Premier Tusk gratuluje finalistkom I Wyborów Miss Polski na Wózku
Premier Tusk gratuluje finalistkom I Wyborów Miss Polski na Wózku

Miałem okazję oglądać finał I Wyborów Miss Polski na Wózku. Przyznam, że pomimo urody i wdzięku startujących kobiet, całość zrobiła na mnie dość ponure wrażenie.

REKLAMA
Na wstępie zaznaczę, że znam złotą zasadę prawa, iż „chcącemu nie dzieje się krzywda” - nie myślę więć komentować motywacji, emocji i zachowań samych uczestniczek konkursu. Pragnę, na gorąco, podzielić się wątpliwościami adresowanymi raczej do organizatorów, dziennikarzy i oglądających Wybory Miss Polski na wózku. Skoro bowiem imprezę objęła partonatem Pani Marszałek Sejmu Ewa Kopacz, a finał obserwował osobiście premier Donald Tusk, to mamy do czynienia z akcją publiczną, której społeczny wydzwięk wydaje się ważki i znaczący dla najważniejszych osób w Polsce.
Uroczystą galę, która odbyła się w niedzielny wieczór w Ciechocinku, prowadziło dwóch dziennikarzy – po jedynym z TVN, oraz 1 PR. Polskiego Radia. Obaj byli świadomi szczególnego charakteru tych wyborów, więc do uczestniczek zwracali się z rewerencjami, a jeśli już pozwalali sobie na żarty, to żartowali z samych siebie nawzajem. Ani śladu protekcjonalnego tonu, półuśmieszków, jakimi prowadzący zwykli kwitować wypowiedzi finalistek konwencjonalnych wyborów Miss, w stylu „interesuję się renesansem, kocham dzieci, pragnę się zajmować ochroną środowiska, oraz pokojem na świecie”. W Ciechocinku prowadzący byli jak najdalsi od prezentowania kandydatek, jako płochych dziewczyn wiedzionych pustotą. Wręcz przeciwnie, sugerowali oglądającym, by patrzeć na finalistki, jak na osoby dzielne i mądre, które swoją godną postawą walczą o integrację osób niepełnosprawnych w społeczeństwie. By zaś nie pozwolić widzom (i uczestniczkom), zapomnieć o cywilizacyjnej misji wyborów miss na wózku, kondydatkom zadawali np. pytanie: kto spośród osób niepełnosprawnych jest dla ciebie autorytetem. Zupełnie tak, jakby osoby niepołnosprawne stanowiły jakiś inny gatunek ludzi, szczególnie pod względem zasługiwania na szacunek czu autorytet.
Sam premier, składając gratulacje wszystkim finalistkom, zachował się taktownie i sympatycznie, choć nie udało mu się uniknąć patosu. I właśnie o ten patos, tę misję cywilizacyjną mi chodzi, ona właśnie budzi największe moje wątpliwości.
Słowo „integracja” odmieniano podczas finałowej gali na wszystkie przypadki, a ja miałem nieodparte wrażenie, że uczestniczę w imprezie gettowej, podczas której nikt (może poza samymi finalistkami), nie usiłuje zapomnieć o oczywistym podziale na tych na wózkach, oraz resztę świata. Organizacja gali w Ciechocinku, znanym centrum rehabilitacyjnym, poprzedzanie występów finalistek prezentacją wózków inwalidzkich, oraz pouczenia ze sceny, by nie dawać jałmużny żebrzącym niepełnosprawnym, bo oni przecież mogą przyjechać do Ciechocinka i się tu zrehabilitować – wszystko to podkreślało wybitnie środowiskowy, gettowy właśnie charakter Wyborów Miss na wózku. Zresztą już sam pomysł konkursu piękności a la olimpada specjalna, zawiera w sobie rys dyskryminacji. O ile bowiem zrozumiałym jest, że nie mogą konkurować na równych prawach w bieganiu osoby z nogami, oraz osoby bez nóg – to kwestia piękna i wdzięku zdaje się być uwolniona od zależności zwiazanych z funcjonowaniem rdzenia kręgowego. Czy naprawdę Monika Belluci jest mniej piękna, gdy siedzi na krześle? Taka Nike z Samotraki wprawia w zachwyt subtelnych amatorów piękna, choć jej anatomia też odbiega nieco od normy (nie ma rąk, ani nawet głowy).
Pomysł, by dostrzec piękno i wdzięk kobiet na wózkach wydaje mi się ze wszech miar oczywisty, ale urzeczywistnienie tego w formie Wyborów Miss Polski na wózku – już zdecydowanie nie. Jeśli miałaby to być wyłącznie impreza środowiskowa – to wszystko zależy od woli uczestników. Jeśli zaś Marszałkini Sejmu i Premier RP chcą wspierać podobne show, jako cenną społecznie inicjatywę służącą integracji, to obawiam się że pomimo ich dobrych chęci (w które nie mam powodu wątpić), takie poparcie sankconuje jedynie segregację. To troszkę tak, jakby białe dzieci w szkole nie grały w piłkę z dziećmi czarnymi. Chcąc zatem położyć kres takiej niesprawiedliwości, nauczyciele zorganizować by mieli mecz – wyłącznie dla dzieci czarnych! I w ten sposób integrowano by dzieci, bo wszystkie grałyby wszak w piłkę (białe z białymi; czarne z czarnymi).
Wiem, że przykład z białymi i czarnymi dziećmi jest może przyciężki intelektualnie, ale zamiast pastwić się nad moim konceptem, zastanówcie się, jakbyście odebrali dziewczynę na wózku podczas normalnych wyborób Miss Polonia. Czy umilibyście potraktować ją całkiem fair, całkiem sprawiedliwie? Czy niepełnosprawność nie przeszkodziłaby Wam zachwycić się jej urodą, albo pośmiać się z jej pustoty, jeśliby się okazało, że „interesuje się renesansem, kocha dzieci i pragnie się zajmować ochroną środowiska, oraz pokojem na świecie”?