Błagam, niech politycy kłócą się o Smoleńsk, dach nad stadionem, czy rzut farbą w obraz Matki Boskiej. Ale niech lepiej nie rządzą, a przynajmniej nie w sposób zmuszający nas do wydawania 130 miliardów złotych na zbrojenia.
REKLAMA
Przeczytałem w Gazecie Wyborczej artykuł pt. „Polska recepta na kryzys - 130 mld na zbrojenia”. Autor relacjonuje nam to, co zakomunikował ludności minister Obrony Narodowej, a mianowicie:
- że „Polska w ciągu dziesięciu lat wyda 130 mld zł na śmigłowce, systemy dowodzenia, drony, system obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej, a nawet rakiety typu Cruise dla samolotów F-16”
- że „Zamówienia zbrojeniowe to nowe miejsca pracy, podatki dla państwa, to olbrzymia możliwość zapewnienia dostępu do nowych technologii i współdziałania państwa z przemysłem”
- że „Dziesięcioletni program zbrojeniowy ma być nie tylko skokiem modernizacyjnym dla armii, ale też kołem zamachowym dla całej gałęzi przemysłu, tak aby w przyszłych latach mógł z powodzeniem eksportować swoje produkty. Bo bez eksportu polski przemysł zbrojeniowy nie przetrwa.”
- że „Zamówienia zbrojeniowe to nowe miejsca pracy, podatki dla państwa, to olbrzymia możliwość zapewnienia dostępu do nowych technologii i współdziałania państwa z przemysłem”
- że „Dziesięcioletni program zbrojeniowy ma być nie tylko skokiem modernizacyjnym dla armii, ale też kołem zamachowym dla całej gałęzi przemysłu, tak aby w przyszłych latach mógł z powodzeniem eksportować swoje produkty. Bo bez eksportu polski przemysł zbrojeniowy nie przetrwa.”
W artykule zabrakło konkretnej informacji, jak dużo z tych 130 miliardów MON wyda w kraju, a ile wypłynie z Polski, by wesprzeć przemysł zbrojeniowy innych państw. Napisano jdynie, że większość sprzętu ma być produkowana w Polsce. Ja rozumiem, że przy drobnej sumie 130 miliardów nie ma co się czepiać szczegółów, i kilkadziesiąt miliardów w lewo, czy w prawo to detal. Pomijam więc ten oczywisty brak informacji, zacznę może od początku.
Po pierwsze, rozumiem, że jakąś armię mieć musimy, ale wydawanie tak olbrzymich pieniędzy na zbrojenia jest niemoralne. Takie jest moje osobiste zdanie, ale każdy ma swoją moralność i nie chcę otwierać sporu na temat kwestii etycznych. Zamiast tego napiszę, dlaczego wydawanie 130 mld na zbrojenia jest głupie i szkodliwe.
Pobudzanie koniunktury wydawaniem publicznych pieniędzy ma sens, jeśli inwestujemy w coś, co potem ma szanse się rozwijać i samodzielnie funkcjonować. Z naszym przemysłem zbrojeniowym będzie zaś tak, że jak już uda się go rozkręcić (co nie jest oczywiste), to wpadniemy w jeszcze gorszą biedę, bo trzeba będzie dalej kupować to, co on naprodukuje. Bajanie ministra Siemoniaka o eksporcie, to zwyczajne dyrdymały. Nie wiem, czy minister jest sam słabo rozgarnięty, czy tylko cyniczny i uważa, że my jesteśmy słabo rozgarnięci. Wszędzie na świecie produkty produkcję zbrojeniową sprzedają nie menedżerowie, ale politycy. To politycy wywierają wpływ, tworzą możliwości, negocjują kontrakty. A nasi politycy są najczęściej zupełnymi nieudacznikami, o czym łatwo się przekonać analizując właśnie dyspozycje dotyczące polskiej armii. Poświęciliśmy życie i zdrowie wielu żołnierzy, wydaliśmy miliardy na interwencje w Iraku, Afganistanie. A teraz poproszę o listę podpisanych kontraktów wynikających z tego zaangażowania! Jakieś zlecenia? Kontakty? To już za komuny eksportowaliśmy więcej usług do państw arabskich, niż teraz należąc do zwycięskich sił sprzymierzonych. Zapłaciliśmy krwią i dolarami, by dostać uścisk dłoni. Właściwie, to propagandowo też gówno żeśmy osiągnęli, bo Rosjanie do rozpuku do dziś śmiać się muszą z kompromitującego fiaska programu rakiet, co to miały strzec naszego nieba. Naraziliśmy się Rosji, by w konsekwencji dostać atrapy o zerowym znaczeniu militarnym. Pięknie!
