O autorze
Zaczynałem jako reporter Teleexpressu, ale potem porzuciłem zaszczytną służbę prawdzie, i zdobywszy dyplom MBA zostałem cynicznym specem od public relations. Popularyzowałem w Indiach urządzenia do produkcji mgły, testowałem samochody, tłumaczyłem teksty z języków znanych mi jedynie pobieżnie, doradzałem w kwestiach związanych z importem gazu ziemnego, na moment zasiadłem nawet w radzie nadzorczej fabryki spirytusu. Na szczęście, parę lat temu uruchomiłem w sobie wrażliwośc estetyczną i od tego czasu zarabiam jako operator obrazu. Z zapałem relizuję też moje marzenie - prowadzę firmę meblarską Saska Fabrik

W obronie moralności!

Anna Wittenberg w swym tekście elegancko ale jednoznacznie dała do zrozumienia, że uprawiałem nierząd. Obeszła się ze mną o wiele delikatniej niż dziennikarze Frondy, którzy mężczyźnie przyznającemu się do korzystania z usług seksualnych nawymyślali od dziwkarzy.


Dyskusję o prostytucji wywołała wiadomość o sześciu kobietach stręczących bogatym klientom usługi seksualne modelek. Prof. Środa tłumaczyła fakt, że to kobiety zajmowały się sutenerstwem - wchodzeniem w „męski świat”; dziennikarze Frondy zwyzywali od dziwkarzy znanego rysownika, który publicznie przyznał, że korzysta z usług seksualnych. Jednym słowem, jeszcze raz wykorzystano prostytutki – bo to ich kosztem wzajemnie się obwiniano i wyzywano. Pomyślałem, że ja osobiście jestem coś winien prostytutkom, więc nie będę już pisał ani o prof. Środzie, ani o Frondzie – napiszę o dziewczynach, które poznałem.


Chciałbym móc napisać tak jak Wieniawa, że „przeżyłem swoją młodość szumnie i bogato, dla własnej przyjemności a durniom na złość”. Szczerość każe mi jednak wyznać, że przeżywałem swą młodość nie tylko szumnie, ale czasem głupio. Nie jestem jednak winien żadnych wyjaśnień ani dziennikarzom Frondy, ani nawet Wam, Drodzy Czytelnicy (jeśli się tacy znajdą). Jestem winien przyzwoitość samym prostytutkom, bo w przeciwieństwie do stróżów moralności, one okazywały mi wyłącznie życzliwość i serdeczność. Wyznam więc najszczerzej: to my – jako społeczeństwo – zachowujemy się wobec prostytutek zwyczajnie „po kurewsku”.


Czy to z powodu braku wrażliwości, czy zakłamania – skazujemy kobiety i mężczyzn świadczących usługi seksualne na los pariasów. Społeczeństwo odwraca od nich swą zniesmaczoną twarz, z czego doskonale zdają sobie sprawę policjanci i gangsterzy. Jedni nie muszą, choć powinni, zapewnić prostytutkom ochronę; drudzy mogą bezkarnie dopominać się o haracz. Jest wyłącznie kwestią zakłamania - prowadzącego do przestępstw i ludzkiej krzywdy - że usług seksualnych nie można świadczyć w zgodzie i pod ochroną prawa. Nie można takiej działalności zarejestrować, ubezpieczyć, pracowników objąć ochroną zdrowotną, nie można się zrzeszać, zakładać związków zawodowych. Wszystko co można, to „uprawiać nierząd” – byle po cichu. Pamiętam pewną posłankę spoza Warszawy, która głośno pomstowała i słała interpelacje w sprawie prostytutek wystających na trasie, którą posłanka zwykła była jeździć na obrady sejmu do Warszawy. Głupie to babsko wymogło jakoś na policjantach, żeby przegonili prostytutki z trasy jej przejazdów. Zapewne zepchnęła te dziewczyny w miejsca bardziej odludne – tam oko wrażliwej posłanki ich nie dojrzy, nikt też nie usłyszy krzyku, jeśli którąś zechce napaść jakiś zwyrodnialec.


Najczęściej argumentuje się odmowę legalizacji prostytucji względami moralnymi – że otóż państwo nie może opodatkowywać, a więc czerpać korzyści z nierządu. Brzmi to idiotycznie i nieszczerze, bo państwo czerpie przecież korzyści ze sprzedaży alkoholu czy papierosów. Czy więc bogacenie się na powodującym choroby nowotworowe paleniu jest moralne? A na alkoholizmie? Zostawmy zresztą używki: czy naprawdę moralne jest by obciążać podatkiem VAT lekarstwa dla dzieci, a wzbraniać się przed opodatkowaniem usług seksualnych? Pewnie jestem niemoralny i głupi, ale jakoś tego nie rozumiem.

Dość sporo prostytutek poznałem dzięki pewnemu księdzu, który zabierał mnie swoim samochodem na wyprawy na trasy wylotowe z Warszawy. Wszyscy byliśmy w pracy, bo prostytutki szukały klientów, ksiądz ewangelizował, a ja realizowałem zdjęcia do dokumentu dla telewizji. W skrytości ducha podśmiewałem się z tego kaznodziei, ale tylko do momentu, kiedy zobaczyłem jak z torby kryjącej święte obrazki i różańce, ksiądz wyjmuje termos i kanapki dla dziewczyn. Wytłumaczył mi, że nie wszystkie chcą rozmawiać o Bogu, ale wszystkie chętnie się częstują gorącą herbatą i kanapkami.

Nie wymagam by wszyscy rozwozili stojącym przy drodze prostytutkom gorącą herbatę. Mam jednak nadzieję, że wszyscy zapamiętają tego księdza i jego katechezę - jaką postawę wobec prostytucji podpowiada nam Ewangelia.