Nasze media, w tym głównie publiczna telewizja przekonują nas zawzięcie, że tylko część Polaków - w zamkniętych enklawach - celebruje EURO. Taki skrzywiony, nierzeczywisty obraz jest obrazem naszych rzeczywistych kompleksów.

REKLAMA
Jako, że mieszkam na Saskiej Kępie i Stadion Narodowy widzę z okna kuchni, pierwsze dni Euro spędziłem w drewnianej chałupie na ukochanym Podlasiu. Nie był to wyraz sabotowania Euro, które oglądałem w telewizji. Ogląd tego, co pokazała TVP z perspektywy wsi jest dość zastanawiający. Jadąc bowiem przez Podlasie widziałem udekorowane flagami wsie, i strefy kibica zlokalizowane zazwyczaj w remizach – tam szykowano się do wspólnego oglądania meczów. Flagi wisiały też przed sklepami spożywczymi, gdzie zgromadzona ludność płci obojga fachowo omawiała nasz piłkarski potencjał. Ogólnie rzecz biorąc, obraz jaki się wyłaniał przekonywał, że rzeczywiście wszyscy meczami się interesują i przeżywają występy naszej kadry.
Cóż widzieliśmy w telewizji? Widzieliśmy spektakl pod tytułem: wszyscy celebryci interesują się Euro. Tuż przed rozpoczęciem meczu otwarcia, do pięknie usytuowanego studia TVP zaproszono Marcina Dańca, który namawiał panie, żeby poszły na zakupy, oraz aktorkę serialową, która w stroju biało-czerwonym kopnęła piłkę. Porażający brak pomysłu, polotu. Show na miarę wieczorku zapoznawczego w sanatorium. Potem byli jeszcze inni celebryci oraz eksperci sportowi w towarzystwie dziennikarzy sportowych (z których każdy miał nowe, modne okulary). Studio w budynku telewizji miało fantazyjny dach i było w kolorze fioletowym. Ogólnie rzecz biorąc, było kolorowo, modnie, nowocześnie, do dupy i bez pomysłu. Zaznaczam, że nie odnoszę się do merytorycznej strony dyskusji sportowej, a do tego wszystkiego, co powinno koniecznie tę dyskusję uzupełniać. Czego zabrakło? Otóż jestem zdania, że zabrakło Koko Euro Spoko!
Jesteśmy jako naród na dorobku tak wytężeni skokiem cywilizacyjnym, że tracimy obraz całości, to jest całego społeczeństwa, całości zjawisk społecznych. Całkiem słusznie skoncentrowaliśmy się na budowie autostrad, dworców i stadionów, ale to nie jest ani prawdziwe, ani najważniejsze oblicze naszego kraju. I tylko wyjątkowo głębokie plebejskie kompleksy naszego narodu sprawiają, że tej całej reszty się wstydzimy. Sądząc z relacji telewizyjnych wstydzimy się wszystkiego, na co nie wydaliśmy w ostatniej czterolatce przynajmniej miliarda złotych – wyjątek stanowią obiekty zbudowane uprzednio przez Niemców, jak starówka w Gdańsku, czy we Wrocławiu. Tak jesteśmy spięci propagandą sukcesu, że chcemy, by skądinąd ładny widok Stadionu Narodowego był tym, co pokażemy całemu światu, który zjedzie do nas autostradą. Ja sądzę, że to super, że te stadiony, dworce i autostrady wybudowano, ale one nie rzucą świata na kolana. Bo naprawdę, Europejczyków nie szokuje fakt, że w piłkę gra się na stadionie, samochodem jeździ po autostradzie, a na dworcu nie śmierdzi. Świetnie, że nadrabiamy zaniedbania cywilizacyjne, ale odpuśćmy trochę i bądźmy bardziej spoko! Fakt, że telewizja publiczna wstydzi się swojego własnego przeboju, który wskazali jej właśni widzowie jest dla mnie skandaliczny. Bo pokazuje, że rozpaczliwie chcemy wyrzucić za margines pokaźną część naszego społeczeństwa i koncentrować uwagę wyłącznie na wypomadowanych celebrytach i budynkach reprezentacyjnych (uchowaj Boże reprezentatywnych!).
Czegóż ja właściwie chcę? Otóż chciałbym zobaczyć reportaż o tym na przykład, jak rzeczywiście świętują Polacy – bo w tych remizach przed telewizorami bawi się zapewne więcej ludzi, niż na Stadionie Narodowym. Chciałbym zobaczyć, jak kibicują koledzy Lewandowskiego z klubu Znicz Pruszków. A może pokazać budowlańców, którzy w barakach przy nieukończonej autostradzie oglądają mecz? Nie upieram się przy tych akurat pomysłach, klecę je naprędce, bo chcę tekst szybko skończyć, i odprowadzić dzieci do przedszkola. Chcę tylko zasugerować, byśmy się nie wstydzili wszystkiego, co nie nadaje się jako scenografia do reklamy pt.: wykorzystanie środków unijnych. Nasze wysiłki, by wszystkim pokazać się z jak najlepszej (najnowocześniejszej) strony kończą się czasem tak, jak publiczne wypowiedzi wiceprezydenta Gdańska, który publicznie zachwycał się, że bawimy się jak „kulturalni biali ludzie”.
To super, że zbudowaliśmy stadiony, nowoczesne dworce! To zawstydzające, że kretynom z telewizji publicznej wydaje się teraz, że poważna część naszego społeczeństwa do tych nowoczesnych stadionów zwyczajnie nie pasuje. Okazało się, że nie pasują do niego panie z zespołu Jarzębiny, nie pasują do niego chłopcy ze wsi, którzy w remizie oglądają mecz, właściwie mało kto pasuje, prócz garstki celebrytów. Zachowujemy się jak przysłowiowy decent z chłopskim pochodzeniem, który zapraszając do domu kolegów z pracy wysyła swoją wsiową mamę na ławkę w parku – bo się jej wstydzi. Baczmy, by to cholerne Euro, które miało nas połączyć, nie podzieliło nas.