Nowocześni endecy mają myśli (sformułowane przez Ziemkiewicza) ale nie mają programu. Bo inwencja w szukaniu wrogów, to jeszcze troszkę za mało, by naród zorganizować. Zwłaszcza, gdy poważną część tego narodu zalicza się programowo do wrogów. Nasi nowocześni endecy lubią truptać w mroźne dni i wykrzykiwać, że na drzewach wisieć będą komuniści. Mi osobiście bliższy jest model spędzania wolnego czasu właściwy lewicy (zwłaszcza tej liberalnej obyczajowo), czyli picie alkoholu w towarzystwie mieszanym, otwartym na nowe doznania. Wszystko to są jednak tylko zabawy, jakim oddajemy się w czasie wolnym, a nie działanie programowe.

REKLAMA
Nie chcę krytykować w czambuł idei narodowej – to był ważki program w XIX wieku, a nawet potem, już w odrodzonej, wielokulturowej Polsce międzywojennej, gdy narodowcy konfrontowali się z rzeczywistymi problemami. Separatyzm Ukraińców czy Litwinów, konkurencja ekonomiczna ze strony Żydów – to były realne wyzwania. Choć pomysły na ich sformułowanie i rozwiązanie sam oceniam krytycznie, to na przykład mój ojczym, Żyd z pochodzenia, uważał, że przedwojenny narodowiec mógł być człowiekiem ideowym i przyzwoitym. Zresztą w mojej rodzinie oprócz Żyda miałem także narodowca, Zbigniewa Stypułkowskiego sądzonego w tzw. „procesie szesnastu” przedstawiciela Stronnictwa Narodowego, który wraz z ONR zakładał Narodowe Siły Zbrojne. Moja mama odwiedzała go w Londynie w latach 60. i zaświadcza, że był to wyjątkowo kulturalny i inteligentny dżentelmen. Czemu więc dzisiaj podzielam w pełni pogląd innego mego dalekiego krewnego, Stefana Niesiołowskiego, który w wywiadzie udzielonym NaTemat określił działalność środowiska ONR i Wszechpolaków, jako "błazenadę, pewien folklor i przykład głupoty i urojeń".
Otóż moim zdaniem pan Ziemkiewicz wskrzesza trupa! Zapewnia, że wystarczy zmienić dodatki, przypudrować nosek, dodać modny gadżet, i otóż mamy: nowoczesnego endeka! Pomysł tak samo realny, jak wskrzeszanie idei monarchistycznej. Nikt zdrów na umyśle nie da się dziś na feudalizm namówić, no chyba, że mu się obieca tytuł szambelana czy księcia. Chętnych na pastuchów i praczki nie będzie zbyt wiele – a bez ich zaangażowania żadna monarchia istnieć nie może.
Podobnie anachroniczna z natury jest myśl endecka, nie tylko ze względu na szczere poparcie większości Polaków do idei wspólnoty europejskiej, ale także wyjątkowo silnego przywiązania do demokracji. Któż ma tu być podporą monolitycznego państwa? Czy środowiska prawicowe, które pokłóciły się nawet o to, kto będzie zbierał podpisy pod listem poparcia dla Cezarego Gmyza? Jak ocenić skłonność Polaków do zawierzenia swego losu jakiejkolwiek władzy totalitarnej, która wymagać będzie posłuszeństwa? Ja myślę, że w skali od 0 do 10, wyszło by jakieś -10.
Napisałem, że Ziemkiewicz wskrzesza trupa, ale nie – on tylko udaje. Maszerującym młodzianom bardzo pochlebia, że jakiś inteligencki publicysta nadaje rangę idei ich plebejskiej hucpie. Ziemkiewiczowi imponować zaś muszą młodzi ludzie, którzy zamiast tonąć w inteligenckim dzieleniu włosa na czworo są „silni, zwarci, gotowi” (choć to akurat hasło zawdzięczamy sanacji). Silni czym? Zwarci wokół czego? Gotowi na co? Ziemkiewicz entuzjazmuje się wizją zorganizowania narodu. Z emfazą przekonuje, że Dmowski miał rację gdy twierdził, że „tylko zorganizowany naród jest w stanie być podmiotem w grze międzynarodowej”. To jest święta prawda, ale na Boga, przecież „myśli” nam współczesnych endeków oscylują wokół zagadnienia: czyja to wina, że jest źle i komu trzeba przypierdolić, żeby było dobrze. Na oba pytania znajdują zresztą prostą odpowiedź, że mianowicie wszystkiemu winni są komuniści i to oni powinni dostać łomot. I to ma być program dla blisko czterdziestomilionowego narodu w XXI wieku?
Mój czcigodny dziadek Łazarowicz kochał nad życie muzykę Chopina, i miał światu za złe, że wymyślono jazz. Jazz był jego zdaniem nie tylko świadectwem regresu cywilizacyjnego w dziedzinie muzyki, ale w ogóle wszelkiego zepsucia i prymitywizmu. Dziadek umarł nie doczekawszy, aż świat się otrząśnie z z jazzowej aberracji. Dobrze choć, że nie organizował swych kolegów, by ruszali spod filharmonii bić jazzmanów. Podobnie aktualny, jak antyjazzowy protest mego dziadka, jest postulat narodowców walki z komuną. Sam niejednokrotnie fantazjuję, jak to byłoby przyjemnie dać zdrowo po pysku, na odlew, Leszkowi Millerowi (Boże odpuść!). Wiem jednak doskonale, że gdyby nawet Miller, Oleksy i Urban zapadli się pod ziemię, nie znikł by zgoła żaden z realnych problemów naszego kraju. Ludzie borykają się z brakiem pracy, wysokimi cenami, czy ratami kredytów, wydłużeniem wieku emerytalnego. Czy jest szansa, by uwierzyli, że wiek emerytalny wydłużono do 67 roku życia przez Kiszczaka, że Fiat zwalnia pracowników w Tychach z winy Jaruzelskiego, a światowy kryzys wywołał Stalin?
Można nie zgadzać się, a nawet krytykować feministki (z którego to prawa czasem korzystam), ale nie można zarzucić im braku programu. Wystarczy spojrzeć na tablicę mej fejsbukowej znajomej Anny Dryjańskiej, działaczki Feminoteki. Choć feministki dopuszczają się moim zdaniem niekiedy seksizmu, to niechęć wobec mężczyzn nie stanowi osi ich działania. One mają dziesiątki, czy setki konkretnych pomysłów jak i co zrobić, by kobiety mogły się pełniej realizować, więcej wnosić do życia społecznego, naukowego, politycznego, cholera wie, jakiego jeszcze. Z mężczyzn sobie urządzają podśmichujki, czasem szydzą, ale tak naprawdę zajmują się sobą! Powstają inicjatywy ustawodawcze, powoływane sę urzędy i instytucje wpływające na rzeczywistość kobiet. Powstaje dorobek naukowy i akcje społeczne. I to jest właśnie przykład, jak wygląda idea przekładająca się na rzeczywistość. Jak przy feministkach wyglądają nasi „nowocześni endecy”? Jak gromada zuchów przy jednostce GROM. Więcej pomysłowości i ikry wykazują kobiety przy organizacji byle telefonu zaufania, niż cała ta nowoczesna endecja przy organizacji narodu.
Jestem pewien, że nie istnieją nowocześni endecy, których „myśli” uformowałyby naród na nowo. Jestem tylko nieco zawstydzony, że ten dzielny i mądry naród, uformował takich „nowoczesnych endeków”.