Byłem pod sejmem razem z protestującymi głuchymi. Nic nie zrozumiałem z ich postulatów. I właśnie o tym chciałem coś napisać...
REKLAMA
Pracując jako operator wystrzegam się jak ognia tematów politycznych. Traf jednak chciał, że trafiłem pod sejm, gdzie demonstrowało środowisko ludzi głuchych. Niechętnie wtłoczyłem się w tłum, ale już po chwili byłem absolutnie oniemiały. Choć nie jedną imprezę masową już widziałem, to ta demonstracja wywarła na mnie absolutnie piorunujące wrażenie.
Po pierwsze, byłem wstrząśnięty widokiem jak z filmów Felliniego. Wokół mnie rozemocjonowany „milczący” tłum porozumiewając się wyłącznie niezrozumiałym dla mnie kodem. Młodzi, starzy, pary, matki z dziećmi w wózkach – wszyscy gestykulowali milcząc. Zazwyczaj, kiedy widzimy migających na ulicy ludzi, to jest to dwójka, najwyżej trójka przemykających chyłkiem postaci. ...Ale tłum migających ludzi? Sam wstydzę się trochę takiej głupiej konstatacji, ale cóż – szczerze mówiąc - to było zupełnie niesamowite.
Moje osłupienie ustąpiło miejsca wzruszeniu pomieszanemu z przerażeniem, kiedy dotarłem na czoło tłumu. Stojący przed szlabanem sejmowym ludzie podekscytowali się widząc zwróconą na nich telewizyjną kamerę – jedną, jedyną zresztą. Wzruszenie niemal mnie sparaliżowało, bo setki ludzi chciały jednocześnie coś mi przekazać, coś do mnie wykrzyczeć! A ja nic nie rozumiałem...
Nagrałem „wypowiedź” jednego z liderów, który migał wprost do mego obiektywu – z pewnością artykułując postulaty i żądania swego środowiska. Nie odebrałem nic z tego przekazu w warstwie intelektualnej, ale bardzo silnie odebrałem wszystko emocjonalnie. Czułem entuzjazm ludzi, którzy chcą być wysłuchani i zrozumiani; czułem olbrzymie napięcie płynące z faktu, że otóż ktoś chce ich wysłuchać. Czułem także własną frustrację, że ja tego komunikatu kompletnie nie rozumiem.
Nagrałem „wypowiedź” jednego z liderów, który migał wprost do mego obiektywu – z pewnością artykułując postulaty i żądania swego środowiska. Nie odebrałem nic z tego przekazu w warstwie intelektualnej, ale bardzo silnie odebrałem wszystko emocjonalnie. Czułem entuzjazm ludzi, którzy chcą być wysłuchani i zrozumiani; czułem olbrzymie napięcie płynące z faktu, że otóż ktoś chce ich wysłuchać. Czułem także własną frustrację, że ja tego komunikatu kompletnie nie rozumiem.
P.S. Niejednokrotnie widziałem demonstracje obserwowane z największą pilnością przez dziennikarzy. Uczestnicy tych głośnych demonstracji najczęściej nie mieli absolutnie nic nowego do powiedzenia, a na ich twarzach rysowała się wyłącznie zaciekłość i tępota. Dziś widziałem tłum uśmiechających się ludzi, którzy bardzo starali się powiedzieć coś nowego, coś ważnego. Tylko mało kto ich słuchał.
