Znajoma lesbijka opowiedziała mi, jak jej prawicowo zorientowana babcia bez oporów zaakceptowała jej homoseksualizm, partnerkę, zawarty za granicą ślub. „Wiesz, co innego jakiś pedał z telewizji, a co innego własna wnuczka”.
REKLAMA
Znajoma lesbijka opowiedziała mi, jak jej prawicowo zorientowana babcia bez oporów zaakceptowała jej homoseksualizm, partnerkę, zawarty za granicą ślub. „Wiesz, co innego jakiś pedał z telewizji, a co innego własna wnuczka”. Moim zdaniem to nie hipokryzja, ale żywa wrażliwość i otwartość babci sprawiła, że napotykając konkretnego człowieka była w stanie zrewidować abstrakcyjne poglądy. Wielka szkoda, że biskupi nie mają (a w każdym razie zbyt rzadko) okazji, by swe przekonania przymierzyć do realnego życia.
Słyszę o atakach na tradycyjny model rodziny. Jeśli tak jest w istocie, jeśli ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w istocie stanowi atak na model konserwatywny, to cieszyć się powinni przede wszystkim biskupi. Wszak ich przewodnikiem jest Jezus - rewolucjonista, odmieniec, dziwak. Przymiotniki te sformułowałem nie bez szacunku dla jego osoby boskiej (wedle wierzących), oraz postaci historycznej, która zrewolucjonizowała wrażliwość poważnej części ludzkości. Przecież Jezus nie objawił się ludziom jako kolejny mędrzec czy kapłan, zorientowany na utrzymanie tradycyjnego porządku. Jezus uznając wiarę swego ojca podważał niemal wszystko, co z tą wiarą wyprawiali ludzie. I ta bezkompromisowa gotowość do poszukiwania dobra i miłości zyskała mu wyznawców (niekiedy nazbyt gorliwych).
To nie jest tak, że bez wsparcia biskupów mężczyźni i kobiety przestaną chcieć ze sobą spółkować, płodzić dzieci, zakładać rodziny. Że bez autorytetu Kościoła Rzymskokatolickiego wszyscy oddadzą się występnej sodomii i zamieszkają w komunach hipisowskich. Z całym szacunkiem dla dorobku teologii – instytucja rodziny jest nieco starsza od Kościoła, i zdaje się, że funkcjonuje nawet w państwach, gdzie katolicyzm nie odgrywa żadnej roli.
Piszę to wszystko nie po to, by się droczyć, albo obrażać biskupów - jestem zdania, że ci skądinąd niegłupi ludzie znacznie by zyskali, gdyby częściej konfrontowali się z realnym życiem, porzucając abstrakcyjne myślenie nie mające wprost zahaczenia w Ewangelii. Niechby wigilijny wieczór spędzili na dworcu z płaczącą kobietą uciekającą przed pijanym i agresywnym mężem. Niechby usiedli przy szpitalnym łóżku homoseksualisty, który leży samotnie, bo najbliższa mu osoba nie jest traktowana przez nikogo w szpitalu jako członek rodziny. Niechby tej płaczącej kobiecie, umęczonemu samotnością i pogardą gejowi powiedzieli: widzę twe cierpienie, ale muszę bronić tradycyjnego modelu rodziny. Choć współczuję ci, ale jednak dalej wraz ze swoimi kolegami biskupami będę blokował ustawy mające bronić kobiety przed przemocą domową, czy też dające ochronę prawną kochającym się ludziom, którzy decydują się być sobie oparciem mimo faktu, że obaj/obie należą do tej samej płci.
Nie występuję przeciwko wierze, bo prócz rzeczy złych i występnych, niesie ona ludziom wiele mądrości i dobra. Chciałbym namówić biskupów, by sięgnęli do tych najpiękniejszych tradycji kościoła, do nauki Jezusa Chrystusa, który nie wahał się wywoływać skandal obyczajowy, kiedy wymagał tego postulat dobra, miłosierdzia, rozumu.
A jeśli już mowa o prawach ludzkich, które sprzyjają występkom i zboczeniom, to w moim najgłębszym przekonaniu więcej zła niż wszystkie europejskie dyrektywy (wymyślone przez pedałów i masonów) czyni nakaz celibatu. Co pozostawiam wszystkim do spokojnej refleksji...
A jeśli już mowa o prawach ludzkich, które sprzyjają występkom i zboczeniom, to w moim najgłębszym przekonaniu więcej zła niż wszystkie europejskie dyrektywy (wymyślone przez pedałów i masonów) czyni nakaz celibatu. Co pozostawiam wszystkim do spokojnej refleksji...
