O autorze
Zaczynałem jako reporter Teleexpressu, ale potem porzuciłem zaszczytną służbę prawdzie, i zdobywszy dyplom MBA zostałem cynicznym specem od public relations. Popularyzowałem w Indiach urządzenia do produkcji mgły, testowałem samochody, tłumaczyłem teksty z języków znanych mi jedynie pobieżnie, doradzałem w kwestiach związanych z importem gazu ziemnego, na moment zasiadłem nawet w radzie nadzorczej fabryki spirytusu. Na szczęście, parę lat temu uruchomiłem w sobie wrażliwośc estetyczną i od tego czasu zarabiam jako operator obrazu. Z zapałem relizuję też moje marzenie - prowadzę firmę meblarską Saska Fabrik

„Żyję w kraju w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch...”

Strasznie bym chciał, żeby wszyscy politycy przemyśleli fenomen popularności Korwina-Mikke. Bo Korwin to polityk zupełnie wyjątkowy: on robi durnia z siebie, ale nie z wyborców...


Strasznie bym chciał, żeby wszyscy politycy przemyśleli fenomen popularności Korwina-Mikke. Bo Korwin to polityk zupełnie wyjątkowy: on robi durnia z siebie, ale nie z wyborców...

Przed kolejnymi wyborami czuję się tak, jak czuć się musi dziewczyna na dyskotece, o której przychylność zabiegają namolne chamy. Już nie chodzi o to, że oni wszyscy kombinują tylko, jak tę dziewczynę zaciągnąć do łóżka, ale o to, że traktują ją jak idiotkę. Przecież propozycja niezobowiązującej zabawy jest mniej upokarzająca, niż te prymitywne kłamstwa, to udawanie „romantyzmu” przez handlowca na delegacji.
...No tak, ale dziewczyna może pokazać natrętowi środkowy palec, wrócić do domu sama, i obejrzeć ulubiony serial. A co mam zrobić ja, wyborca? Ja się zgadzam kolejny raz zagłosować na tych, którzy spieprzą najmniej. Ale czy oni nie mogliby mniej kłamać - żebym jakoś łatwiej przełknął to upokorzenie.


Korwin-Mikke jest durniem i chamem, który pomimo pewnej sprawności intelektualnej plecie zupełne androny. Wdaje się przy tym w dygresje obyczajowe, które nie przystoją nawet pryszczatemu nastolatkowi, którego nadmiar masturbacji popycha ku kategorycznym i głupim sądom o kobietach. Korwin jest bezsprzecznie idiotą, ale mam ponure wrażenie, że w polskiej polityce tylko idiota jest szczery, bo reszta...


Zacznijmy od Donalda Tuska (to ten, który spieprzy najmniej). On wie, że ja się boję oszołomów i zagłosuję na w miarę przewidywalną Platformę. Nawet, jeśli ta Platforma nie przeprowadzi żadnych reform, a sukcesy będzie miała jedynie w kwestii budowy stadionów do piłki nożnej. Ale czy Tusk mógłby nie upokarzać mnie tak bezczelnie kłamiąc? Przecież ten facet szedł po władzę jako liberał, a ostatecznie ukradł moje oszczędności (OFE) jak zwyczajny bolszewik. Ostatnio przyznał, że walcząc o władzę uważał, że podatki powinny być mniejsze, ale będąc już premierem uważa, że nie powinny. Cóż, zmienił zdanie, „mega słodkie” - jak zaśpiewałaby Masłowska. Ostatnio Tusk obwieścił, że nie poda Korwinowi ręki po tym, jak ten plótł, że kobiety zawsze się trochę gwałci. Ale nie powiedział ani słówka, kiedy biskup Michalik mówił o dzieciach, które lgną do księży i wciągają ich w pedofilię – a to jest stokroć ohydniejsze i stokroć bardziej niebezpieczne. Bo Korwin jest dziwakiem, idiotą poza nawiasem realnej polityki, którego słowa niewiele znaczą. Może za nie jedynie dostać od jakiejś kobiety po pysku, co oby się stało. Ale molestowane dzieci nie mogą dać księdzu po mordzie, więc publiczne opowiedzenie się biskupa po stronie sprawców, a nie ofiar – jest niewyobrażalnie wręcz wstrętne. I co na to rycerski Tusk, który pohukiwał, że nie będzie klękał przed biskupami? Zaordynował rękami swego ministra kultury kilkadziesiąt milionów na Świątynię Opatrzności Bożej. Amen.


