Zadrwiono z nas, obywateli. Szermując hasłem walki o prawdę, zafundowano obrzydliwy spektakl, który kompromituje bardziej świadków, niż mimowolnych bohaterów. Nie ujawniono żadnej prawdy, prócz tej o nas samych, że jesteśmy obłudni.

REKLAMA
Do tej pory śledziłem doniesienia o podsłuchach, podekscytowany czekałem na prawdę, która ma zmienić myślenie o politykach, odsłonić ich naganne działania, czy choćby złe intencje. Jednak coraz bardziej czuję się tak, jakbym zamiast dociekać prawdy, usiłował podglądać ludzi w ubikacji.
Wielu dziennikarzy dało się wpuścić w akcję obrony niezależności mediów, i niczym Westerplatte broniło Wprost przed siepaczami z prokuratury i CBA. Ale tak jak immunitetem poselski służyć ma ochronie służby publicznej przed sankcjami policyjnymi, ale nie dawać wolność do jazdy po pijaku, tak samo wolność prasy ma zabezpieczać dostęp do prawdy, a nie ochraniać nielegalne i niemoralne praktyki promujące sprzedaż tytułu.
Nie ujawniono żadnego spisku, żadnej intrygi, żadnej afery. Żaden z nagranych polityków nie zdradził się z choćby najlżejszą intencją działania na szkodę kraju, czy zabiegania o swój prywatny interes kosztem środków publicznych. Nie ujawniono żadnej kuchni politycznej, co najwyżej kubeł na odpadki, który w każdej kuchni się znajduje, ale wśród amatorów dobrego jedzenia zainteresowania nie wzbudza.
Nie myślę, wdawać się w oceny poziomu rozmów, bo po drugie, to obłudne mieć pretensje, że ludzie w prywatnych rozmowach krytykują, czy wyśmiewają wspólnych znajomych. ...A po pierwsze, nie chcę uczestniczyć w tym przedsięwzięciu w roli kogoś, kto podsłuchuje prywatne rozmowy. Jakież to obłudne gorszyć się brzydkimi wyrazami, ktore słyszy się - podsłuchując. To tak, jakby gorszyć się czyimś obscenicznym zachowaniem, podglądając go w sypialni.
Nie oglądałem ujawnionych przez szmatławce nagrań mec. Piesiewicza, które zarejestrowali szantażyści. Nie będę słuchał ujawnionych przez szmatławce nagrań polityków, które zarejestrowali szantażyści, albo jeszcze gorzej: współpracownicy obcych służb.
Wiem, że pokusa podsłuchiwania polityków jest dla obywateli tak duża, jak pokusa podglądania dziewczyn w ubikacji, dla ich dorastających kolegów. Ale tego się po prostu nie robi. To nieprzyzwoite, to chamskie, głupie. Zobaczywszy przez dziurkę od klucza, jak dziewczyna robi siku nie dowiadujemy się o niej niczego wartościowego, a ujawniona prawda jest wprawdzie boleśnie naga, ale nieużyteczna.
Wątpię, bym odwiódł miliony Polaków od emocjonowania się kolejnymi ujawnianymi nagraniami, ale piszę przecież również po to, by dawać upust swym niepopularnym poglądom i postulatum. Zachęcam więc najgoręcej: wyjdzmy z damskiej ubikacji!