Poznawszy wczoraj parę przeuroczych architektów, ośmielony wypitym alkoholem, zapytałem z wrodzoną sobie powściągliwością: dlaczego większość zaprojektowanych dziś domów jest paskudna. Najciekawsze, że zamiast się obrażać, architekci udzielili mi zwartej logicznie i w pełni przekonywującej odpowiedzi. Oto ona:
REKLAMA
Kiedy widzimy przedwojenną kamienicę, która nie doświadczyła powojennych przebudów i podziałów mieszkań (z jednego na trzy mniejsze), podoba nam się z reguły bryła, klatka schodowa, hall, a przede wszystkim same mieszkania. Podobją z reguły bardziej, niż te budowane dzisiaj. To nie dlatego, że myśl architektoniczna przeżyła regres, a wyczucie proporcji przeminęło bezpowrotnie wraz z rządami prezydenta Mościckiego. Przyczyn nie należy też upatrywać w złym guście mieszkańców dzisiejszych - pożal się Boże – apartamentowców. Bo kupując mieszkanie znacznie bardziej niż gustem, klienci kierują się chciwością, co bezwzględnie wykorzystują cyniczni deweloperzy.
Projekt domu czy osiedla, zamawia zazwyczaj deweloper. Dysponuje on działką wraz z przypisanymi do niej warunkami zabudowy i wybiera biuro architektoniczne, które zaproponuje mu projekt... najciekawszy, najładniejszy? NIE! Deweloper wybierze projekt, którego realizacja da efekt w postaci jak największej liczby metrów kwadratowych powierzchni mieszkań. Bo klienci kupują mieszkania na metry! Oceniają wartość mieszkania przeliczają na metry, płacą z metra – tak jak w tym starym dowcipie, wedle którego jamniki sprzedaje się nie na sztuki, a na metry...
Kupujący podejmują decyzję nierzadko w fazie, w której mieszkania jeszcze nie wybudowano, a zresztą nawet jak już takie cudo stoi, to owe przeliczanie na metry zaćmiewa nam oczy. Może mieszkanie jakoś tak bez uroku, może 12 mieszkań na jednym korytarzu będącym ciemną i krętą kichą, ale ileś tam metrów po ileś tam tysięcy – brzmi świetnie! Tak samo jak ogłoszenie prasowe: VW Golf 2009 rok, mały przebieg, diesel, atrakcyjna cena. O ile jednak w przypadku auta - jeśli nadziejemy się na podszykowanego gruchota – stracimy parę, paręnaście tysięcy zł, o tyle w przypadku mieszkania ceną może się okazać strata paruset tysięcy, albo co gorsze: pogarszające się relacje rodzinne, depresja, konflikty z otoczeniem. Jak bowiem wpływa na nas fakt, że mamy źle rozplanowane okna, że akurat za ścianą sypialni są rury kanalizacyjne itp. Laik części tych mankamentów nie jest w stanie wychwycić nawet wtedy, kiedy mieszkanie stoi już gotowe, bo dopiero mieszkając zdziwi się, że słyszy za każdym razem spuszczanie wody w sedesie sąsiada, że widzi dokładnie salon sąsiadki z naprzeciwka, że drzewa rosnące przed domem widzi przez okno wyłącznie wtedy, gdy stoi w kącie pokoju.
Każdy czytający pomyśli: może kto inny, ale ja nie jestem idiotą i z pewnością nie dałbym się nabrać na takie numery. Czy rzeczywiście nasza wiedza jest tak rozległa, jak absolwentów architektury? Czy zdajemy sobie sprawę i potrafimy rozeznać w praktyce dziesiątki i setki uwarunkowań, które rzutują na nasz komfort i zdrowie psychiczne? Szczerze wątpię. Gdyby bowiem tak było, deweloperzy nie ładowali by nas wciąż na miny, nie sprzedawali nieudanych bloków na nieprzyjaznych osiedlach. Zapytajcie pośredników nieruchomości, jak wiele nowych inwestycji po kilku latach od zamieszkania staje się niesprzedawanych, bo każdy, kto jest w stanie zdjąć z szyi pętlę kredytu stara się wyprowadzić. Ucieka z domu, w którym każdy każdego słyszy, widzi, i szczerze nienawidzi.
Niebawem rusza budowa osiedla usytuowanego pod miastem. Na polu, w miejsce zagonów kapusty, powstanie osiedle dziewięciopiętrowych bloków. Pomysł budowania wieżowców na wsi jest wątpliwy, ale deweloper umyślił skusić chętnych tanimi garażami. W rezultacie pod całym osiedlem, tuż pod trawnikami znajdować się będzie rozległy parking, co znaczy że... nie da się tam posadzić żadnego drzewa! Jakże miło i przyjemnie będzie mieszkać na piętnastohektarowym osiedlu, na którym nie ma żadnego drzewa!
Niebawem rusza budowa osiedla usytuowanego pod miastem. Na polu, w miejsce zagonów kapusty, powstanie osiedle dziewięciopiętrowych bloków. Pomysł budowania wieżowców na wsi jest wątpliwy, ale deweloper umyślił skusić chętnych tanimi garażami. W rezultacie pod całym osiedlem, tuż pod trawnikami znajdować się będzie rozległy parking, co znaczy że... nie da się tam posadzić żadnego drzewa! Jakże miło i przyjemnie będzie mieszkać na piętnastohektarowym osiedlu, na którym nie ma żadnego drzewa!
Tyle zapamiętałem z wywodu o współczesnym budownictwie mieszkaniowym, wygłoszonego podczas konsumpcji destylatów słodu jęczmiennego. Poznani wczoraj architekci to nowi sąsiedzi mej siostry. Wprowadzili się właśnie do przedwojennej kamienicy na poczciwym warszawskim Mokotowie. Nawet pomimo zrozumiałego po wczorajszym opilstwie zmącenia, mam pełną jasność, dlaczego ci inteligentni ludzie nie wybrali żadnej nowej inwestycji mającej w nazwie Plaza, Resort, czy Residence. ...Przecież znają je świetnie, sami je projektują!
