Różnica pomiędzy Funduszem Kościelnym, a darowizną poprzez PIT może wyglądać tak, jak różnica pomiędzy rozmową z szefem, a wpisem na jego temat w zakładowej ubikacji.

REKLAMA
Kościół od swego zarania żyje z darowizn, a jałmużna ma nawet swoje uzasadnienie teologiczne. Przyzwyczajeni jesteśmy do tacy, opłat "co łaska", dobrowolnych zbiórek, etc. Wszystko to jednak odbywa się w jakimś społecznym kontekście, wiadomo kto bierze i kto daje. Z reguły biorący i dający patrzą sobie w oczy, a co nie mniej ważne, z boku przyglądają się im jeszcze inni. PITy wypełniamy zaś bez dozoru, bez kontroli. Czy więc równie hojnie sypniemy groszem za pośrednictwem urzędów skarbowych, gdy nie możemy liczyć na choćby zdawkowy uśmiech i krzepiące słowa: Bóg zapłać! Nawet Ojciec Rydzyk wie, że darczyńców trzeba nagradzać dobrym słowem. Dziękuje im imiennie w przerwach między audycjami...
Skłonny jestem przypuszczać, że zupełnie inaczej wygląda chęć finansowego wsparcia Kościoła, gdy sam akt darowizny - bądź jej zaniechanie - odbywa się anonimowo. Pozbawieni społecznej kontroli decydować będziemy naprawdę wedle swej woli. I chyba tego biskupi mają prawo się obawiać. Nie dlatego, by społeczeństwo źle im życzyło, ale dlatego, że akurat w kwestiach finansowych Kościół oceniany jest dość krytycznie. Zresztą nie chcę przesądzać sprawy i pytam niniejszym czytelników: ile wierzących i praktykujących osób w Waszym otoczeniu krytykuje pazerność księży? Czy nie sądzicie, że tacy właśnie praktykujący katolicy mogą w sytuacji anonimowej dać upust swej niechęci wobec butnego biskupa, czy choćby proboszcza jeżdżącego lepszym niż oni samochodem?
Ciekaw jestem Waszych, drodzy czytelnicy opinii. Ja osobiście jestem zdania, że szacunki co do procenta obywateli chcących wspierać Kościół, sporządzane na podstawie odsetka osób wierzących czy nawet praktykujących - wszystko to jest wróżenie z fusów. Poza tym, same procenty nie dają rzeczywistego obrazu sytuacji. Wspomnieć należy choćby taki drobny szczegół, że najwięcej lojalnych członków Kościoła zamieszkuje polską wieś, a rolnicy de facto nie płacą podatku dochodowego.