Ken jest mężem Barbie, ale ona - tak naprawdę - wzdycha do agenta 007.

REKLAMA
Z uwagą słucham i czytam o jubileuszu starszego kolegi porucznika Borewicza. O ile same filmy mam gdzieś, zainteresowały mnie absolutnie przedziwne rzeczy, które wygaduje się o tym supermarketowym bohaterze. Myślę, że mam pełne prawo i kompetencje, by się o nim wypowiadać, bo nie oglądałem żadnej z jego przygód dłużej, niż przez kwadrans.
Czegóż ci spece od public relations, i podążający za nimi dziennikarze (pożyteczni idioci) nie wymyślą? Przedstawiają plastikową, tandetną kukiełkę jako bohatera. O ile Ignacy Krasicki stosował w swych fraszkach personifikację, bo portretował ludzi pisząc o zwierzętach, to Fleming ulepił ludzika z plasteliny, który udaje prawdziwego człowieka. Majta nogami i rękami, strzela, szepce zmysłowo i ratuje świat i robi jeszcze cośtam, cośtam. Nigdy nie oglądałem całego filmu, ale starczy chwila, by poznać się na istocie gatunku.
Nie zamierzam pastwić nad płycizną intelektualną tej serii, bo jak długo można analizować głębię kałuży. Nie ma się co snobować na zestawienia przygód Bonda z filmami Bergmana. Chodzi o co innego. O to, by nie dać sobie wmawiać marzeń. Tak jak Barbie nie jest ideałem wszystkich dziewczynek, tak Bond nie jest ideałem wszystkich facetów i kobiet (mam nadzieję, bo w przypadku kobiet trudno o pewność). Stwierdzenie banalne? Być może tak, ale dedykuję je wszystkim kretynom, w tej liczbie prowadzącym poranną audycję radiową w Radiu Tok FM, którzy powtarzają, że „Bondem chcieliby być wszyscy mężczyźni, a wszystkie kobiety chciałyby być z Bondem.” Po cóż bić pianę, Bond to taki sam bohater kultury masowej, jak Barbie. Wszelkie działania propagandowe inspirowane przez producentów i dystrybutorów filmu mają przedstawić to gówno (w sensie artystycznym tego słowa) w taki sposób, byśmy nie wstydzili się iść do kina – a przecież powinniśmy.
A na koniec – przysięgam – historia prawdziwa, która zainspirowała mnie do napisania tego paszkwilu. Jechałem otóż dziś samochodem odwożąc mego synka do przedszkola. Słuchaliśmy wspomnianych powyżej matołków z Radia Tok Fm, którzy z emfazą powtarzali, że „każdy mężczyzna chciałby być Bondem, a każda kobieta chciała by być z Bondem”. Ja zmilczałem, bo niejedną już głupotę słyszałem na antenie tej rozgłośni, ale mój synek – kochany, mądry, dobry – zareagował przytomnie, bo powiedział: nieprawda, nie każdy, Ty nie chcesz, prawda?
Mój synek – kochany, mądry, dobry! On by takiego Bonda jednym paluszkiem... A dziewczynki w przedszkolu, to dosłownie za nim szaleją...