O PISie nawet mi się nie chce pisać, bo to banda zakłamanych dupolizów skupionych wokół psychopatycznego manipulatora. Jarosław, tak samo jak Macierewicz, nie wierzy w te bujdy, które wygaduje, ale wierzy w ich skuteczność. Zresztą, Kaczyński zawsze był manipulatorem, a krętactwo uważa za wysublimowaną grę polityczną. Czytałem kiedyś wywiad – rzekę z nim właśnie. Opowiadając o pierwszych wyborach prezydenckich wyjaśniał, że od zawsze uważał Wałęsę za durnia. Forsował jego prezydenturę, bo liczył, że łatwiej będzie można nim sterować, a potem odsunąć od władzy. Nawet mnie to zdumiało, że wciąż aktywny polityk tak otwarcie przyznaje się do oszukiwania własnych wyborców. Poza Kaczyńskim i Macierewiczem w PISie nie ma właściwie nikogo, nikogo kto wychodziłby poza rolę asystenta prezesa. Zabiegi propagandowe w rodzaju „aniołków prezesa” pokazują, że w tej partii nie ma żadnych osobowości...
Już poza PISem jest jeszcze zgraja tych, co się powaśnili z prezesem, i teraz samodzielnie walczą o poparcie... ojca dyrektora. Na przykład przejęty praworządnością i ładem moralnym Ziobro, który niedawno domagał się zaostrzenia kar dla pijanych kierowców, a teraz bierze na listy wyborcze Solidarnej Polski byłego boksera, który został skazany za jazdę po pijaku. Nie ma co, pryncypialnie, sprawiedliwie, mądrze! Widać od razu, że to wybór godny byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Lećmy dalej: SLD. Zgraja cynicznych cwaniaków, którzy z wrażliwością społeczną nie mają absolutnie nic wspólnego. Strategia SLD bez sukcesu dryfuje pomiędzy srogą miną Millera, a uśmiechnięta buzią Olejniczaka – bo coraz mniej żelaznego elektoratu byłych ormowców; coraz mniejsze szanse na przyciągnięcie ludzi młodych, autentycznie lewicowych. Bo na czym polega lewicowość SLD? Zawsze przecież podlizywali się klerowi, mieli doskonałe relacje z biznesem, olewali potrzeby grup społecznych wymagających wsparcia.

Teraz PSL. Co by tu napisać? Przecież od zawsze wiadomo było, że oni tylko udają partię polityczną, a w istocie stanowią lobby rolników domagających się darmowych ubezpieczeń społecznych, dopłat, cen minimalnych na swoje produkty, oraz interwencyjnego skupu. I darowałbym nawet PSLowi ten partykularyzm, gdyby choć w tym byli uczciwi wobec swoich wyborców. Ale oni tak naprawdę koncentrują się na sitwie pociotków, kumów, kumpli od wódki. Wyzbyłem się uprzedzeń klasowych, ale liderów PSL nie sposób określić inaczej, niż... pazerne chamy (Boże, odpuść!).

Jest i siła nowa, Palikot, który najpierw błyszczał jako piewca pokolenia JP2, by potem odrodzić się jako pogromca kleru. Zapowiadał, że zdmuchnie ze sceny zmurszałe i skorumpowane SLD, i zbuduje nowoczesną lewicę, partię nowych standardów. Jedyne, co mu się udało, to przeważnie głupawe i chamowate zaczepki wobec biskupów. Głupio pożarł się z Nowicką, która była najpoważniejszym, najsprawniej pracującym politykiem jego obozu. I to z jakiego powodu? Premii przyznanej zgodnie z prawem? Cóż za pryncypialność! Szkoda, że tej pryncypialności nie ma ani śladu w próbie zbudowania „całkiem nowej lewicy” z cynicznymi, zgranymi aparatczykami w rodzaju Siwca, czy Kwiatkowskiego. Jeśli czynem nagannym moralnie było przyznanie premii przez Nowicką, to czym była afera Rywina (przypomnijmy, że Kwiatkowski był wówczas prezesem TVP)? Jak traktować Piskorskiego, z jego olbrzymimi dochodami tłumaczonymi wygraną w kasynie, dochodami na handlu sztuką? Ja rozumiem, że prokurator nie ma twardych dochodów, żeby Piskorskiego posadzić, ale ja musiałbym nie mieć rozumu, żeby w bajdy Piskorskiego uwierzyć. Nowicka nie sprostała standardom moralnym Twojego Ruchu, ale Kwiatkowski, Piskorski i Siwiec spełniają te standardy i to oni budują całkiem nową europejska lewicę? Zresztą, nie ma się co spierać, bo sama Nowicka ostatnio, przed wyborami wróciła do klubu Twojego Ruchu. Najpierw ją wyrzucili, ale potem przyjęli, a sam Palikot deklarował, że jest wzruszony. Ja nie jestem.

Wyliczanka jest nużąca, a pastwienie się na politykami to zajęcie dla publicystów pozbawionych ambicji. Zwracam tylko uwagę, że wcale nie odnosiłem się do poglądów polityków, ale ich potwornej obłudy, To ona sprawia, że po raz kolejny czuję się upokorzony idąc do głosowania, zwyczajnie „wydymany”. Jeden chyba Korwin-Mikke zasługuje na szczerość, więc powiedziałbym mu krótko: Jest Pan idiotą i chamem! Reszcie naszej klasy politycznej (w przeważającej większości nie zasługującej na szczerość) dedykuję hiperrealistyczną do bólu piosenkę zespołu Strachy na Lachy, a szczególnie jej refren: „Żyję w kraju w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch...”