Czy politycy popierają skłotersów (squat'ersów), czy tylko brak im odwagi cywilnej, by zaprotestować przeciwko socjopatycznym wybrykom?
REKLAMA
Przez media przelewa się wrzawa dotycząca skłotersów, czyli amatorów nieodpłatnego zamieszkiwania cudzych lokali, najczęściej usytuowanych w centrum miasta. Włodarze miasta ważą słowa; konsensus i dialog odmieniają na wszystkie możliwe przypadki. Politycy demonstrują idealizm i wrażliwość społeczną wobec tych dzisiejszych beatników. Wojciech Olejniczak pisze na blogu, że skłotersi zwracają uwagę na ważkie zagadnienia, to jest: problem drożyzny w nieruchomościach warszawskich, oraz życia kulturalnego miasta. ...Zupełnie tak, jakby ani on, ani inni Warszawiacy nie zorientowali się do tej pory w kwestii oferty mieszkaniowej. Brawo za spostrzegawczość!
Czemu się czepiam? Bo brak mi jednego jedynego polityka, który poszedłby wesprzeć policjantów narażonych na konfrontację siłową z tą socjopatyczną młodzieżą. Nikt nie powie, że jego zdaniem skłotersi tym różnią się od podopiecznych domów opieki społecznej, schronisk i noclegowni, że łamią prawo w sposób zuchwały. Ja osobiście wielokrotnie odwiedzałem jako dziennikarz domy samotnej matki, w których mieszka wiele bardzo dzielnych i bardzo skrzywdzonych kobiet, które rozpaczliwie usiłują stanąć na nogi. Nie są przy tym tak bezczelne, by gwałtem zajmować nieruchomości w centrum Warszawy i domagać się społecznego uznania dla swej samowoli. Czy problem samotnych matek zwraca uwagę Wojciecha Olejniczaka na cokolwiek? Pewnie nie, bo o kobietach już było, 8 marca.
Nie domagam się, by wszyscy politycy wystąpili przeciw skłotersom – niech jedni ich wspierają (najlepiej ze swoich prywatnych pieniędzy), inni zaś niech się im sprzeciwiają. Ale niech pojawią się politycy, którzy mają jakiekolwiek poglądy i odwagę cywilną, by ich bronić – zamiast cynicznie, głupio i fałszywie schlebiać postawom antyobywatelskim.
