Mój ojczym, pośród nas - swoich przybranych dzieci - faworyzował ewidentnie moją siostrę. Nam zaś, to jest mi i mojemu bratu powtarzał: „Być kobietą to jest jeszcze gorzej, niż być Żydem”. Sam był Żydem i kobieciarzem - więc pewnie wiedział, co mówi.
REKLAMA
Każda reakcja na przejaw antysemityzmu jest zasadna i konieczna, ze względu na Holocaust – to dość oczywiste. Równie oczywistym jest dla mnie, że nie każda krytyka Żyda, zachowań jakiegoś Żyda, czy polityki Izraela jest przejawem antysemityzmu. Często jest jednak tak postrzegana – właśnie przez pamięć na tragiczne losy narodu żydowskiego. I choć z tą wyostrzoną wrażliwością się często nie zgadzam, to ją rozumiem. Trudno nie brać pod uwagę czyichś traumatycznych doświadczeń. Nawet jeśli się przeciwko nim buntujemy, nie odpowiadają nam, uważamy je za niesprawiedliwe, to w jakimś sensie przyznajemy prawo do takiego widzenia świata – wiadomo, jeśli kobietę zgwałcono, to ma ona święte prawo z rezerwą podchodzić do każdego mężczyzny wyrażającego sympatię.
I tu dochodzimy do kwestii feministek, czy kobiet w ogólności. Ja świetnie rozumiem, że ich zbiorowa „pamięć kobieca” jest pełna złych doświadczeń. Ba, codziennie kobiety doznają protekcjonalnego traktowania, czy wprost są prześladowane ze względu na płeć. Kibicuję feministkom w słusznej walce i sam się określam mianem feministy. Ale, na Boga, nie dajcie się zamknąć w getcie! Wasze działania zbyt często cechuje arogancja podobna do tej wyrażonej przez jednego z premierów Izraela. Powiedział on mianowicie, że "każdy Polak antysemityzm wyssał z mlekiem matki". Ja naprawdę rozumiem, dlaczego człowiek, któremu polscy chłopi siekierami zabili ojca, mógł tak właśnie czuć - ale przecież wiem też, jak głęboko się mylił.
Bardzo chciałbym, byście Wy Kobiety poprawiły jakość stosunków między naszymi płciami (dwuznaczność jak najbardziej zamierzona :-). ...Ale nie przyjmujcie roli cechującej skrzywdzonych ponad miarę ich wytrzymałości psychicznej – wobec których każdy wilkiem, to jest przepraszam, każdy świnią, ma się rozumieć szowinistyczną. Przed chwilą Anna Dryjańska opublikowała na stronach NaTemat.pl zastaw porad dla mężczyzn – obraźliwy i konfrontacyjny, sugerujący, że w każdym mężczyźnie drzemie potencjalny gwałciciel (czyżby wyssał to z mlekiem matki?). Czy naprawdę pani Anna Dryjańska uważa, że takie odezwy zbliżają ludzi, budzą empatię i wzajemne zrozumienie? Czy służyć mają budowie wzajemnie życzliwych i sprawiedliwych relacji pomiędzy mężczyznami i kobietami?
Obawiam się, że przykład pani Dryjańskiej (tak samo, jak przykład tego nieszczęsnego premiera Izraela) pokazuje, jak trauma przekreśla czasem szanse na porozumienie.
