Nie zamierzam wytykać porażek pedagogicznych, kiedy to wysiłki rodziców nie przynoszą zamierzonych efektów. Przeciwnie, chciałbym się zastanowić, dlaczego coraz więcej rodziców w pełni świadomie wychowuje dzieci tak, by były źle wychowane.

REKLAMA
Nie jestem nauczycielem ani psychologiem, ale mając troje dzieci często obserwuję relacje rodziców z dziećmi. To co mnie głęboko zastanawia, to świadome działania rodziców, które mają uczynić z ich pociechy bezczelne, chamowate wyrostki, to jest przepraszam: asertywnych młodych ludzi skazanych na sukces życiowy. Już plac zabaw traktowany jest jak poligon doświadczalny mający wprawić ich pociechy do piastowania funkcji prezesa zarządu. Najłatwiej to zauważyć w sytuacjach, w których dzieci bawią się z rówieśnikami. Otóż tatusiowie (a nierzadko i mamusie) najbardziej niepokoją się, kiedy ich pociechy nie dość zdecydowanie pilnują swego miejsca w kolejce do karuzeli, bądź o zgrozo, rezygnują gdy zbyt wiele dzieci pcha się do zjeżdżalni. Rodzice przyjmują to jako zapowiedź minimalizmu, czy życiowej anbegacji. Denerwują się też, gdy ich pociecha nie dość kategorycznie pilnuje swych zabawek w piaskownicy. Każde zachowanie nie zdradzające silnego poczucia własnej wartości i własności wydaje się silnie niepokojące.
Jeszcze ciekawsze jest, że rodzice premiują brak grzeczności wobec otoczenia, a nawet wobec siebie samych. Chcąc za wszelką cenę wzmocnić ego swego dziecka, jak ognia wystrzegają się pacyfikowania dziecięcej woli. Rezygnują zatem z zakazów i nakazów uznając je za nazbyt represyjne, a więc mogące zachwiać przekonaniem o własnej doskonałości u dziecka (jakże pożądanej) i poprzestają na dialogu. Rozmowa i tłumaczenie jest super, ale pozostawione jako jedyne narzędzie wychowawcze przybiera formy karykaturalne. Ostatnio zostałem skopany przez pięciolatka siedzącego obok, bo ten wyrażał niezadowolenie z faktu, za mama wiązała mu buciki. Mama w tym czasie tłumaczyła synkowi, że nie wolno kopać. Ten mały wyglądał na tyle bystrego by załapać, że przecież wolno, bo jedyną konsekwencją złego zachowania jest smętne ględzenie mamusi? Nie chodzi o moją łydkę, ale demoralizujące nauki dla chłopca. Jeśli kiedyś, pod nieobecność mamy, pozwoli sobie na podobne zachowanie, zdarzyć się może że ktoś strzeli go w ucho. Ale mama mu tego nie tłumaczy, a przecież to oczywiste, że agresywne zachowanie wobec otoczenia naraża nas na ewentualne nie tylko werbalne konsekwencje. Tajenie tego oczywistego mechanizmu przed dzieckiem jest działaniem na jego szkodę. Zdarza się też, że coraz bardziej bezsilni, a więc rozwścieczeni rodzice tracą cierpliwość i dają klapy, czyli dziecko biją - obnażając przede wszystkim swoją głupotę. Wszak to kompromitujące, gdy nie jesteśmy w stanie uzyskać przewagi psychicznej nad kilkulatkiem.
W moim otoczeniu spotykam wiele przywołanych powyżej przykładów i chyba w większości przypadków geneza problemu jest podobna. Rodzice tak bardzo chcą rozwinąć w swym dziecku silne ego, że rezygnują z wykorzystywania swojej naturalnej przewagi. Nie chcą też, by ktokolwiek temperował „spontaniczność” ich pociech, bo nie daj Boże, przeszkodzi to w osiągnięciu przyszłych sukcesów zawodowych. Jakże często słyszę opowiadane z rozbawieniem historyjki, jak to bezczelne szczenię coś odpyskowało dorosłemu, nie usłuchało przedszkolanki. Jakże krzepi rodzica myśl, że pociecha nie da sobie w kaszę dmuchać. Nie ustąpienie pierwszeństwa, głupawe pyskowanie, a przede wszystkim skrajny egoizm – wszystko to rokuje wielce obiecująco! Rodzice, zafascynowani sukcesem Dody, Wojewódzkiego, czy swych własnych przełożonych uznają najwyraźniej, że absolutnie najważniejsze jest by ich dziecko było przekonane o swej doskonałości i adekwatnie do tego bezczelne. By osiągnąć ten cel wychowawczy godzą się ponieść ofiary w postaci chamstwa okazywanego im przez własne dzieci.
Jak napisałem na początku, nie jestem nauczycielem ani psychologiem. Jestem jednak przekonany, że rozwijanie poczucia własnej wartości u dzieci jest pożądane, jednak rozwijanie poczucia własnej wartości przy ignorowaniu wartości innych jest głupie i szkodliwe. Nie jest tak, że dziecko o ego Kadafiego, choć niegrzeczne, skazane będzie na sukces zawodowy. Dość bowiem prawdopodobne, że nie od razu po skończeniu szkoły zostanie prezesem koncernu – może się zdarzyć, że wcześniej będzie musiało pracować w zespole, albo wręcz podlegać zwierzchności innych. Do tej roli nie będzie zaś przygotowane.
…A fakt, że celebryci publiczne demonstrują przekonanie o własnej wyjątkowości nie powinien nas skłaniać do zaszczepiania samouwielbienia w naszych dzieciach. Wszak niejedna gwiazda muzyki osiągnęła szczyt formy zażywając narkotyki. Jeśli jednak pragniemy dla własnego dziecka kariery scenicznej, to lepiej zdecydować się na szkołę muzyczną, niż dostarczać mu używki psychotropowe.