Obejrzałem właśnie zapowiedź dokumentu o Polańskim autorstwa Laurenta Bouezerau. Fragment filmu bardzo silnie przejął mnie czymś, co z samym Polańskim ma niewiele wspólnego.

REKLAMA
Ta zapowiedź (trailer) jest właściwie produktem reklamowym, mającym zagonić nas do kin. Już w pierwszych sekundach zastosowano zabieg o sile i subtelności uderzenia pięścią w twarz: deklarację winy w sprawie uprawiania seksu z nieletnią zmontowano tuż obok wspomnienia o śmierci matki w getcie. Widzimy łzy Polańskiego. Czy czujemy się rozczuleni, czy wierzymy tym łzom? Ja wierzę.
Miałem w życiu ten przywilej, że rozmawiałem z bardzo ciekawymi ludźmi. Jednym z nich był Żyd, przedwojenny komunista, powojenny ubek. Wyrzucony z partii zajął się nauką, pisał książki. Przy okazji wywiadu, który miał być poświęcony przedmiotowi jego pracy naukowej przegadałem z nim wiele godzin o jego życiu. Bardzo wiele rzeczy mi wyjaśnił, jeszcze wielu wyjaśnić jakoś nie zdołał. Zdumiewało mnie, że ma tak chłodny, intelektualny stosunek do własnego życia, do życia swej rodziny, do losu całego pokolenia. Jako dość młody człowiek stracił całą rodzinę w obozie koncentracyjnym, sam przeżył na terenie ZSRR, potem w Armii Berlinga. Powojenna jego służba w Urzędzie Bezpieczeństwa też sytuowała go w okolicznościach, w których dość sporo osób ginęło przedwczesną śmiercią. O wszystkim mógł i chciał opowiadać, bo sam zdawał sobie sprawę, że jego życie było ciekawe, pouczające. Wszystko traktował z dystansem intelektualisty...
I tylko raz widziałem go wzburzonym, płaczącym. Opowiedział mi, jak podczas marszu na Berlin, w jakimś zdobytym niemieckim miasteczku natknął się na strasznie skrzywdzoną przez żołnierzy radzieckich niemiecką dziewczynkę, dziecko jeszcze. Z całego swego życia w którym doświadczał i wyrządzał krzywdy, ta jedna wywarła na nim najsilniejsze wrażenie. Ta jedna, po przeszło sześćdziesięciu latach wywoływała łzy.
Trochę jestem zniesmaczony zabiegiem montażowym twórców dokumentu, by zestawiać sex z nieletnią oraz śmierć matki – trzeba zobaczyć dokument i ocenić, czy to jest wyłącznie tanie efekciarstwo, czy jakaś inteligentna teza o Polańskim. Bez względu jednak na ocenę zabiegu montażowego - wierzę głęboko w szczerość łez Polańskiego. Myślę, że jest w nich jakaś prawda, którą ja poznałem rozmawiając z opisanym powyżej starym komunistą. Nie próbuję, broń Boże, zestawiać życiorysów reżysera i ubeka. To, co wspólne, to jakaś prawda ujawniona w obu barwnych (każdy na swój sposób) losach. Żyd, który właśnie stracił całą rodzinę w obozach koncentracyjnych najsilniej przeżywa tragedię zgwałconej niemieckiej dziewczynki. Twórca przez całe życie igrający uczuciami wciąż nie poradził sobie ze swoimi własnymi, których doświadczył mając kilka lat. Wielkie idee skutkujące niegodziwościami, silne przeżycia, kariera, wzloty i upadki, miłości i namiętności, pasje naukowe, wieka sztuka – wszystko najwyraźniej blednie wobec krzywdy dziecka.
Prawdopodobnie szalenie to wszystko banalne co napisałem powyżej. Nie wiem jak skończyć ten tekst, aby było mądrze. Wiem jak, aby było szczerze: ja jeden raz w życiu zbiłem dziecko i nigdy więcej tego nie zrobię.