Nie zgadzam się z Jerzym Owsiakiem, który narzeka na obniżenie poziomu etyki lekarskiej. ...To znaczy zgadzam się o tyle, że poziom etyki lekarzy jest niski - ale przyczyn należy szukać poza samym środowiskiem lekarskim.
REKLAMA
Ani humanistyczne zainteresowania, ani wykształcenie - dopiero moje doświadczenia przy uruchamianiu firmy meblarskiej pozwoliły mi w pełni zrozumieć tajemnicę zarówno katastrofy smoleńskiej, jak i niedawnej śmierci 2,5 letniej dziewczynki w Łodzi. Nie szydzę z ludzkich tragedii, ani nie próbuję grać trupem dziecka – jak to robi ten ulizany dupek Hofman. Widzę po prostu wspólny mianownik zarówno wymienionych tragedii, jak i banalnych porażek, jakie co dzień odnosimy w starciu z rzeczywistością. Moim zdaniem winna jest zwyczajna, wszechogarniająca bylejakość.
Nie chcę się dać ponieść (słusznemu skądinąd) oburzeniu na kogoś, kto nie posyła karetki do chorego dziecka. Nie uważam bowiem, że to akurat brak empatii pracowników służby stanowi przyczynę. Prawda jest taka, że w służbie zdrowie, w wodociągach, w urzędzie skarbowym, i w leśnictwie – wszędzie pokutuje duch chłopa pańszczyźnianego niewolonego do niechcianej i nielubianej pracy. A może inaczej? Może jest to spuścizna po zubożonej szlachcie, którą dopiero ruina majątku zmuszała do podjęcia pogardzanej pracy? Nie wiem, ale widzę wyraźnie, że powszechne jest wykonywanie swoich obowiązków tak dramatycznie byle jak, że aż zęby bolą.
Od dwóch lat usiłuję zrealizować swoje marzenie, to jest uruchomić firmę meblarską. Angażuje w to przedsięwzięcie mnóstwo znajomych architektów, scenografów i projektantów ale wszystko rozbija się o katastrofalna jakość wykonawców. Dramat polega zaś nie na tym, że ktoś czegoś zrobić nie umie, ale że zrobić mu się tego nie chce, a w każdym razie nie do końca. Czy mam zliczać i opisywać w szczegółach wszystkie te niechlujnie wykonane detale, te popaćkane farbą powierzchnie, chybocące się piony i poziomy? Nie ma sensu, bo każdy chyba, kto przeprowadzał byle remont – sam osobiście doświadczył bolesnych rozczarowań.
Co mnie ciekawi, to przyczyna dramatycznego brakoróbstwa. Frapuje mnie fakt, że ludzie wykonujący jakąś pracę zdają się mieć jej rezultaty najzwyczajniej w dupie. Czy nie poruszył Was stoicki spokój fachowców, którym pokazujecie kolejne żenujące wręcz niedoróbki? Bo mnie to fascynuje! Pokazuje się takiemu mistrzowi najoczywistszą fuszerkę, a ten przyjmuje to z podziwu godną równowaga psychiczną. Reklamacje uwzględnia, bądź nie – ale zdaje się być całkowicie zdystansowany od faktu, że efekt jego pracy jest opłakany. Zdaje się nie mieć do siebie żadnych absolutnie zastrzeżeń, a całe niemiłe zajście tłumaczyć jedynie tym, że klient jest marudny.
Doprawdy, największym osiągnięciem minionych dwóch lat nie są konkretne projekty, a trzej rzemieślnicy, których wyłoniłem spośród blisko setki z którą usiłowałem nawiązać współpracę. Co z pozostałymi kilkudziesięcioma, których najchętniej skazałbym na dożywocie za sabotaż? Ano, funkcjonują jakoś...
Absolutnie nie chcę szydzić z przysłowiowego „pana Zenka”, co to ma beret z antenką. Bylejakość jest cechą immanentną polskiej rzeczywistości, i choć z pewnością istnieją od niej chlubne wyjątki, to właśnie ona określa naszą rzeczywistość. Jestem przekonany, że nie tylko budowlańcy, ale także prawnicy, nauczyciele, informatycy i wszelkiej maści inteligencja pracująca – wszystkie grupy zawodowe najzwyczajniej pieprzą robotę. Przecież to ta bylejakość doprowadziła do katastrofy smoleńskiej, to bylejakość sprawia, że trzeba poprawiać nowe autostrady, że ZUS po wydaniu miliardów na informatykę wciąż nie wie, ile kto wpłaca pieniędzy. Dlatego nie ma się co wyzłaszczać akurat na lekarzy, którzy jakoby dramatycznie odstają poziomem etycznym od reszty społeczeństwa. Bo jaki ten poziom, do cholery, jest?
P.S. Po namyśle wywołanym przez głosy komentatorów doszedłem do wniosku, że może winna jest nasza narodowa duma, nasz honor oparty na Powstaniu Warszawskim, etc. Gdybyśmy poczucie osobistej wartości musieli budować na wykonywanej pracy, może wyglądała by ona inaczej.