Teraz słyszymy, że wydamy w ciągu 10 lat astronomiczną kwotę 130 miliardów na śmigłowce, systemy dowodzenia, drony, system obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej, rakiety typu Cruise dla samolotów F-16. Super! Korci mnie, by zacytować Siarę, który w filmie „Killer” inwestycyjne plany gangsterów kwituje lakonicznie: „Mają rozmach skurwysyny!”.
Można by przecież wydać kasę na systemy związane z obroną cywilną, zagrożeniami terrorystycznymi, ochroną przeciwchemiczną, czyli czymkolwiek, co ma szansę być przydatne dla dobra obywateli w sytuacjach klęśk żywiołowych, skażeń, zamieszek. Ale nie, u nas zdziecinniali kretyni wydają krocie na zabawki, by wpakować nas w jakąś nową wojnę! Nie neguję, że drony potrzebne są nam w Iraku i Afganistanie, tylko że po jaką cholerę jesteśmy w tym Iraku i Afganistanie? Może po to, by swym militarnym zaangażowaniem zapewnić kontrakty naszej gospodarce? (chyba przesadzam - mogę o politykach pisać, że są kretynami, ale to ostatnie pytanie retoryczne, to była zbyt bolesna kpina z ich niepełnosprawności intelektualnej i oczywistych porażek).
Można by przecież wydać kasę na systemy związane z obroną cywilną, zagrożeniami terrorystycznymi, ochroną przeciwchemiczną, czyli czymkolwiek, co ma szansę być przydatne dla dobra obywateli w sytuacjach klęśk żywiołowych, skażeń, zamieszek. Ale nie, u nas zdziecinniali kretyni wydają krocie na zabawki, by wpakować nas w jakąś nową wojnę! Nie neguję, że drony potrzebne są nam w Iraku i Afganistanie, tylko że po jaką cholerę jesteśmy w tym Iraku i Afganistanie? Może po to, by swym militarnym zaangażowaniem zapewnić kontrakty naszej gospodarce? (chyba przesadzam - mogę o politykach pisać, że są kretynami, ale to ostatnie pytanie retoryczne, to była zbyt bolesna kpina z ich niepełnosprawności intelektualnej i oczywistych porażek).
Można i trzeba pobudzać koniunkturę, ale tak jak z powodów klimatycznych nie ma sensu wydać 130 miliardów na uprawę w Polsce bambusa, pomarańczy, czy ryżu, tak samo z powodów geopolitycznych nie ma sensu pompować fortuny w niewydolny przemysł zbrojeniowy. Po pierwsze, bo jest niewydolny, a po drugie, bo jak się rozkręci, to i tak nic z jego produkcją nie zrobimy. Trzeba kreować rozwój polskiej myśli technicznej, bo jak długo motorem naszej gospodarki będzie relatywnie tania siła robocza? Wystarczy ułamek kwoty, jaką politycy bezrozumnie przeznaczają na zbrojenia, by znacząco rozwijać polską naukę w dziedzinach, które jakkolwiek rokują. A nawet, jeśli się okaże, że nie udało się komercyjnie tych inwestycji wyzyskać, to pozostanie dorobek służący ludziom. Nowe leki, czy protezy przydadzą się bardziej niż systemy rakietowe, które i tak nigdy w Polsce nie będą użyte, a jak już będą użyte, to i tak wszystko szlag trafi.
P.S. Żona podpowiedziała mi, że rakiety i czołgi mają tę oczywistą przewagę nad protezami, że nieporównanie lepiej zadają szyku podczas defilady. Temu argumentowi ulegam bezradnie.
