przecież wina do 30 zł stanowią ogromną większość sprzedaży w Polsce.
Tymczasem pod moimi tekstami pojawiło się wiele komentarzy w rodzaju: „po co promować wina za 10 zł”, „czy nie lepiej skłaniać ludzi do kupowania naprawdę dobrych win po 40–50 zł”, „wino za 30 zł to może być tylko woda” (oprócz powyższych linków ciekawa dyskusja rozpętała się także tu). Mój degustacyjny druh Marek Bieńczyk pisał wręcz, że 30 zł to jest opium dla mas i że lepiej jest pić rzadziej, a lepiej (czyli drożej).
Przyznam szczerze, że trochę mnie zdziwiły te głosy. Tym bardziej, że konsumpcja wina w Polsce wciąż jest na mizernym poziomie – pijemy 3 litry na głowę rocznie, co stawia nas w rzędzie takich potęg jak Kazachstan, Panama i Zjednoczone Emiraty. W Finlandii i Słowacji pije się 11 l, w Niemczech i na Węgrzech – blisko 25. Wydawałoby się, że wszystkim powinno zależeć na tym, żeby picie wina się upowszechniało. Skąd więc głosy sprzeciwu? Nie chcę wierzyć, że podyktowane są snobizmem. Może pragnieniem ochrony wina przed dyskontowym obciachem. A może nieznajomością oferty sklepowej w tym przedziale cenowym.
Otóż można w Polsce z 10 zł kupić wino gronowe jakościowe z importu, które będzie pijalne. Przez „pijalne” mam na myśli, że nie śmierdzi, ma czysty smak, można go bez obaw i przykrości wypić kieliszek, dwa albo trzy. Można też wlać do garnka, bo przecież często potrzebujemy wina do gotowania i niekoniecznie mamy ochotę zużyć w tym celu pół flaszki wina za 50 zł. Za 15 zł w dyskontach można kupić już wino naprawdę przyzwoite (trzeba umieć wybrać). Za 25 zł mamy już dobrych win codziennych ogromny wybór, a prawdopodobieństwo porażki znacznie spada. Nawet w specjalistycznych sklepach winiarskich coraz częściej dostaniemy dobre butelki po 20–30 zł, a w dodatku czegoś się o nich dowiemy od sprzedawcy.
Co w tym zresztą dziwnego? W krajach, do których gospodarczo i społecznie aspirujemy, jak Niemcy, Włochy, Francja butelki w supermarkecie można kupić po 2,50–3€, a jeszcze tańsze są wina kupowane w kartonach, w dużych szklanych butlach czy luzem (nalewane do własnego baniaka), które na południu Włoch kosztują niekiedy poniżej 1€ za litr. I naprawdę mogą być zupełnie przyzwoite. Wina za 10 zł to obciach? Nie, to normalność.
