Sam niejednokrotnie uczestniczyłem w marszach KOD, i tym bardziej się zastanawiam dokąd KOD zmierza, i kto w jego pochodach maszeruje. Czy to naprawdę ruch społeczny, czy tylko sfrustrowana inteligencja, zjednoczona wściekłością na PiS. Jak KOD zamierza przekonać ludzi z małych miasteczek, że powinni bronić prof. Rzeplińskiego?

REKLAMA
Chodzę regularnie na demonstrację KOD, zabieram nawet dzieci, bo one z większym entuzjazmem dmuchają w trąbę i machają flagą. Mnie entuzjazmu brakuje, bo czuję się na demonstracjach KOD tak, jak czułem się 25 lat temu w sztabie wyborczym Tadeusza Mazowieckiego. Jest tak samo kulturalnie, sympatycznie i elitarnie – ale słodycz wspomnień zatruwa mi gorycz sromotnej klęski Mazowieckiego w starciu z Tymińskim, katastrofy Unii Wolności, po której nie pozostał nawet ślad.
logo

To oczywiście brednie, dziesiątki tysięcy demonstrantów to beneficjenci starego „układu”, których PiS odrywa od koryta, nie pozwala już więcej „doić” Polski. To nie jest żaden establishment w futrach, ale... inteligencja - taka warstwa społeczeństwa, która czyta książki, zagląda do zagranicznej prasy, ceni dialog, wolne media, standardy demokratyczne, i parę innych drobiazgów. Ta warstwa, która za komuny animowała opozycję demokratyczną, a w wolnej Polsce dała się wypchnąć z polityki sprawnym populistom. Teraz, zmobilizowana jawnym gwałceniem konstytucji, inteligencja po raz pierwszy od dwóch dekad odzyskała inicjatywę – czy aby nie za późno?
Inteligencja dała się zmarginalizować w III RP. Nie wytrzymała konkurencji z cwanymi populistami i... oddała im państwo. Wprawdzie wiedzieliśmy, że rządzą nami ludzie słabi moralnie i intelektualnie, ale mieliśmy poczucie, że jesteśmy w UE, w NATO, że gospodarka się rozwija nieźle, i... każdy jakoś sobie radzi. A że inteligencja bywa inteligentna, to jakoś tam sobie poradziła. Każdy zajął się swoimi sprawami, zaangażowanie społeczne realizując co najwyżej w fundacjach charytatywnych. Nawet nie zauważyliśmy, jak kiepsko działa państwo, bo nie byliśmy na nie zdani. Przecież jak mieliśmy ważną sprawę urzędową, to braliśmy adwokata, kiedy chorowaliśmy, to leczyliśmy się prywatnie, a jeśli miejscowa podstawówka była fatalna, to posyłaliśmy dzieci do szkoły społecznej. Inteligencja w III RP stałą się klasą średnią - nie żyła luksusowo, ale też bez ubóstwa. Każdy miał oczywiście swoje troski, swoje kredyty frankowe, zwolnienia w pracy, czy stratę w firmie – ale klasa średnia wzięła swój los w swoje ręce, i przeważnie dawała sobie radę.
logo

... A państwo funkcjonowało naprawdę kiepsko, konstytucję łamano powszechnie! Bo w Konstytucji napisane jest przecież o „równym dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej” - a każdy wie, że to bzdura! System opieki medycznej działa fatalnie, a pierwszeństwo w dostępie do świadczeń mają ludzie z kasą i układami. Nie masz kasy, nie masz żadnego znajomego lekarza? No to masz pecha...
W Konstytucji napisane jest przecież o „powszechnym i równym dostępie do wykształcenia” - a każdy wie, że to bzdura! Chcąc dobrze przygotować dziecko do kolejnych egzaminów, nauczyć je porządnie jęz. angielskiego trzeba płacić za lepszą szkołę, korepetycje, dodatkowe zajęcia. Nie masz kasy na ekstra wydatki? A może nie stać cię nawet, żeby Twoje dziecko codziennie dojeżdżało do liceum w mieście? No to masz pecha...
W Konstytucji napisane jest przecież: „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.” A każdy wie, że to bzdura! Każdy wie, że jak się jest posłem, to można nie płacić mandatów, a nawet prowadzić po pijanemu; jak się jest kumplem prezydenta, nie pójdziemy siedzieć nawet po wyroku skazującym za współpracę z gangsterami; że nawet szef Najwyższej Izby Kontroli łamał prawo obsadzając stanowiska swoimi ludźmi pomijając konkursy.
Wszyscy ci ludzie z małych miasteczek nie są tacy głupi i doskonale wiedzą, że Konstytucja RP zawiera dęte frazesy, które nie gwarantują ani równości, ani sprawiedliwości ani ochrony. I teraz mają do krwi ostatniej bronić profesora Rzeplińskiego, o którym przeczytali w gazecie, że zarabia 24 tys zł miesięcznie?
logo

