Zasłyszałem w księgarni rozmowę dwóch osób poszukujących prezentów dla bliskich. Zgodnie twierdziły, że wprawdzie „pięknych” książek jest moc, ale niestety „są za drogie”. Specjalnie kręciłem się wokół tych głuptasek tak długo, aż którejś zadzwoni telefon. No i nie pomyliłem się - to nie była zwyczajna komórka, ale smartphone – taki dotykowy, no cudeńko, na pewno wart swej ceny.
REKLAMA
Nic bardziej mylnego niż teza, że książki są drogie – one są tanie, a bywają sprzedawane nawet prawie za darmo (nie wspominając o olbrzymim rynku książek używanych, sprzedawanych niemal w cenie makulatury). Rozpowszechniony pogląd o drożyźnie na półkach księgarskich wynika moim zdaniem z niskiego prestiżu literatury. Bo mówiąc, że coś jest drogie musimy to z czymś porównać? A więc z czym? Z biletem do kina czy do teatru? Wyjściem do klubu, czy obiadem w restauracji. A może z ceną biletu na mecz reprezentacji piłkarskiej? Ceną iPhona, iPada, iPoda, iCholera wie czego jeszcze? Jak to jest, że zgadzamy się wydać kilka tysięcy na aparat telefoniczny, a 30 czy 40 zł. za książkę wydaje nam się ceną wygórowaną. Czy naprawdę książka nie jest warta tyle co 2 lub 3 kebaby?
Książka to - ujmując rzecz najbardziej prymitywnie - przynajmniej kilkadziesiąt godzin rozrywki, nauki, wzruszeń – jak kto lubi, co kto wybiera. Ile jest dla nas wart ten czas, zaangażowanie intelektualne, emocjonalne, nasz rozwój, czy choćby rozrywka? Licząc „pi razy drzwi” wychodzi około 1 zł za godzinę. Dużo?
Nie jestem w stanie policzyć kosztów powstania książki, bo nie znam branży księgarskiej. Gotów jestem jednak przyjąć, że poza wszelkimi kosztami edytorskimi, istnieje jeszcze trudny do oszacowania koszt powstania tekstu – a wszak nie każdy pisarz musi swój fach traktować jak fuchę, która się odfajkowuje na akord za parę stów. Jeśliby przyjąć stawki godzinowe obowiązujące w usługach kładzenia kafli w kiblu, to powstanie książki winno być wynagradzane kwotą przynajmniej stu tysięcy złotych. No, a jeśli ktoś zechciałby wycenić czas niezbędny na swój rozwój niezbędny do napisania książki?
Nie jestem w stanie policzyć kosztów powstania książki, bo nie znam branży księgarskiej. Gotów jestem jednak przyjąć, że poza wszelkimi kosztami edytorskimi, istnieje jeszcze trudny do oszacowania koszt powstania tekstu – a wszak nie każdy pisarz musi swój fach traktować jak fuchę, która się odfajkowuje na akord za parę stów. Jeśliby przyjąć stawki godzinowe obowiązujące w usługach kładzenia kafli w kiblu, to powstanie książki winno być wynagradzane kwotą przynajmniej stu tysięcy złotych. No, a jeśli ktoś zechciałby wycenić czas niezbędny na swój rozwój niezbędny do napisania książki?
Nie chcę uruchamiać dyskusji o tym, ile konkretnie książki kosztują, że za niektóre trzeba zapłacić znacznie więcej niż 40 zł, a zdarzają się takie za 70 zł i więcej. Dla mnie to i tak tanio, bo sam musiałbym zainwestować w siebie znacznie więcej, by móc jakkolwiek inaczej zdobyć tę wiedzę, doświadczyć wzruszeń, spotkać tych ludzi (niektórzy już nie żyją!), które wnoszą do mego życia książki. Nie znaczy to, że książki kupuję często. Satysfakcjonuję się wizytami w doskonałych bibliotekach, a kupuję tylko te, które w sposób szczególny życzę sobie posiąść na własność. Wielu książek sobie odmawiam, bo mając troje dzieci żyję na granicy ubóstwa. Ostatnio na przykład powstrzymałem się przed zakupem miłosnej korespondencji Osieckiej i Przybory - nie stwierdziłbym jednak nigdy, że udział we wzruszeniach tych dwojga nie jest wart 35 złotych.
Wiem, że każdy klient może to wszystko mieć gdzieś, i dokonać wyboru wedle swego gustu. Niech jednak przy tym nie twierdzi, że książki są za drogie, ale że on woli za te pieniądze kupić co innego. Tak jest chyba uczciwiej.
P.S. Uczciwość każe mi przedstawić pewien argument, który przemawia przeciwko kupowaniu książek na prezent, a który usłyszałem od jednej swojej przyjaciółki. Wyjaśniała ona zapraszanym na urodzinowe spotkanie znajomym: Wiecie, książki lubię i to jest super prezent, no ale jak dostaniesz dwie takie same książki, to nie wiadomo co zrobić. …A jak dostaniesz dwie takie same butelki wina, to obie się przydadzą!
