Pracuję dla TVP od ponad 20 lat, ale po raz pierwszy będę musiał do niej dopłacać. I nie tylko ja, bo sporo spośród Was także. Nawet jeśli nie pracujecie w telewizji, ani jej wcale nie oglądacie :-)

REKLAMA
Ministerstwo Kultury wspierane radami przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji szykuje taki otóż pomysł, że każdy przedsiębiorca, każdy samozatrudniony będzie płacił abonament przeznaczony na utrzymanie publicznego radia i telewizji. I to bez względu na fakt czy posiada jakikolwiek telewizor.
Dlaczego media publiczne mają utrzymywać akurat przedsiębiorcy? Bo częściej oglądają spektakle teatru telewizji? A może częsciej słuchają muzyki ludowej nadawanej przez Program 2. Polskiego Radia? Otóż nie. Prezes Dworak z uśmiechem na ustach wyjawił reporterowi Wirtualnej Polski, że nowatorskie podejście do ściągania środków na media polega na odejściu od kwestii posiadania lub nie telewizora. Nowoczesne podejście do ściągania środków na media publiczne polega na ściąganiu ich bez względu na korzystanie z mediów. Proste? Proste! A skoro ściąga się pieniądze na media w zupełnym oderwaniu od kwestii korzystania z tych mediów, to wybrano do golenia tych, których akurat najłatwiej złapać, tj. przedsiębiorców.
Jest w tym pewna logika, bo jakby na przykład wziąć się za filatelistów albo wędkarzy, to zaraz by się okazało, że wielu nie płaci składek, nie ma legitymacji, nie przychodzi na zebrania kół, sekcji, itd. A z przedsiębiorcami jest łatwiej: przedsięborcy co miesiąc wypełniają pity, zeznania, płacą podatek podatki, składki ZUS, często muszą przedstawiać zaświadczenie o nie zaleganiu wobec US i ZUS, a jak zalegają, to bardzo szybko Urząd Skarbowy blokuje rachunek bankowy, przysyła komornika, potem syndyka, itd. Generalnie rzecz biorąc, urzędy przedsiębiorców bardzo sprawnie mogą obciążyć, wyegzekwować, ukarać, zwindykować, a nawet doprowadzić do bankructwa. Czy opłaty audiowizuale doprowadzą setki tysięcy przedsiębiorców i samozatrudnionych do bankructwa? Ależ nie! Doprowadzą ich do frustracji, by nie rzec wkur...nia.
Władza boi się drażnić obywateli (wyborców!), więc władza uśmiecha się do nich, i przyrzeka, że absolutnie żadnych nowych obciążeń dla polskich rodzin nie wprowadzi – bo te rodziny władza kocha, szanuje i wspiera. Następnie władza robi groźną minę, jakby upuszczała krwi rekinom finansjery, by... wziąć się za przedsiębiorców, czyli w praktyce obija chude boki średniakom i szaraczkom. Władza nie skubie takich grubych misiów jak Kulczyk czy Solorz – bo przecież oni swe firmy zarejestrowali za granicą i śmieją się z naszej władzy. Władza skubie z zapamiętaniem drobnych i całkiem małych przedsiębiorców, niekiedy właściwie nie tyle przedsiębiorców, ile osoby przymusowo wypchnięte z etatów na samozatrudnienie. To w nich najboleśniej uderzają takie nowe obciążenia, to dla drobnych rzemieślników, ludzi wolnych zawodów, twórców, specjalistów walczących o każde zlecenia realizowane potem na domowym komputerze – dla nich wszystkich każda uciążliwość biurokratyczna, każde obciążenie finansowe to kamień u szyi. Gorzką ironią jest, że na tej właśnie zasadzie obowiązkowo (jako przedsiębiorcy!) abonament telewizyjny zapłacą już niedługo moi koledzy operatorzy obrazu, oraz dźwiękowcy, których zarząd TVP zmusił do odejścia z etetów i podjęcia samozatrudnienia.
Od dwudziestu lat nie mam telewizora, ale najwyraźniej rząd niebawem mnie zmusi, bym zaczął na publiczną telewizję płacić. I to podwójnie, bo jako osoba prywatna, oraz jako przedsiębiorca. ...A może nawet i potrójnie, a nawet poczwórnie, bo prowadzę działalność gospodarczą, a poza tym jestem w dwóch spółkach. O Chryste, jak mnie dobrze podliczą, to zapłacę 4 abonamenty, choć telewizora nie mam ani jednego! Śmiać się czy Płakać? Ile to wyjdzie razem?
Nie chce mi się ani śmiać, ani płakać. Chce mi się zadzwonić do kumpla z liceum, który jest prawnikiem, by skorzystać choć z części rad, którymi mnie dotyhczas raczył: jak kupić hektar na jakimś zadupiu i przejść na KRUS, jak założyć lipną fundację by łatwiej brać unijne dotacje, jak wreszcie opodatkować się zagranicą. Bo nie jestem żadnym Kulczykiem, ani Solorzem, ale też się uczę - szczególnie jeśli lekcje są bolesne, a nauka drogo kosztuje.