Tylko darujmy sobie te inteligenckie pieprzenie o niskiej świadomości społecznej, bo świadomość społeczna jest doskonała! Powtórzę: w Polsce nie jest zagwarantowana ani równość, ani sprawiedliwość, ani ochrona - i w tej kwestii świadomość społeczna stoi na najwyższym poziomie! A my, drodzy KODerzy i KODerki nie wyszliśmy na ulice, kiedy gwałcono tę równość i sprawiedliwość wobec słabszych, biedniejszych – tych wszystkich, którzy nie wynajmą sobie adwokata, nie mają znajomego lekarza ani posła, nie zapłacą za prywatną szkołę dla dziecka.
Wszyscy znamy termin „czyściciele kamienic”, ale czy wyszliśmy na ulicę w obronie ich ofiar? A może zorganizowaliśmy wielotysięczny marsz poparcia dla młodzieży, której nie stać na kontynuowanie nauki? Może choć pikietę przed sejmem w obronie biednych ludzi umierających w kolejce do specjalistycznego zabiegu, bo nie mają znajomego lekarza? Czy broniliśmy równości, sprawiedliwości i ochrony zagwarantowanej Konstytucją RP? Nie? To teraz możemy sobie w du***ę wsadzić te wszystkie nadęte odezwy do społeczeństwa.
NSZZ Solidarność nie nazywała się „Solidarność” bez przyczyny. To był olbrzymi ruch społeczny, który zmiótł totalitaryzm, bo był ruchem ludzi solidarnych! A zaczęło się jeszcze od KORu, czyli Komitetu Obrony Robotników w skład którego weszli najwybitniejsi opozycjoniści, żeby bronić robotników z Radomia i Ursusa. Wybitne nazwiska polskiej kultury nie poprzestały na edukowaniu społeczeństwa o roli demokracji, ale stanęły w obronie prostych ludzi bitych pałami, bo strajkowali przeciwko podwyżkom cen kiełbasy. Kuroń razem z Macierewiczem, wybitni literaci, naukowcy i artyści – cała elita ujęła się za prostymi ludźmi. Osoby znane i szanowane w Europie zajęły się zbieraniem forsy na pomoc rodzinom zatrzymanych robotników, organizowały pomoc medyczną. Sławy warszawskiej palestry broniły w sądzie zwykłych robotników z Radomia i Ursusa. Nie inteligencka arogancja, żeby edukować i pouczać – ale „solidarność i wzajemna pomoc”. I tak to się zaczęło! A kiedy społeczeństwo było solidarne, to już nie dało się tego zatrzymać.
Piszę to pod świeżym wrażeniem rozmowy z prominentnym działaczem KODu, który zagadnięty o „oderwanie KODu od społeczeństwa” z godnością właściwą elicie kraju odpowiedział, że "KOD będzie spokojnie tłumaczył ludziom swoje racje".
Nosz ku***a mać, a może KOD najpierw by posłuchał i starał się zrozumieć racje tych ludzi, a dopiero potem zaczął ich edukować? Może przejęty ideą praworządności KOD pochyliłby się nad bezprawiem, które dotyka boleśnie zwykłych, prostych ludzi? Przez ostatnie 10 lat przejechałem po Polsce 350 tys km kręcąc reportaże o tematyce społecznej, i zaręczam, że jest sporo boleśniej odczuwalnych przez ludzi przykładów bezprawia, niż problemy TK i prof. Rzeplińskiego. Buntuję się przeciwko opiniom w stylu „Trybunał mnie ani ziębi, ani grzeje”, ale też strasznie wk***wia mnie ta inteligencka wyższość, z jaką KOD chce edukować ludzi, zamiast ich najpierw posłuchać.
Mówię, bom smutny i sam pełen winy. Sam przecież nie organizowałem protestów przeciwko czyścicielom kamienic, a zajmowałem się zagranicznymi studiami, budowaniem firmy, dodatkowymi zajęciami dla dzieci. Ale teraz, skoro już poświęcam swój czas, to chciałbym się zaangażować w prawdziwy ruch obywatelski, a nie elitarne grono, które nasładza się swoimi szerokimi horyzontami i integruje niechęcią dla zaściankowego PiSu. Snobizm zaspokajam w bardziej wysublimowany sposób, niż uczestnicząc w imprezach masowych. Dalej będę chodził na marsze KOD, bo sprawa jest słuszna, i prof. Rzeplińskiego bronić trzeba - ale jestem już zmęczony tą wersją inteligenckiego etosu, która każe zajmować się wyłącznie przegranymi sprawami.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?