Pierwsze dobre wino wypiłem i się nad nim zastanowiłem w 1998 r. Wcześniej pijałem, owszem. Sophię, Baron de Lestac oraz hit wśród ówczesnych studentów proto-hipsterów – kalifornijskie Chablis Gallo zamykane zakrętką.
REKLAMA
W styczniowe popołudnie Maria przyniosła mi na urodziny butelkę wina francuskiego. Château La Verdasse Médoc 1995. Wino rozbudziło moje zmysły. Dziwny to był smak. Zanotowałem go na ostatniej stronie jakiejś książki, tak jak się wtedy – w czasach przedsmartfonowych – zapisywało wrażenia ze słuchanej płyty czy oglądanego filmu: porzeczki, jagody i coś jakby kreda. Wypiliśmy dwie trzecie butelki, Maria wyszła. Coś nie dawało mi spokoju. Długo szukałem na półce, w końcu znalazłem „Vins de France”, leksykon wydany bodaj w latach 1960. Czytałem do rana. Dziwny to był świat. Otwieranie butelki nad świecą, duże kieliszki, jakie wino pasuje do kaczych wątróbek, a jakie do tarty cytrynowej. O Médoc pisano, że ma smak porzeczek. Ani słowa o kredzie. Po latach dowiedziałem się, że do kredy porównuje się specyficzny posmak garbników w winach z Bordeaux.
Parę miesięcy później zwiedzałem Paryż. Wydałem pół stypendium na trzy butelki Médoc. Potem na szampany. W Toskanii zamiast Krzywej Wieży interesowało mnie tylko zwiedzanie winnic i winotek. Wiedziałem już kto to Parker i że najlepsze wina mogą być naprawdę drogie. Stwierdziłem, że wina włoskie odpowiadają mi o wiele bardziej niż francuskie. Miały to „coś”; były mniej cierpkie, bardziej aromatyczne, intrygujące. Polubiłem wtedy też bardzo słodki tokaj. W Tokaju od słynnego winiarza Istvána Szepsyego po raz pierwszy wysłuchałem wykładu o glebach – że wina z loessu i gliny zupełnie się różnią. Sprawa się komplikowała. Wpadłem jak śliwka w kompot.
Przez lata nauczyłem się degustować i opisywać wina, rozpoznawać różnice pomiędzy nimi, znajdować to najlepsze wśród dwudziestu podobnych. Jednego dnia spróbowałem ponad 200 burgundów (i przeżyłem). Lecz gdy do kieliszka nalewam nowe wino, wciąż odczuwam tamto podniecenie, rozbudzenie zmysłów sprzed lat – wino elektryzuje mnie, fascynuje swoją różnorodnością, tysiącem swoich smaków. Wino składa się w 85% z wody, 14% z alkoholu. Będę Wam opowiadał o pozostałym 1%, który decyduje o całym smaku i o tym, że wino nas zmienia.
