Choć niemal wszyscy komentatorzy zdążyli już pochwalić/skrytykować nowy serwis transakcyjny mBanku, to nikt chyba jeszcze nie wytknął mu dość skandalicznego braku, a mianowicie braku nowoczesności.

REKLAMA
logo
strona www.mbank.pl print screen

Możliwość obsługi rachunku bez konieczności fizycznej obecności w placówce banku jest oczywistą wygodą dla hipsterów sączących caffe latte na pl. Zbawiciela, oraz... koniecznością dla dość licznej, choć pomijanej niestety zazwyczaj rzeszy osób niepełnosprawnych. Oni to, nie widząc (lub widząc zbyt słabo), nie mówiąc, nie słysząc, nie poruszając się w pełni sprawnie, itp. - powinni być prawdziwymi beneficjentami wirtualnych serwisów obsługi klienta. I są nimi, o ile te serwisy są przystosowane do ich potrzeb. Mowa o „dostępności stron www”, czyli spełnianiu dość prostych w realizacji wymagań technicznych strony internetowej, by można ją było np. odczytać za pomocą syntezatora mowy; albo nawigować po niej bez użycia myszki. Strona taka musi mieć rozumne i czytelne oznaczenia każdego linku, i każdego pola graficznego, które gdzieś prowadzi. W świecie cywilizowanym opracowano szczegółowe standardy dotyczące dostępności stron www dla potrzeb niepełnosprawnych. Nie twierdzę, że wiedza ta jest powszechnie znana (niestety), ale jeśli ktoś realizuje duży projekt z ambicją obsługi licznej rzeszy klientów, to warto byłoby się zainteresować tym aspektem dostępności serwisu.
Na stronach mBanku możemy przeczytać, że „Bankowy serwis finansowy może zachwycać swoją formą i łatwością korzystania” - tzn. przeczytać mogą ci z nas, którzy nie mają problemów ze wzrokiem. Serwis jest bowiem nieprzystosowany do potrzeb osób niewidzących i niedowidzących. Kiedy rozmawiałem z audytorami zajmującymi się oceną dostępności stron pod względem potrzeb osób niepełnosprawnych, usłyszałem, że doskonały był stary serwis mBanku, ale nowy jest całkowitą porażką. Osoby niepełnosprawne są bezsilne wobec potoku grafiki przedstawiającej np. nurkujących w lazurowej wodzie młodzianków, roześmianych dziewcząt robiących zakupy, itp. Audytor pokazywał mi przykłady typowego niechlujstwa, które polega np. na braku zrozumiałego oznaczenia pól graficznych. Np. podczas dokonywania operacji, syntezator odczytuje nagle „pole wyboru 1 z 3. Ale czego wybór dotyczy i co wybieramy – nie wiadomo. Będąc klientem mBanku zadzwoniłem na mlinię i, powołując się na zmyślony przykład mojej rzekomo niedowidzącej babci, zapytałem o dostępność serwisu dla osób niepełnosprawnych. Konsultant poinformował mnie, że Windows ma takie specjalne ustawienie, „żeby czcionki były większe”. Kiedy odparłem, że babcia korzysta wyłącznie z Mac Booka, konsultant okazał się być bezsilny.
Wyczytałem w Gazecie Wyborczej, że projekt nowego serwisu transakcyjnego mBanku miał budżet 100 mln zł (sto milionów złotych!), a jego autorzy zamierzają obsługiwać ponad 4 miliony klientów. Nie pastwię się zatem nad jakąś firemką, której stronkę www sklecił dorabiający uczeń. Jeśli standardów dostępności stron internetowych dla osób niepełnosprawnych nie wymagamy od projektu dedykowanego 4 milionom klientów, realizowanego kosztem 100 milionów zł, to od kogo mamy tego wymagać?
Naprawdę, bardzo trudno mi sobie wyobrazić, jak można było tworząc architekturę wirtualnego banku zapomnieć o wymogach, których spełnienia oczekujemy po każdym prowincjonalnym urzędzie pocztowym, to jest dstępności do osób niepełnosprawnych. Dlaczego zlekceważono funkcjonalność, a skoncentrowano się na efekciarstwie, nazywając to - dość groteskowo – nowoczesnością. Tak jak nowoczesności samochodu nie określa liczba niebieskich diodek w kokpicie, dźwięczny wydech, ani masywne spojlery, tak nowoczesność instytucji użyteczności publicznej nie wyraża się poprzez bajeranckie grafiki na stronie www, ale dostępność dla wszystkich, także tych niepełnosprawnych.

P.S. Przygotowując ten tekst korzystałem z ocen profesjonalnych audytorów serwisu dostępnestrony.pl - projektu współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.