e-kai.pl za www.pokolenie-jp2.pl

Żyjemy w kraju, w którym dominuje hipokryzja i brak odwagi cywilnej w życiu publicznym. Jeśli więc osobista przyjaciółka papieża terroryzuje lekarzy i studentów medycyny domagając się publiczej "Deklaracji wiary", to mało który dyrektor szpitala czy ordynator, odważy się otwarcie odrzucić świadectwo fiksacji seksulanych czcigodnej staruszki.

REKLAMA
Był taki stary dowcip: Otóż w kołchozie, z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej zorganizowano akademię, którą uświetnić miał striptease. Kiedy traktorzyści wycierpieli już kilkugodzinne przemówienia, na scenie ukazała się... osiemdziesięcioletnia babcia rozbierająca się w rytm muzyki. Głośne protesty sali uciszył przewodniczący kołchozu mówiąc przez megafon: „Ona osobiście znała Lenina!” Właśnie ten dowcip przypomniał mi się, gdy przeczytałem o Wandzie Półtawskiej, przyjaciółce Jana Pawła, która lobbuje na rzecz podpisywanie przez lekarzy i studentów medycyny „Deklaracji wiary”.
Zasady etyczne obowiązujące lekarzy są zagadnieniem arcyważnym, ale zdawało mi się, że składana od starożytności po dziś dzień (w unowocześnionej formie) Przysięga Hipokratesa kwestie te normuje jasno. Co zatem wymaga doprecyzowania zdaniem przyjaciółki i doradczyni Jana Pawła II? Przekonałem się dzięki portalowi Fronda.pl, który publikuje na swych stronach „Deklarację wiary”. Wyczytałem tam między innymi: "moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę".
Nie wiem jak Wy, Szanowni Czytelnicy, ale ja kategorycznie życzę sobie opieki lekarzy mających jednak jakiś wpływ na to kiedy umrę. Jeśliby zaś lekarz uzasadniając fakt śmiertelnego zejścia któregoś z moich bliskich powołał się na decyzję boską, niezwłocznie skontaktowałbym się z prokuratorem, oraz psychiatrą. Ale zostawmy na chwilę perspektywę niechybnej śmierci, i zajmijmy się życiem, które może być wszak wesołe. To znaczy mogłoby być, ale są pewne utrudnienia. Z olbrzymim zdumieniem dowiedziałem się bowiem czytając „Deklarację”, że stosując antykoncepcję gwałcę Dekalog. Przysięgam, że zanim napisałem ten tekst, jeszcze raz uważnie przeczytałem każde z 10 Przykazań. Pomimo uważnej lektury nie doszukałem się w żadnym z nich wskazówek co do tego czy mam zakładać na penisa prezerwatywę, czy też nie. Ale mniejsza o mojego penisa i prezerwatywy. Dalej w tej „Deklaracji” jest jeszcze ciekawiej...
W punkcie 3. „Deklaracji” czytamy: (…) powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.” To naprawdę mogłoby być zabawne, że mocno już leciwa Pani postanowiła zadekretować, kto ma prawo a kto nie, używać swojej pochwy, swojego penisa. Ale zabawne to nie jest, jeśli lekarz ginekolog podpisuje deklarację, która sankcjonuje zależność pomiędzy sakramentami, a prawem do życia seksualnego. A skoro już przy prawie jesteśmy, to „Deklaracja” wyraźnie określa: „Uznaję pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim”.
Wanda Półtawska była przyjaciółką i doradczynią Karola Wojtyły. Jej pełen zasług życiorys (piszę to bez cienia sarkazmu) zasługuje na szacunek, a dramatyczne przeżycia obozu koncentracyjnego, na współczucie. Jednak fakty relacjonowane przez samą Wandę Półtawską w jej książce „I boję się snów” pozwalają uznać, że w obozie koncentracyjnym doznała przeżyć przekraczających jej wytrzymałość psychiczną. W szczególności, traumatyczne wspomnienia pozostawiły obserwacje brutalnych homoseksualnych praktyk w obozie. Nie jest moim prawem rozstrzygać o psychice starej, ciężko chorej kobiety. Ale nie jest też jej prawem, ani prawem żadnego lekarza rozstrzygać o moim prawie do życia seksualnego, posiadania dzieci, itd. Sprawa to chyba oczywista i nie zasługująca na publiczną debatę, a jednak...
Żyjemy w kraju, w którym dominuje hipokryzja i brak odwagi cywilnej w życiu publicznym. Jeśli więc osobista przyjaciółka papieża zabiega o wotum wdzięczności za jego pontyfikat, to mało który dyrektor szpitala, ordynator, czy profesor uczelni medycznej odważy się publicznie i otwarcie odrzucić świadectwo fiksacji seksualnych starszej pani – bo ona była przyjaciółką papieża! Żaden urzędnik NFOZ, ani Ministerstwa Zdrowia nie raczy otwarcie zapytać któregokolwiek z podpisujących się pod „Deklaracją”, cóż to znaczy, że pozwala sobie określać prawo pacjentów do „używania tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.”? Cóż to znaczy, że pracownicy publicznej służby zdrowia publicznie deklarują gotowość łamania prawa polskiego?
Jestem głęboko przekonany, że tych pytań nie powinien stawiać publicysta, ale urzędnicy Ministerstwa Zdrowia, a może i Sprawiedliwości. Ale nie postawią, bo w kraju natchnionym świadectwem JP2, wszyscy niemal urzędnicy publiczni są lękliwi wobec hierarchów i obłudni do wyrzygania.
Jak donosi portal Gazeta.pl, już 25 maja Pielgrzymka Służby Zdrowia do Częstochowy złoży na Jasnej Górze wotum wdzięczności za pontyfikat Jana Pawła II w postaci „Deklaracji wiary” wyrytej na kamiennych tablicach.