Wraz z nadejściem demokracji i wolnego rynku, Polacy przestali słuchać intelektualistów i artystów, bo znudziły im się nadęte profesorskie gadki. Swą uwagę odwróciliśmy od elitarnych salonów, a zwróciliśmy na telewizje śniadaniowe i tabloidy. Czy poza radami dotyczącymi sprzątania i gotowania, nie potrzebujemy już żadnych autorytetów? Czy dowcipy Wojewódzkiego zaspokajają naszą potrzebę krytycznego oglądu rzeczywistości?

REKLAMA
Wczoraj obserwowałem skromną grupkę osób ze środowiska LGBT pikietujących sejm w czasie debaty o związkach partnerskich. Wszystkich zgromadzonych była zaledwie garstka, a prócz mnie, nie pofatygował się nikt chyba, kto nie byłby bezpośrednio ustawą zainteresowany. Stałem, rozmawiałem ze skądinąd sympatycznymi lesbijkami i gejami, i nagle ujrzałem szyld wydawnictwa Czytelnik. No jasne! To tu, kilkadziesiąt metrów od sejmu, była osławiona kawiarnia w której spotykała się elita artystyczna, w której rozmawiano, dowcipkowano, dyskutowano. Miejsce, w którym pisano listy otwarte - czytane wieczorem w Wolnej Europie. To w kawiarni Czytelnika, przy najważniejszym stoliku okupowanym przez Słonimskiego, potem Konwickiego czy Holoubka, decydowały się losy niejednej recenzji, rodziły się żarty obiegające stolicę lotem strzały. Ech, tęskno mi się zrobiło...
W sejmie trwało głosowanie, które ponoć ujawniło rozłam w największej polskiej sile politycznej, które obnażyło bardzo głęboki konflikt światopoglądowy w polskim społeczeństwie. Wszystko skończyło się na wypowiedzeniu kompromitujących bzdur, wymijających frazesów i bezsilnym utyskiwaniu? Przecież nie było nawet żadnej publicznej debaty o związkach partnerskich, o prawach obywatelskich, o różnicach światopoglądowych. Bo też kto miałby tę debatę inicjować?
Kiedy nadeszła demokracja i wolny rynek, społeczeństwo straciło zainteresowanie nudnymi profesorami i nadętymi artystami. Społeczeństwo miało dość mędrców i bohaterów, a wolało „konkretnych facetów” i „babki z jajami”. Najpierw więc Talk Shows, a potem telewizje śniadaniowe promowały kolejnych bohaterów pop kultury. Kabaret Starszych Panów wyparło „Śmiechu Warte” Drozdy, „Wielka Grę” pokonał Big Brother. Zamiast upajać się teatralnymi kreacjami Holoubka, ludzie woleli pośmiać się na komedii z Szycem i Karolakiem. Presja oglądalności wytrzebiła z mainstreamu wszystkich, którzy nie umieliby śpiewać, tańczyć, recytować, dawać d..., i gotować.
Nie piszę tego, by żałośnie jęczeć nad upadkiem kultury i sztuki, ale by zapytać o nowe autorytety. Wiem, że w dziedzinie sprzątania jest nią Perfekcyjna Pani Domu, w dziedzinie tańca Kasia Cichopek , w kwestii smaku pani Gessler. Kto jednak, z osób powszechnie znanych, podejmie problematykę wykraczającą poza kompetencje kucharki czy praczki?
Różne gorszące rzeczy rozgrywają się nie tylko w Polsce, jednak w krajach dojrzałej demokracji podłość spotyka się z reakcją elit nadających ton. Nie tylko siwowłosi mędrcy, ale gwiazdy kina, czy estrady protestują, upominają się o prawa mniejszości, swobody obywatelskie. To oni, a nie profesorowie Harvarda, najskuteczniej przykuwają uwagę wyborców.
Dlaczego polskie gwiazdy tak słabo angażują się w działania społeczne? Czy tak zobowiązująca jest konwencja telewizji śniadaniowych „miło i przyjemnie”, że nie wolno wykroczyć poza polukrowaną formułę akcji na rzecz chorych dzieci, krzywdzonych zwierząt. Nie kpię i nie deprecjonuję tej aktywności, ale ogranicza się ona do spraw dość oczywistych: nie bić dzieci, dbać o przyrodę, pomóc chorym. Co ze sprawami ważkimi, trudnymi, kontrowersyjnymi, którymi powinien zainteresować się ogół obywateli? Kto ich do tego zachęci? Kto jest skory, żeby wykorzystać zainteresowanie swoją osoba, by je zwrócić na zagadnienie większej wagi? Nawet Kuba Wojewódzki, pomimo niezaprzeczalnego intelektu, satysfakcjonuje się kopaniem po zadkach celebrytów. Jedynym zaś uzewnętrznieniem jego krytycznego oglądu rzeczywistości są przaśne żarty. Tak, jakby bał się choć na chwilę wyjść z roli sarkastycznego gówniarza – bożyszcza nastolatek, który „ma na wszystko wyje..ne”. Taki właśnie obowiązuje sznyt: szokować i błyszczeć, zajmować się wyłącznie sobą, no i najważniejsze: totalny luz!
Kiedy w polskim sejmie padały haniebne słowa o nieprzydatnych społeczeństwu ludziach, tęsknie wpatrywałem się w szyld Czytelnika, który przypomniał mi o zamierzchłych czasach. Kiedy w marcu 1968 roku inne ciemniaki hańbiły naszą historię, ludzie powszechnie znani i lubiani protestowali. Dziś protestują wyłącznie niszowi intelektualiści, a ulubieńcy publiczności „mają na wszystko wyje..ne”.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

P.S.
Znajoma napisała mi, że w sprawie debaty sejmowej głos zabrała Edyta Górniak. Sprawdziłem, rzeczywiście wyraziła oburzenie "głupotą, arogancją i agresją" posłów. Wystąpienie Górniak zostało natychmiast złośliwie i głupio skomentowane przez tę starą błaźnicę Korwin-Piotrowską. Ta bywalczyni salonów żerująca na celebrytach jak mucha na g..., przypomniała reguły gry: skandale i nagie zdjęcia - tak; zainteresowanie czymkolwiek poza garderobą - nie!