„Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak jak jest, wszystko musi się zmienić” - Giuseppe Tomasi di Lampedusa, „Lampart”

REKLAMA
Myślę, że ustępujący ministrowie mogą śmiało pozwać premiera do sądu pracy za bezzasadne zwolnienie, bo przesłanek merytorycznych im nie podano (nam zresztą także!). Argument, że teraz stawiamy na trzydziesto-, czterdziestolatków jest nietaktowny, niemądry i sprzeczny z prawem pracy. Oczywiście, krzywda im się nie stanie, bo tego się pośle do europarlamentu (żeby przed emerytura trochę grosza odłożył), komu innemu jaką ciepłą posadę się załatwi, ale zasadniczo zwolnienie jest nie fair...
Donald Tusk zwalniając ministrów powiedział, że duża grupa ministrów to rekordziści, jeśli chodzi o długość sprawowania urzędu, i że „to także pokazuje, jak wiele wytrzymywali”. Te słowa uznania dla hartu ustępujących ministrów zastępują merytoryczne podsumowanie, próbę uzasadnienia dymisji. Różnię się najwyraźniej z Donaldem Tuskiem w poglądzie na rolę ministrów. Ja mianowicie nie patrzę na te stanowiska w kategoriach obsady bunkra obrony przeciwlotniczej, w którym istotnie najważniejsze jest by „wiele wytrzymać”.
W mojej ocenie, praca ministra, to jednak praca, a nie trwanie na posterunku, należy więc sporo pracować, najlepiej z wymiernym skutkiem. I oto premier zwalnia ludzi wykonujących tę bardzo ważną pracę, i poprzestaje na stwierdzeniu:„Trudno mi było rozstać się z ministrami, którzy wskutek rekonstrukcji opuszczą rząd.”
Zostaliśmy zatem poinformowani o koszcie emocjonalnym, jakie za zwolnienie swych pracowników zapłacił premier, ale nie przedstawiono nam rzeczowego uzasadnienia tych decyzji. Nie pisze tego wszystkiego, by się naigrawać, szydzić czy wyśmiewać. Wręcz przeciwnie – obsada ministerstwa finansów, czy infrastruktury, to śmiertelnie poważna sprawa – zatem domagam się poważnego podejście do zagadnienia. Nie chodzi o gnojenie zwalnianych ludzi, ale merytoryczne uzasadnienie kluczowych dla funkcjonowania państwa decyzji.
Zwalniając jakiegoś ministra, premier powinien jasno zakomunikować co w dotychczasowym funkcjonowaniu ministerstwa niedomagało, co ma się zmienić. W przeciwnym razie zmiany mogą przekonywać, że merytorycznie wszystko było w porządku, a rekonstrukcja, to tylko takie PR-owskie sztuczki. Jeśli tak, to podpowiadam Donaldowi Tuskowi, że o ile sondaże nadal będą spadać, zmienić można kolejno: godło państwowe, barwy narodowe, hymn i stolicę. Jeśli to nie pomoże, to zostanie już tylko zmiana premiera...
P.S. Uwierzyłem kiedyś Tuskowi, kiedy przekonywał, że najważniejsza jest miłość – a on podle kłamał. Najważniejsze są sondaże!