Jaka to szkoda, że spuściznę po Wisławie Szymborskiej pielęgnować ma osoba arogancka, która sposobu na funkcjonowanie w przestrzeni publicznej zazdrości najwyraźniej Kubie Wojewódzkiemu.

REKLAMA
Jeden z licznych wywiadów z Michałem Rusinkiem poświęcony jest jego bardzo odważnej deklaracji. Otóż sekretarz zmarłej poetki i przyszły dyrektor fundacji jej imienia zapowiedział światu i czytelnikom GW , że nie będzie odpowiadać na listy zaczynające się od słowa „witam”. Wszystkich czytelników Gazety Wyborczej nie pozostawił pan Rusinek bez wyjaśnień. Napisał bowiem: „Uważam, że używanie tego słowa jest zasadne tylko w jednej sytuacji. Tak może do nas powiedzieć gospodarz lub gospodyni, kiedy do niego/niej przychodzimy. Jest wtedy powitaniem, a nie przywitaniem. Gospodarze witają mnie w swojej przestrzeni, więc powiedzenie "witam" jest jak najbardziej na miejscu. Kiedy studenci piszą do mniej mejle, które zaczynają się od "witam", to jak mam to odebrać? Że internet jest ich przestrzenią, że są jego gospodarzami?”
Nie sądzę, by było właściwe polemizować z poglądem na poprawne stosowanie słowa „witam”. Po pierwsze, wierzę niewzruszenie w skrupulatność osoby, która od tylu lat pełniła funkcję sekretarza. Po drugie zaś myślę, że tym się różni inteligent od przysłowiowej aptekarzowej z małego miasteczka, że nie przywiązuje przesadnej wagi do form. Jako dziennikarz dane mi było poznać dość sporo ludzi wybitnych, utytułowanych, mądrych, a przede wszystkim kulturalnych. Absolutnie żadna z nich nie okazywała zgorszenia czyjąś niezręcznością, brakiem wyrobienia, czy nawet oczywistymi lapsusami – czego sam pewnie byłem niejednokrotnie beneficjentem. Zupełnie zaś nie do pomyślenia mi się wydaje, by dla przykładu Wisława Szymborska publicznie powiedziała, że nie będzie odpowiadać na korespondencję, jeśli ta zawierać będzie niewłaściwie stosowane wyrazy. Jestem przekonany, że osoby o szerokich horyzontach nie są po prostu tak drobnomieszczańsko drobiazgowe, by uzależniać kontakt z człowiekiem od właściwego posługiwania się słowem „witam”. Pomysł zaś, by nie odpisywać na list z tak duperelnego powodu wydaje mi się po prostu głupi i chamski.
Ja rozumiem, że zabieganie o popularność (na której panu Rusinkowi najwyraźniej zależy) wymaga nie tylko publikowania zdjęć z grymaśną miną oraz fantazyjnie zawiązanym na szyi szaliczkiem. Trzeba jeszcze publicznie wytknąć komuś brak talentu, rozumu, manier, etc. Im ta wypowiedź będzie bardziej zjadliwa, a wypowiadający ją bardziej arogancki – tym lepiej. Sposób ten jest jak najbardziej sprawdzony i działa rewelacyjnie w przypadku Kuby Wojewódzkiego. Czy jednak to, co przystoi komentatorowi błahostek z życia celebrytów, sprawdzi się w przypadku tak wybitnego przedstawiciela kultury wysokiej, jak pan Rusinek – wątpię.
Oj, nie ma szczęścia Kraków! Pan Rusinek to już drugi spośród jego mieszkańców, który swą rangę zawdzięcza wyłącznie asystenturze przy osobie wybitnej, a którego osobista wybitność zdaje się, co najmniej, dyskusyjna...
Post Scriptum
Dostałem właśnie poprzez facebook wiadomość od Pana Rusinka. Jakkolwiek nie przekonał mnie merytorycznie, to uzmysłowił, że mój wpis jest nazbyt napastliwy. Pragnę zatem Pana Rusinka przeprosić, jeśli poczuł się osobiście dotknięty moim tekstem. Niebawem prześlę odpowiedz - muszę tylko pamiętać, by nie zacząć jej od słowa "witam" :-)