
Dziś kończy się arcyciekawy 10. Międzynarodowy Festiwal Filmowy ŻYDOWSKIE MOTYWY, w ramach którego obejrzeć można było filmy robione przez Żydów, i/albo o Żydach; wziąć udział w debatach po projekcjach filmów, albo zwyczajnie pogadać, bo przyszło sporo ciekawych ludzi. Nie piszę jako dziennikarz, więc wolny jestem od obowiązku obiektywnej relacji. Skupię się za to na opisaniu, co mianowicie uważam za absolutnie wyjątkowe w tym festiwalu, za szczególnie ciekawe dla nas, gojów.
REKLAMA
Pokazywano mnóstwo filmów: dużo polskich, sporo europejskich, ale też izraelskich. Wśród nich takie, które mieliśmy już szanse gdzieś zobaczyć, jak kapitalny dokument „Ojciec i syn” Pawła Łozińskiego, ale też filmy wcześniej u nas nie pokazywane. I właśnie możliwość zobaczenia żydowskiego świata w szerszej perspektywie wydaje mi się super interesująca. Wreszcie była okazja poznać trochę Żydów, ich świat, ich dziwaczne nieraz losy i przeważnie bolesne doświadczenia z w zupełnie innym wymiarze. Wreszcie można było odkleić się od potrzebnej oczywiście, ale często jałowej i marudnej dyskusji o Żydach, którą ogranicza kwestia Jedwabnego, czy Żydów w Urzędzie Bezpieczeństwa. Świat poszedł naprzód, a Żydzi żyją już innymi sprawami, mają inne problemy. Czy one są dla nas ciekawe?
Absolutna większość Żydów na całym świecie wywodzi się z terenów dawnego Królestwa Polskiego. Ja osobiście uważam nawet, że prawdziwi Żydzi to wyłącznie Żydzi polscy, ewentualnie rosyjscy. Pozostali wydają mi się za mało żydowscy, jakby trochę trefni – ale to już dygresja. Tak czy inaczej, Żydzi (ci prawdziwi) żyli z nami przez ostatnie kilkaset lat i nasze kultury strasznie się przenikały, zwłaszcza w XIX i XX wieku. Nie można sobie wyobrazić polskiej kultury, historii, tradycji, nawet polskiego katolicyzmu bez Żydów, bo czym byłby polski kościół bez pewnej Żydówki, która choć żyła w niedostatku i syna rodziła w stodole, to ostatecznie została królową Polski. Nie ma polskiej poezji, malarstwa, architektury, muzyki, nauki, nie ma prawdziwej Polski bez Żydów. Z tych otóż względów traktuję Żydów (tych prawdziwych, czyli polskich) jak rodzeństwo przyrodnie. Takie, które było przyczyną niejednego skandalu, kłótni, konfliktu, ale też radości, namiętności, szczęścia, bogactwa. Jak w każdej rodzinie zdarzały się rzeczy gorszące, ale była też miłość.
Z przyczyny kulturowego i historycznego pokrewieństwa (które bełkotliwie tłumaczyłem akapit wyżej), ja osobiście bardzo jestem ciekaw, jak Żydzi sobie radzą na świecie, jacy dzisiaj są, jakie mają problemy, co ich bawi. Wciąż nurtuje mnie pytanie, czy odczuwane przeze mnie pokrewieństwo jest tylko urojone, czy rzeczywiście jest jakaś bliskość?
...Byłem wczoraj na pokazie festiwalowym, wziąłem udział w dyskusji, pokłóciłem się nawet z twórcą pewnego filmu (Boże, jacy ci Żydzi są okropnie uparci!). I teraz jakoś fajniej się czuję za świadomością, że wciąż mam sporą rodzinę rozsianą po świecie - wprawdzie przyrodnią i częściowo skłóconą, ale jakże ciekawą!
...Byłem wczoraj na pokazie festiwalowym, wziąłem udział w dyskusji, pokłóciłem się nawet z twórcą pewnego filmu (Boże, jacy ci Żydzi są okropnie uparci!). I teraz jakoś fajniej się czuję za świadomością, że wciąż mam sporą rodzinę rozsianą po świecie - wprawdzie przyrodnią i częściowo skłóconą, ale jakże ciekawą!
P.S. Wszyscy dziś o świętym JP2, więc ja też coś napiszę. Otóż kiedy mały Karol Wojtyła w Wadowicach grywał w piłkę, to często Polacy grywali z Żydami. Ale tych Żydów było trochę za mało, a nikt nie chciał z nimi grać w jednej drużynie - wszyscy woleli im strzelać gole. Wszyscy, oprócz Karola, który w żydowskim składzie stał na bramce. Nie wiem, czy Karol Wojtyła był dobrym bramkarzem, nie wiem czy był święty. ...Dla mnie wystarczy, że był naprawdę przyzwoity.
