Nie lubię walentynek nie dlatego, bym miał coś przeciwko okazywaniu sympatii przy byle okazji. Jestem zwyczajnie zmęczony seksistowskim sposobem, w jaki zwykliśmy podchodzić do walentynek w Polsce.
REKLAMA
Zobaczyłem wczoraj na FB zabawny mem, który przestrzegał facetów przed zlekceważeniem walentynek. I dla autora i dla adresatów (sądząc po komentarzach) było jasne, że to mężczyzna powinien pamiętać, celebrować, szykować niespodzianki. Przejrzałem prasę pod kątem pomysłów na obchodzenie Walentynek, i wszędzie powtarzają się kwiaty, czekoladki, jakieś takie frymuśne duperele dla kobiet, oraz atrakcje „dla obojga”, które w istocie są prezentem dla niej, jak np. wspólny wypad na komedię romantyczną. Dlaczego, do cholery, nie pada propozycja walentynkowego wypadu na tor kartingowy, do pubu na piwo?
Tyle kobiety mówią o tej swojej miłości, o swojej empatii, wrażliwości i tym podobnych. Dlaczego tak powściągliwie okazują swoje uczucia, a oczekują tego od nas? Dlaczego jesteśmy terroryzowani kolejnymi rocznicami, o których to my musimy pamiętać, to my musimy kupować prezenty? Kobiety i co mądrzejsi mężczyźni domagają się równouprawnienia, czego konsekwencją powinno być zerwanie z seksistowską wizją kobiety jako księżniczki na ziarnku grochu. Taką kobietę, czy raczej kobietkę, mężczyzna ma zdobywać, obłaskawiać i hołubić – najlepiej w infantylny sposób. Ma kupować kwiaty cięte, bombonierki, i tańczyć wokół swej wybranki na zadnich łapach - jeśli tego zaś nie uczyni, to nabzdyczona wybranka odpłaci mu swym chłodem. W najlepszym wypadku będzie siedzieć i milczeć wymownie. W ten wyjątkowo jadowity i okrutny sposób uzmysłowi nam, jaka to ona jest kochająca i wrażliwa, a my prymitywni i niewrażliwi.
Nie jest tak, że jedynie narzekam. Zgłaszam pomysł obchodzenia Walentynek w sposób, który dawałby upust kobiecej wrażliwości i empatii. Niechże to kobiety wezmą na siebie brzemię pamiętania, szykowania i celebrowania. Niech się zastanawiają co nam kupić, jak sprawić przyjemność – byle nie poprzestawały na banalnych kwiatach i bombonierkach. Jeśli brak im pomysłowości co do prezentów, to wystarczy zapytać sprzedawcę w dziale elektronarzędzia marketu budowlanego. Starczy przecież byle drobiazg: walentynkowy zestaw wierteł, zapakowany w papier w serduszka komplet śrubokrętów. Nie chciałbym krępować pomysłowości drogich pań sugestiami dotyczącymi majsterkowania, bo przecież zawsze może być ulubiona płyta, książka, czy butelka alkoholu. Na marginesie zaznaczę, że kupowanie alkoholu ma pewną przewagę nad książkami. Nawet jeśli ukochany już ma dokładnie taką samą butelkę, to druga identyczna też się przyda...
Sugestie moje nie ograniczają się jedynie do wskazówek dla pań. Mam i dla panów. Jeśli ukochana nie przygotuje satysfakcjonującego nas programu obchodów walentynek, siedzimy nabzdyczeni. Swym wyniosłym chłodem - a jeśli to nie skutkuje, to nawet złośliwością - okazujemy jak bardzo podeptano nasze uczucia.
Miłej zabawy!
