Choć wybrzmiewają już echa obchodów 8 marca, chciałem stanowczo zaapelować o równouprawnienie. Nie, nie równouprawnienie kobiet. Równouprawnienie kobiet i mężczyzn!

REKLAMA
Dziś byłem z moją siedmioletnią córką u psychologa. Pani najpierw zaprosiła do gabinetu dziecko, potem wyszła do mnie na korytarz i zapytała, czy sam będę z nią rozmawiał, czy... przyjdzie żona (bo ona - znaczy się psycholog - rozumie, że ja tylko podwiozłem dziecko w zastępstwie żony). Powiedziałem, że postaram się sprostać tej konwersacji i wszedłem do gabinetu. Pani psycholog początkowo rozmawiała zdawkowo, jakby podejrzewając, że jestem jedynie rozmówcą zastępczym - pod nieobecność żony. Dopiero potem - w miarę jak się okazało, że jako tako znam swoje dziecko, wiem jak się zachowuje na zajęciach dodatkowych (bo je tam zawożę), że czytam dziecku książki przed snem, że sam (bez żony) byłem z dziećmi na wakacjach - pani się rozkręciła i zaczęła ze mną rozmawiać normalnie, tj. przekazała mi swoje zalecenia dotyczące dziecka. Na koniec jednak przypomniała sobie o swych obawach, bo dała nr telefonu „na wypadek jeśliby żona chciała sama porozmawiać”. Zapewniłem, że nie jestem dementem, więc nie będzie potrzeby marnować jej czasu na powtarzanie czegoś, co już zostało powiedziane. Pani psycholog uśmiechnęła się zdawkowo.
Drażni mnie protekcjonalne traktowanie w każdej sytuacji, a już w kwestii mego ojcostwa denerwuje mnie w najwyższym stopniu. Pani psycholog najwyraźniej traktuje zaangażowanie ojca w życie rodziny w ten sposób, że tata jest bankomatem i taksówkarzem. Rozmawiać z nim o życiu emocjonalnym siedmioletniej dziewczynki wydaje się jej nieco dziwaczne.
Ja oczywiście jestem szowinistyczną świnią, zaś w moich fantazjach kobiety odgrywają rolę dalece odmienną od mistrza duchowego, krynicy mądrości i autorytetu. ...Ale nie znaczy to, że nie jestem w stanie sprostać roli rodzica. Celowo nie piszę ojca, bo jak wspomniałem powyżej, rola ojca w powszechnym mniemaniu ogranicza się do sponsoringu i usług transportowych.
Mojego głosu nie należy rozumieć jako protestu przeciwko postulatom feministek – wręcz przeciwnie: choćby to drobne doświadczenie dało mi odczuć, jak niesprawiedliwe, głupie i przykre jest dyskredytowanie kogoś ze względu na płeć. Często pisze się i mówi o „równouprawnieniu kobiet”. Elementarna dyscyplina logiczna nakazuje, by równouprawnienie i równe traktowanie dotyczyło wszystkich, a nie tylko jednej ze stron.
...By zaś nie kończyć lamentem, ale wnioskiem konstruktywnym proponuję, by z okazji dnia kobiet mężczyźni dawali paniom po butelce whiskey, a kobiety mężczyznom kwiaty - by zaakcentować kwestię ich niedo/rozwoju (niepotrzebne skreślić) emocjonalnego i wrażliwości.