Niewesoła sytuacja polskiego górnictwa węgla kamiennego, spowodowana przede wszystkim głębokimi zmianami na światowym rynku surowców energetycznych, jest zjawiskiem dobrze zbadanym. Znamy przyczyny trudności, a fakty i liczby dobrze opisują stan sektora i skalę problemów.

REKLAMA
Jak można było się przekonać w trakcie zakończonego niedawno w Katowicach VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego, wiedza o problemach górnictwa sięga głębiej. Otóż środowisko górnicze, menedżerowie i eksperci uczestniczący w debacie poświęconej przyszłości polskiego sektora górniczego generalnie zgodzili się ze sobą co do arsenału środków i list działań koniecznych, by uzdrowić branżę.
Mówiono o konieczności uelastyczniania kosztów, by umożliwić reagowanie na wahania rynkowe. Radzono: elastyczność systemów wynagradzania powinna być dostępnym elementem manewrowania kosztami. W katalogu działań przewinęło się też efektywne wykorzystanie czasu pracy, poprawa działania w dystrybucji węgla, konieczność ciągłych inwestycji, żeby uniknąć niekontrolowanego wzrostu kosztów operacyjnych w przyszłości. Ustalono też ponad wszelkie wątpliwości, że należy likwidować nierentowne moce wydobywcze, skupiać wysiłki tam, gdzie ich wykorzystanie będzie bardziej efektywne, a perspektywiczne kopalnie odpowiednio doinwestować.
Co wynika z tej wiedzy dla polskiego górnictwa? Otóż – przynajmniej na razie – niewiele. Wydaje się bowiem, że problem nie leży w diagnozie, tylko w braku mocy sprawczej.
W trakcie Kongresu o znaczeniu własnych zasobów węgla dla bezpieczeństwa energetycznego mówił przekonywająco premier polskiego rządu Donald Tusk. Ale ani ta, ani inne deklaracje nie usuną podstawowej sprzeczności – między wymaganiami dotyczącymi rentowności a obowiązkami dotyczącymi zatrudnienia nakładanym na górnictwo.
Zastosowanie opracowanej już terapii wymaga woli politycznej i stanowczych, odpowiedzialnych decyzji, by nie było jak w starym powiedzeniu o udanej operacji zakończonej śmiercią pacjenta.
Bezpieczeństwo energetyczne kosztuje, lecz skutki jego braku bywają o wiele wyższe – przypomniano w trakcie Kongresu. Podobnie z decyzją w materii tak trudnej społecznie jak górnictwo. Cena bierności może być nieproporcjonalnie wyższa od politycznych kosztów operacji.