Cat-Mackiewicz mawiał, że w przypadku zarzutów kierowanych pod adresem polityków obowiązuje zasada: nie ważne czy prawdziwe – ważne czy prawdopodobne. Odnoszę te słowa do dyskusji o zaangażowaniu polityków SLD w kwestie tajnych więzień CIA w Polsce.

REKLAMA
Zastanówmy się więc, czy to możliwe, by najważniejsi dostojnicy państwa polskiego decydowali się na dyskretną współpracę z największym mocarstwem świata. Mieliby się mianowicie zgodzić na użyczenie jakiejś zaszytej w głuszy bazy, by tam agenci służb specjalnych zaprzyjaźnionego mocarstwa robili... cholera wie co - po co dopytywać. No właśnie, czy to możliwe, by Miller, Kwaśniewski zgodzili się na coś takiego!
Ponad wszelką wątpliwość, słuszna wydaje mi się teza, że owszem: to jest jak najbardziej możliwe, że zarówno Kwaśniewski, Miller, jak i pomniejsi urzędnicy wykonujący ich zalecenia zgadzali się na niekonstytucyjne działania w imię budowania dobrych relacji (czytaj: zaskarbienia sobie wdzięczności) USA. Dlaczego ośmielam się tak mówić/pisać? Bo dygnitarze PZPR uznawali historyczną konieczność w imię której należało ciemiężyć obywateli własnego kraju, by sprostać oczekiwaniom podówczas wielkiego mocarstwa. Do jasnej cholery, czy nikt już nie pamięta, że oni współtworzyli władzę strzelającą do swoich obywateli, zamykającą ich w więzieniach. Najwierniejsi obrońcy wprowadzenia stanu wojennego za argument najsilniejszy podają konieczność uwzględnienia stanowiska ZSRR wobec Solidarności. Wydaje mi się jak najbardziej prawdopodobne, że ludzie, którzy akceptowali konieczność łamania konstytucji wobec własnych obywateli – w imię oczekiwań zaprzyjaźnionego mocarstwa, tak samo akceptowali łamanie praw obywateli innych krajów – w imię oczekiwań zaprzyjaźnionego mocarstwa. To chyba dość proste rozumowanie.
Już się rumienię na myśl o zarzutach, jak pochopnie oceniam ludzi, jak łatwo wyrokuję na podstawie wydarzeń sprzed lat 30 lub nawet 40 lat. Ano trudno i darmo, rzeczywiście uważam, że ważkie życiowe wybory świadczą o nas. Jeśli ktoś przez kilkadziesiąt lat swego życia szedł pod prąd, ryzykował życiem i znosił prześladowania, to prawdopodobnie ma kręgosłup moralny. Jeśli ktoś w latach 70. i 80. angażował się w całkowicie zdyskredytowaną moralnie władzę komunistyczną, to prawdopodobnie jest oportunistą. I dlatego, gdyby to Władysław Bartoszewski miałby być oskarżanym o zgodę na tortury, byle tylko spełnić oczekiwania zaprzyjaźnionego mocarstwa - krzyczałbym, że to niemożliwe. Jeśli jednak taka sama sytuacja dotyczy Kwaśniewskiego czy Millera, to twierdzę, że to bardzo prawdopodobne. Obaj bowiem w nowych, demokratycznych czasach mogli i zdołali drętwą nowomowę komunistyczną zastąpić swojskim ludycznym populizmem, czy nawet nauczyć się disco polo. Wątpliwe jednak, by którykolwiek z nich z karierowicza zmienił się w faceta z charakterem.