Jeśli chcemy by wszystko zostało tak jak jest, wszystko musi się zmienić. „Lampart” – Giuseppe Tomasi di Lampedusa
REKLAMA
Nie śmiem podejrzewać papieża Franciszka o cynizm, który cechował młodego bohatera wybitnej i jakże czarującej książki di Lampedusy. Tancredi, ulubiony siostrzeniec tytułowego Lamparta, chcąc w czasach przewrotu zachować potęgę i splendor arystokratycznego rodu, żeni się z mieszczanką i przywdziewa kostium demokraty. To on, w rozmowie ze swym stryjem, wypowiada cytowane powyżej słowa o zmianach czynionych po to, żeby wszystko zostało tak jak jest. Wybór skromnego i bezpośredniego amatora komunikacji miejskiej na papieża był odtrąbiony jako triumf nad watykańską konserwą. Paradoksalnie jednak, to właśnie konserwatywni kardynałowie najbardziej potrzebowali takiego papieża, jak Franciszek.
Liczne skandale dworskie nękające Watykan, podejrzane operacje finansowe banku watykańskiego, wreszcie hańba tuszowania przestępstw seksualnych popełnianych przez księży – wszystko to domagało się całkiem nowego otwarcia, jakiegoś przełomu, który pozwoliłby odciąć się od niechlubnej przeszłości. Nie dziw więc, że z taką uwagą śledzono wybór nowego papieża. Zaskoczenie wyborem nie-europejczyka było nie mniejsze, niż entuzjazm dla skromności nowego papieża, który nawet będąc już arcybiskupem mieszkał ubogo, sam sobie gotował, jeździł metrem. Nieufnych przekonały bez reszty kolejne doniesienia o tym, jak to nowy papież sam obsługuje telefon, mieszka w hotelu zamiast w apartamentach, psa pogłaska, dziecko przytuli, kardynałom nie da premii, itp. Oprócz gestów były też ważkie słowa o kościele ubogim dla ubogich, o służbie, o potrzebie skromności. Wierni się cieszą, a nawet sceptyczni niedowiarkowie z uznaniem podchodzą do nowego papieża. Kościół od dawna potrzebował lidera, który umiałby zaskarbić sobie sympatię i życzliwość, bo apelować o ślepe posłuszeństwo już niepodobna.
Nic tak skutecznie nie zjednuje tłumów, jak skromność w kwestiach finansowych, pokora, szacunek dla prostych ludzi. Wybór arcybiskupa Buenos Aires uznano powszechnie za klęskę kurialistów, a ja nie zdziwiłbym się, gdyby to właśnie oni głosowali na ujmującego prostotą i skromnością jezuitę z Ameryki Południowej. Czy bowiem nie jest tak, że za sprawą wystąpień Franciszka, Watykan zyskał uznanie i szacunek... niczego właściwie nie zmieniając?
Czy papież Franciszek wypleni zepsucie w kościele katolickim; czy weźmie się – jak chcą liczni wierni i niewierni – za pysznych i aroganckich purpuratów? Nie wiem, ale jedyne fakty związane z ukróceniem kardynalskiej pychy to odmowa przekazania jakiegoś apartamentu w użytkowanie dostojnikowi kurii watykańskiej, oraz obcięcie kardynałom premii i pozostawienie ich na „gołej” pensji w wysokości 5 tys euro. Próbuję wychwycić jakieś fakty spośród wrzawy krzykliwych doniesień prasowych – bo wiadomo, dziennikarze ekscytują się byle bzdurą: że papież pogłaskał psa, przytulił dziecko, pojechał autobusem, zadzwonił telefonem. Nie szydzę z gestów i pięknych słów, ale przecież prawdziwa słabość kościoła katolickiego nie polegała na niedomaganiu w kwestii pięknych słów i gestów! Tych zawsze było mnóstwo, aż niekiedy brało na mdłości...
Papież różni się od Królowej Angielskiej nie tylko garderobą, ale i faktem posiadania bardzo realnej władzy. Byle dekrecik, i już następnego dnia kobiety mogłyby wstępować do seminarium, jedna bulla, a system wyboru biskupów mógłby uwzględniać głos samych wiernych, znudzonych ciągłymi porównaniami do trzody. A może jakiś głos w sprawie homoseksualistów? Jeśli nie to, to co właściwie zamierza odmienić Franciszek? Status majątkowy kościoła? Nie słyszałem jakiejś deklaracji, by kościół chciał np. rezygnować z dotacji z budżetu, wyzbyć się części swych bogactw. A więc co wreszcie? Zwyczaje w kwestii doboru garderoby i biżuterii przez dostojników kościelnych? Gesty i wezwania Franciszka spore wrażenie robią na wiernych, ale jakoś nie słychać, by robiły wrażenie na przykład na biskupach. Nie słyszałem by którykolwiek z nich powiedział: „wezwanie papieża i jego krytykę postawy księży biorę sobie do serca. Na pewno wiele mogę zmienić w swoim postępowaniu”. Czy którykolwiek wyraził skruchę, zadeklarował chęć poprawy? Może więc słowa papieża Franciszka napominające księży nie są wcale do nich kierowane? Może wzruszać się nimi mają wyłącznie wierni?
To oczywiście jest możliwe, że małostkowości i prymitywizm nie pozwalają mi dostrzec epokowych zmian, jakie zwiastują piękne gesty i mądre słowa papieża Franciszka. Mi jednak wyjątkowo skutecznie zapadło w pamięć bardzo inteligentne napomnienie udzielone ludzkości przez pewnego żydowskiego rzemieślnik z Nazaretu. Omawiając kwestię wiarygodności różnych złotoustych mówców powiedział zwięźle: „Po owocach ich poznacie”!
