Jeszcze jako dziecko słyszałem, że Polska jest biedna, bo „Ruscy” nas okradają. Potem, kiedyśmy się już wyswobodzili, winnymi naszej biedy okazali się być Żydzi. Ostatnio coraz częściej słyszę, że ciemięży nas Watykan. Co za dziwny naród, który wciąż szuka winnego swej własnej głupoty.
REKLAMA
Z tymi „Ruskimi” to prawdy trochę było, bo przecież ZSRR narzucił nam ustrój skazujący na nędzę i upokorzenia. Ale tak Bogiem a prawdą, to Rosjanie nas wcale nie okradali – o czym przekonaliśmy się dobitnie po 1989 roku. Właśnie wtedy, kiedy Rosjanie przestali nas „okradać”, zaczęliśmy gwałtownie ubożeć. W odpowiedzi na to, popularność kompromitująco dużą zyskiwała teza o Żydach, którzy - pod nieobecność „Ruskich” - zaczęli grabić naszą kochaną ojczyznę. Pamiętam to gorączkowe wyliczanie nazwisk polityków, którzy mieli być Żydami, tę podejrzliwość wobec cudzoziemskich inwestorów. Ale minęlo kilka lat, i zdrowa tkanka narodu odsunęła od władzy znienawidzonych jajogłowych Żydów z Unii Wolności, a rządzić zaczęły krzepkie, czerstwe polskie chamy z Samoobrony do wtóru z Ligą Polskich Rodzin. Trudno jakoś powtarzać, że rządzą Żydzi, gdy wicepremierem jest Giertych, ale coś wymyśleć trzeba, bo wciąż nam jest źle, wciąż jesteśmy biedni. Coraz więc częściej słychać głosy, że tak naprawdę, to jesteśmy kolonią Watykanu, że rządzą biskupi, że Kościół Katolicki jest w Polsce hegemonem. Czyżbyśmy wreszcie dociekli prawdziwego źródła wszelkiego zła, czy tylko wynaleźliśmy kolejnego winnego naszej mizeroty?
Nie twierdzę, że biskupi nie mają wpływy na nasze życie publiczne, a wpływ ten jest wyłącznie pozytywny. Mógłbym napisać sporo o arogancji niektórych duchownych, ich wąskich horyzontach intelektualnych, przeczącej cnotom ewangelicznym postawie, etc. To wszystko prawda, ale zastanówmy się przez chwilę, co by się działo gdyby nagle kościół za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikł . Niektórzy antyklerykałowie wierzą, że zwyciężyłby rozum i sprawiedliwość, a społeczeństwo rozwijałoby się harmonijnie ku wspólnemu zadowoleniu. Mnie taka naiwność (czy raczej zacietrzewienie) przypomina logikę Jarosława Kaczyńskiego, czy Tadeusza Rydzyka. Oni też wierzą, że istnieją jacyś źli (agenci, zdrajcy, Ruscy, masoni, itp.) którzy są winni wszelkim nieprawościom. I dlatego Kaczyński zamiast robić coś pozytywnego, wciąż walczy z tymi złymi. Podobne zacietrzewienie, czy raczej cyniczne wyrachowanie, dostrzegam w czasami demagogicznej kampanii antykościelnej. Zamiast coś konstruktywnego zaproponować, jeszcze raz usiłuje się ludzi nabrać na jakże pożądane kłamstwo: "Jesteście biedni, bo was okradają, wyzyskują!". Kwestią faktów jest, że wszystkie świadczenia na rzecz KK to ułamek ułamka w budżecie państwa, i ich likwidacja – choć pożądana i moralnie słuszna – absolutnie niczego by nie zmieniła w położeniu materialnym Polaków. Co do morale, to też chyba bez przesady: przez blisko pół wieku rządzili marksiści, a pomimo to królowały nietolerancja, ciemnota, obskuranctwo. Powtarzać można oczywiście, że te złe cechy wynikają z wielowiekowej propagandy katolickiej, ale przecież choćby pobieżna znajomość historii powinna skłaniać do większego obiektywizmu. Dostrzeganie w chrześcijanach wyłącznie wad charakterologicznych i niesamodzielności intelektualnej to chyba przesada...
Jestem gorącym zwolennikiem likwidacji finansowania KK przez państwo, jestem oburzony lokajskimi manierami naszych polityków, którzy na wyprzódki zabiegają o poparcie biskupów. Ale jestem także wysoce zaniepokojony narastająca demagogią, skierowaną przeciw nowemu wrogowi - Kościołowi Katolickiemu. I nie chodzi o moje sympatie wobec purpuratów, ale o sprzeciw wobec taniej manipulacji. Tak samo, jak nie wierzę, by wszelkiemu złu na świecie winni byli Żydzi, tak samo „nie kupuję” spiskowej teorii dziejów w przypadku Watykanu.
P.S.
Spodziewam się, że większość Polaków żyje wciąż w przeświadczeniu, że ZSRR nas okradał, więc na marginesie (w największym skrócie) wyjaśniam: Za komuny wymienialiśmy nasze produkty za rosyjską ropę i gaz. Byliśmy przekonani, że tracimy na tym, aż przyszedł rok 1989. Wtedy zaczęliśmy się rozliczać na warunkach rynkowych, i co się okazało? Rosjanie z powodzeniem zaczęli sprzedawać swoje surowce za dolary na światowych rynkach, a my jakoś nie mogliśmy sprzedawać za dolary swojej kiepskiej i nienowoczesnej produkcji. Ja wiem, że rachunki są bardzo zawile, ale zamiast powtarzać obiegowe sądy, dobrze wziąć pod uwagę istotny szczegół: Rosjanie dawali nam produkty pełnowartościowe, zbywalne na światowych rynkach za dewizy. My dawaliśmy w rozliczeniu towary, za które nie byliśmy w stanie pozyskać dewiz na światowych rynkach. Fakt to oczywisty, a kto chce się spierać, odsyłam do roczników statystycznych sprzed i po 1989 roku.
Spodziewam się, że większość Polaków żyje wciąż w przeświadczeniu, że ZSRR nas okradał, więc na marginesie (w największym skrócie) wyjaśniam: Za komuny wymienialiśmy nasze produkty za rosyjską ropę i gaz. Byliśmy przekonani, że tracimy na tym, aż przyszedł rok 1989. Wtedy zaczęliśmy się rozliczać na warunkach rynkowych, i co się okazało? Rosjanie z powodzeniem zaczęli sprzedawać swoje surowce za dolary na światowych rynkach, a my jakoś nie mogliśmy sprzedawać za dolary swojej kiepskiej i nienowoczesnej produkcji. Ja wiem, że rachunki są bardzo zawile, ale zamiast powtarzać obiegowe sądy, dobrze wziąć pod uwagę istotny szczegół: Rosjanie dawali nam produkty pełnowartościowe, zbywalne na światowych rynkach za dewizy. My dawaliśmy w rozliczeniu towary, za które nie byliśmy w stanie pozyskać dewiz na światowych rynkach. Fakt to oczywisty, a kto chce się spierać, odsyłam do roczników statystycznych sprzed i po 1989 roku.
