Przeczytałem tekst Anny Dryjańskiej, i niestety, zupełnie się z nim nie zgadzam. Choć obserwacje co do seksistowskiej indoktrynacji dzieci wydają mi się słuszne, to wnioski już nie.
REKLAMA
Nie wiem, czy uwierzycie w taki przypadek, ale ale akurat wczoraj kręciłem zdjęcia w przedszkolu. Rejestrowałem wywiady z dziećmi lat około 5. Pytanie było dość proste: „kto się Tobą opiekuje i jak?” I oto co usłyszałem:
tylko jedno dziecko nie powiedziało, że mama gotuje
tylko dwoje nie miało problemu, by powiedzieć co konkretnie robi tata
tylko jedno dziecko nie powiedziało, że mama gotuje
tylko dwoje nie miało problemu, by powiedzieć co konkretnie robi tata
Mnie samego zaskoczyło, że przytłaczająca większość dzieci w wieku przedszkolnym jest „zaopiekowana” przez same kobiety. Bo choć wymieniając tych opiekujących dzieci wymieniały w porządku: mama, tata, babcia, ciocia; to trudno im było podać co takiego tata robi. Przeważały odpowiedzi w stylu: tata gra ze mną na komputerze, wozi samochodem, zabiera do kina. Mamy, babcie, ciocie (pewnie opiekunki) gotowały, ubierały, sprzątały, itp. Dodam tylko, że sondę realizowałem nie na głębokiej prowincji, gdzie pewnie tradycyjny patriarchalny model rodziny trzyma się wyjątkowo krzepko. To było dość elitarne, raczej inteligenckie przedszkole w Warszawie.
Kiedy przeczytałem tekst Anny Dryjańskiej apelujący o edukację równouprawnieniową w przedszkolach i szkołach, przypomniała mi się ciekawa rozmowa z policjantem, z którym współpracowałem kiedyś przy skierowanych do dzieci akcjach edukacyjnych dotyczących bezpieczeństwa na drodze. Otóż ten oficer, po całym dniu spędzonym wspólnie na świetnie zorganizowanym pikniku edukacyjnym, wyznał mi w przypływie szczerości, że... wszytskie te nasze działania są do dupy i nic nie dadzą. Powiedział: „Panie Wojtku, choćbyśmy tu na łbie stanęli, rozdali milion lizaków, odblasków i ulotek, to dzieci i tak nauczą się tego, co pokażą im rodzice. Jeśli tata jeździ agresywnie, chamsko; jeśli mama przebiega na czerwonym – to właśnie to przyswoi sobie dziecko. To rodzice są autorytetem i wzorem, a ja jestem tylko taki śmieszny Wujek Dobra Rada.”
...I rzeczywiście, jeśli dziecko co innego słyszy, a co innego widzi w życiu, to na pewno przykład z życia zwycięży.
...I rzeczywiście, jeśli dziecko co innego słyszy, a co innego widzi w życiu, to na pewno przykład z życia zwycięży.
Nie lekceważę znaczenia edukacji dzieci, ale chyba jdnak musimy zacząć od siebie. Nie oczekujmy, by „smrodki dydaktyczne” przeczące realiom codziennego życia zdziałały cuda. Najpierw więc sami musimy własnym przykładem pokazać dzieciom co jest mądre czy sprawiedliwe, a potem dopiero formułować programy edukacyjne. W przeciwnym razie efekt będize taki, jak katecheza o umiłowaniu ubóstwa wygłaszana przez biskupa jeżdzącego Lexusem.
Link do tekstu Anny Dryjańskiej To nie jest zabawka dla dziewczynek
