Pamiętam zainteresowanie moje i moich kolegów lekcjami biologii poświęconymi rozmnażaniu ludzi. Tyle miało ono wspólnego z pędem ku nauki, ile ustawodawcze harce posłów z dbałością o moralność.
REKLAMA
Trudno odrzucić logicznie spójne argumenty dotyczące ochrony życia ludzkiego – że fakt upośledzenia nie może oznaczać mniejszej ochrony prawnej. Ok, logicznie ma to sens, choć nie słyszałem, by była zgoda co do samego uznania zarodka za życie ludzkie. Ale tak naprawdę rozmowa jest jałowa, bo nie o życie ludzkie tu chodzi. Ani o życie zarodków, ani o życie matek...
Podstawowym argumentem przeciwników legalizacji aborcji jest dbałość o KAŻDE ludzkie życie zaś genezą tej troski najczęściej pozostaje nauka kościoła katolickiego. Tylko jednak fiksacji seksualnej księży przypisywać należy, że akurat przestrzeń kryta damską bielizną jest obiektem nadzwyczajnej troski duszpasterzy. Tam nastąpić ma sprawdzian naszej moralności, człowieczeństwa, itp., itd.
Dlaczego Kościół nawet w 10% nie zaangażował się tak nigdy w walkę przeciwko karze śmierci, która również wydaje się sprzeczna z nakazem „Nie zabijaj!”. Jak to jest, że jak polityk dopuszcza legalizację aborcji to staje się najemnikiem „cywilizacji śmierci” wyklinanym z ambony, a jak publicznie popiera mordowanie w imię prawa, to... jest politykiem słusznie zatroskanym degrengoladą moralną społeczeństwa. Nawet kategoryczny sprzeciw Jana Pawła II przeciw karze śmierci nie zakończył dyskusji na ten temat w Polsce, a żaden z hierarchów nie zdaje się nią tak oburzony, jak legalizacją procederu aborcji. Zresztą, nawet sami papierze jakoś nie poświęcali zbyt wiele uwagi uśmiercaniu skazanych – tak samo zresztą, jak wymordowaniu kilku milionów starszych w wierze braci.
Być może moje zainteresowania historią są powierzchowne, a ja sam głupi, ale nigdy nie doszukałem się tak zdecydowanego sprzeciwu kościoła wobec wojen, jak wobec aborcji. Pomijam już kwestie odległe o wieki, bo chodzi mi o sprawy mniej odległe. Czemu bezkompromisową walkę podejmuje się, gdy chodzi o drzwi gabinetu ginekologicznego, a jedynie „najwyższą troskę” budzą masowe mordy dokonywane nierzadko w imię jakiegoś boga. Zastępy kapelanów we wszelkich armiach świata, gdybyż oni wszyscy mogli skierować swe bogobojne wysiłki ku hospicjom.
Ja rozumiem bezkompromisową dbałość o każde życie ludzkie. Ale wynikać z niej powinna troska o każde życie ludzkie, również to ledwo tlące się w umęczonym ciele pacjenta hospicjum, odzianego w łachy bezdomnego, pozbawionego godności pacjenta szpitala psychiatrycznego. Póki walka o moralność koncentruje najskuteczniej uwagę hierarchów i posłów w przypadku damskiego krocza – podchodzę do niej równie podejrzliwie, jak do naukowych fascynacji chłopców chcących studiować kobiece ciało.
