Palikot ma dokładnie taki sam pogląd na rolę kościoła w życiu publicznym, jak "obrońcy krzyża". Jedyna różnica polega na tym, że oni są ideowi, a on koniunkturalny.

REKLAMA
Byłem wprost przekonany, że w Polsce dojrzewa taki nurt, taki pogląd, że kościół należy oddzielić od państwa. Sprawa ta jest oczywista dla większości Europejczyków. Na przykład dla Francuzów doświadczonych wojnami religijnymi jest oczywiste, że religia jest prywatną sprawą człowieka i nie należy czynić z niej sprawy publicznej, bo szkodzi to religii i sprawom publicznym. Podobny pogląd zdaje się wyznawać katolicka Hiszpania, zniechęcona rządami popieranego przez hierarchów Franco.
Na początku traktowałem apostazję Palikota jako błazenadę – występuje jak Marcin Luter, coś tam przybija do drzwi. Czyni to wszystko „na oczach papieża”, bo pod oknami JP2 na Franciszkańskiej. Ot, jeszcze jeden event. Ale nie, sprawa jest dość doniosła!
Palikot upublicznia swoją wiarę, czyni z niej sprawę publiczną. Akt wymierzony przeciwko kościołowi ma być doniosłym wydarzeniem, któremu towarzyszą nawoływania, podziękowania, oklaski, spazmy. Wszystko to zbliża Palikota do obrońców krzyża, do manifestantów pod sztandarami Radia Maryja. Oni też swój stosunek do religii i kościoła uważają za sprawę ważną, sprawę publiczną, sprawę która wina wpływać na funkcjonowanie państwa.
Nie chodzi mi o gierki słowne, zaskakujące zestawienie faktów, czy postaw. Proszę się spokojnie zastanowić, czy właśnie o to chodzi, żeby stosunek do kościoła katolickiego był sprawą publiczną – stosunek wiernopoddańczy lub buntowniczy, przyjazny lub wrogi. To naprawdę byłoby dość smutne, gdyby reakcja na wielowiekową supremację kościoła katolickiego w naszym życiu publicznym przybrała formę wyznaczoną przez Palikota. Bo to oddala nas od nowoczesnego, cywilizowanego europejskiego kraju, w którym religię traktuje się kulturalnie i mądrze. To jest w kraju, w którym politycy kościołem się na zajmują.
Tak jak żadnemu z polityków francuskich nie przyszłoby do głowy upubliczniać swej wiary, tak samo żaden demonstracyjnie nie występowałby przeciwko żadnemu z kościołów. Pajacowanie na Franciszkańskiej to nie śmiały akt na miarę polityka europejskiego, ale złośliwość ministranta, który księdzu strzela z procy w okno.