Z tą „kolędą” jest trochę tak jak z pochodem pierwszomajowym za komuny. Wielu nie chciało iść na pochód, ale że potem mogły być kłopoty ze skierowaniem na wczasy, czy talonem na samochód – to zawsze lepiej było odmówić niesienia transparentu symulując ból kolana, niż otwarcie zadeklarować antykomunizm.
REKLAMA
Od dawna podejrzewałem, że manifestowanie w internecie swego ateizmu jest tak samo powszechne, jak lęk przed własnym proboszczem. Przekonała mnie o tym ostatecznie rozmowa z księdzem odwiedzającym parafian w ramach „kolędy”.
Wielu księży pytanych przeze mnie na okoliczność nieprzyjemności doświadczanych podczas obchodu parafian odpowiada zgodnie: nieprzyjemnie jest tkwić pod drzwiami jak idiota, gdy nikt nie reaguje na pukanie, dzwonienie. Zdarza się bardzo często, że ksiądz widzi z zewnątrz palące się w domu światła, a nikt nie otwiera – czasem słychać nawet trwożliwe „cicho, dzieci” dochodzące zza zaryglowanych drzwi. „Niedługo będę musiał kłamać przez domofon, że roznoszę kupony z pizzerii – żeby tylko ludzie zechcieli mi otworzyć i powiedzieć wprost czy życzą sobie wizyty księdza, czy nie.” - zażartował znajomy jezuita posługujący w jednej z warszawskich parafii. Moim zdaniem nie ma tu nic do śmiechu, bo przy okazji „kolędy” przekonać się możemy, jak bardzo jesteśmy tchórzliwi, zakłamani i cwani.
Czemu udawać, że nie ma nas w domu zamiast otwarcie zrezygnować z wizyty duszpasterskiej? Ano, bo odmowa przyjęcia księdza odnotowywana jest w dokumentach parafialnych, a przecież możemy w przyszłości mieć jakąś sprawę: a to komunia dziecka, a to zaświadczenie niezbędne do zostanie rodzicem chrzestnym, a to pogrzeb w rodzinie. Nawet jak my sami walecznie wygłaszamy manifesty ateistyczne wobec znajomych na Fejsie, to wobec własnej babci na wsi musimy postępować bardziej dyplomatycznie (zwłaszcza, jeśli babcia pozostawi spadek). Przed dalszą rodziną popisywać się ateizmem nie myślimy, a własnej córce też nie odmówimy białej komunijnej sukienki i sterty prezentów. Nawet więc, jeśli wymyślamy księżom od czarnej mafii i pedofili, to wobec własnego proboszcza wolimy zachować powściągliwość. Z tą „kolędą” jest więc trochę tak jak z pochodem pierwszomajowym za komuny. Wielu nie chciało iść na pochód, ale że potem mogły być kłopoty ze skierowaniem na wczasy, czy talonem na samochód – to zawsze lepiej było odmówić niesienia transparentu symulując ból kolana, niż otwarcie zadeklarować antykomunizm.
Skoro już doszliśmy do komuny, to nie mogę nie wspomnieć o podziwianym za śmiały antyklerykalny żart Marku Siwcu. Żałosne to, ale niektórzy dowcip uskuteczniony na stopniach helikoptera biorą za manifestację światopoglądową. Doprawdy, manifestacja na miarę odwagi zetempowskiego karierowicza, bo przecież Siwiec małpował papieża święcie przekonany, że nikt postronny tego nie widzi. Wykształcona w PZPR mentalność kelnerska powodowała, że nasza waleczna lewica przez dwie minione dekady wyjątkowo usłużnie i grzecznie spełniała wszelkie postulaty hierarchów. Czy Marek Siwiec kiedykolwiek publicznie występował przeciwko biskupom zanim stało się to politycznie opłacalne? Czy protestował przeciwko Funduszowi Kościelnemu, Komisji Majątkowej przy MSWiA? Nie, ani on, ani żaden polityk przez długie lata nie interesowali się przesadnie tym, jak Kościół Katolicki odzyskuje utracony majątek. Politycy każdej maści, a postkomuniści w szczególności, płacili biskupom pieniędzmi Skarbu Państwa za przychylność, a w każdym razie święty spokój. Płacili tak długo, jak im się ten targ opłacał, a teraz zostali z ręką w nocniku, bo Palikot szybciej od nich wyczuł koniunkturę i przedzierzgnął się homofobicznego konserwatystę w nowoczesnego libertyna.
No, troszkę się rozpędziłem, bo od „kolędy” przeszedłem do tych bezczelnych oportunistów z SLD. Wracając więc do naszej przaśnej rzeczywistości parafialnej: nie myślę, by przypadki udawania absencji - byle tylko nie zadeklarować braku wiary wobec proboszcza – nie świadczą ani o ateistach, ani o wierzących. One świadczą o nas jako o społeczeństwie. Choć chcielibyśmy wierzyć, że spuścizna wojen i powstań czyni z nas rycerzy ze spiżu, to jednak lata egzystencji pod kolejnymi zaborami nauczyły nas najwyraźniej cwaniactwa i oportunizmu. Za dużo w naszej historii bohaterstwa, za mało zwykłej odwagi cywilnej.
