To nie do wiary, że kilkunastu fanatyków z kałachami jest w stanie wstrząsnąć światową opinią publiczną. I wydaje mi się, że te reakcje na zamachy terrorystyczne mogą być dalece groźniejsze, niż sami terroryści.
REKLAMA
Najgorsze, że przyczyny zagrożenia terroryzmem są bardzo złożone, a media, politycy i sami obywatele potrzebują wyjaśnienia na tyle prostego, by dało się go sklecić w formie czerwonego paska na ekranie serwisów informacyjnych. Złota reguła konstruowania każdego newsa mówi, że trzeba podać: kto, co i dlaczego? A jak tu wyjaśnić przyczyny zjawiska, którego geneza sięga czasów kolonialnych, a obejmuje bardzo złożone procesy gospodarcze, społeczne, kulturowe? Kto jest winien? Międzynarodowy kapitał sterujący polityką imperialną mocarstw? Spekulanci trzęsący rynkiem naftowym? Lewica wytrwale niszczący chrześcijańskie wartości? Pacyfistyczni naiwniacy ściągający zagrożenia na osaczoną Europę? Jest problem, więc ktoś musi być winny...
A co, jeśli nie ma prostego wyjaśnienia? Jeśli zagrożenia dla zachodnich państw wynikają z faktu, że angażują się one w wiele konfliktów politycznych i wojskowych na całym globie. Skąd to zaskoczenie, że ktoś może strzelać do obywateli zachodniego świata, skoro ich rządy wysyłają lotniskowce, myśliwce strategiczne, drony i rakiety w najodleglejsze krańce globu? Może trzeba się pogodzić, że uczestnicząc w dziesiątkach konfliktów zbrojnych, sami możemy być celem ataku?
Z drugiej strony, nie chcemy przecież pozwalać naszym politykom, by spokojnie układali się w kwestiach biznesowych z oprawcami terroryzującymi własne narody, napadającymi na sąsiednie. I ten brak zgody na zło nie wynika z idealizmu, a pragmatyzmu. Bo czy chęć uniknięcia zagrożenia ma skłaniać nas do spokojnego przyglądania się, jak tyrani spokojnie gromadzą arsenały, jak anektują nowe terytoria i niewolą ludzi? Czy powinniśmy koncentrować się wyłącznie na cenach surowców, kursie franka szwajcarskiego i premierach kolejnego modelu iPhona – wierząc, że tu zachowa nas od jakiejkolwiek przemocy?
Z drugiej strony, nie chcemy przecież pozwalać naszym politykom, by spokojnie układali się w kwestiach biznesowych z oprawcami terroryzującymi własne narody, napadającymi na sąsiednie. I ten brak zgody na zło nie wynika z idealizmu, a pragmatyzmu. Bo czy chęć uniknięcia zagrożenia ma skłaniać nas do spokojnego przyglądania się, jak tyrani spokojnie gromadzą arsenały, jak anektują nowe terytoria i niewolą ludzi? Czy powinniśmy koncentrować się wyłącznie na cenach surowców, kursie franka szwajcarskiego i premierach kolejnego modelu iPhona – wierząc, że tu zachowa nas od jakiejkolwiek przemocy?
Nie stawiam tylu pytań po to, by wydać się czytelnikowi przenikliwym analitykiem. Bo nie ma żadnych genialnych diagnoz problemu, ani prostego sposobu jego rozwiązania. I choć nie wiadomo, co zrobić by setki milionów ludzi żyło zgodnie i przyjaźnie, to wiadomo z grubsza, czego robić nie wolno. Tak, to akurat wiadomo każdemu kto interesował się historią powszechną choćby na poziomie szkoły podstawowej. Nie wolno mianowicie podsycać strachu i nienawiści. Tego właśnie strachu i nienawiści, które doprowadziły zarówno do I, jak i II wojny światowej. ...wszak I wojna światowa zaczęła się od terrorystycznego zamachu na arcyksięcia Ferdynanda, a skończyła się wyrzynaniem nawzajem przez miliony Europejczyków. II Wojnę Światową napędzała histeria antyżydowska, i szukanie winnych pogrążonych w kryzysie i upokorzonych Niemiec.
Mam wielką nadzieję, że dzielny i waleczny naród polski będzie miał dość odwagi, by nie ulegać strachowi; że będzie miał dość rozumu, by nie słuchać głupiego i trwożliwego podburzania przeciwko „wrogom zagrażającym naszej cywilizacji”. Choć fejsbukowa egzaltacja na gesty empatii wobec Paryża jest dość powierzchowna, to w obliczu zagrożenia każdy gest ludzkiej życzliwości jest na wagę złota. A każdy gest złości, agresji i nienawistnej głupoty jest trucizną.
Chrześcijańskie wartości, których mamy tak wytrwale bronić nakazują okazywać pomoc potrzebującym, a rozsądek każe szukać sprzymierzeńców. Bardzo źle się stanie, jeśli zamiast sprzymierzeńców zaczniemy szukać wrogów, a od potrzebujących odwrócimy się placami. Tyle razy już przegrywaliśmy, ale zwykle chociaż z honorem...
Chrześcijańskie wartości, których mamy tak wytrwale bronić nakazują okazywać pomoc potrzebującym, a rozsądek każe szukać sprzymierzeńców. Bardzo źle się stanie, jeśli zamiast sprzymierzeńców zaczniemy szukać wrogów, a od potrzebujących odwrócimy się placami. Tyle razy już przegrywaliśmy, ale zwykle chociaż z honorem...
